sobota, 24 listopada 2012

Chapter One


Oczami Vivienne

Zerknęłam na Mulata zniesmaczona. Nie ciągnęło mnie zbytnio by iść do nich do domu. Miałam dość tych wszystkich spojrzeń ze strony chłopaków. Niedawno jednak zaczęły się także wyzwiska, które już całkiem odrzucają mnie od tego miejsca. Nie rozumiem dlaczego oni mnie tak nienawidzą? Co ja im zrobiłam? Przecież oni mnie nawet nie znają... Może właśnie to im przeszkadza? Że nie wiedzą kim tak na prawdę jestem? Kim na prawdę jest Vivienne Somersby? Według nich wredną suką, która nic nie czuje do Zayn'a Malik'a, ale cholera prawda jest inna. Ten chłopak jest dla mnie najważniejszy na tym chorym świecie. Nie wydaje mi się by spotkało mnie coś lepszego niż on. Wszyscy mówili:
- skończ to.
- nie daj sobą pomiatać.
- postaw mu ultimatum, albo ty, albo oni.
Ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam mu się postawić. Bałam się jego odpowiedzi, bałam się tego, że wybierze ich. A wtedy nie dałabym sobie rady z życiem. Sama ze sobą...
Zrozumiałam, że całkiem wyłączyłam się od świata kiedy Malik zaczął delikatnie szarpać moje ramię i prawie wykrzykiwać moje imię.
- co się stało? - szepnęłam wlepiając oczy w jego twarz.
- wolałbym o to samo zapytać ciebie, już któryś raz w tym tygodniu tak zatracasz się w myślach, o co chodzi?
- o nic, po prostu rozmyślam o życiu, przepraszam. - delikatnie dotknęłam ustami Jego nos i obdarowałam go lekkim uśmiechem. - coś mówiłeś.
- tak, pytałem dlaczego nie chcesz spotykać się z chłopakami. - usiadł na kanapie przede mną więc i ja spoczęłam obok niego.
- nie lubią mnie... nie przepadam za wyzwiskami skierowanymi w moją stronę, przepraszam... - mruknęłam bawiąc się palcami. Nie spojrzałam na niego, bałam się. Bałam się jego wzroku, zawsze patrzył na mnie jak na kretynkę kiedy to mówiłam, nie wierzył mi, ale ja wiedziałam swoje, przecież słyszałam to na własne uszy. Prawde mówiąc to nie tylko ja bo i Valerie słyszała. Valerie Vessline to moja przyjaciółka, najlepsza. Jest dla mnie jak siostra. Dosłownie bo potrafimy się też pokłócić przez co emocje biorą górę i wychodzi z tego niezła jadka. Potrafiła mnie zdenerwować jak nikt inny, a ja i tak ją kochałam, była dla mnie jak Zayn tylko w wersji żeńskiej.
- znowu to robisz. - usłyszałam przy samym uchu śmiech Pakistańczyka. - co z tobą? zaczynam się obawiać.
- nie no już, wybacz. - roześmiałam się. - co robimy?
- skoro nie chcesz zawitać w moje progi chodźmy do zoo, ostatni raz bylem tam jako dziecko...
- prawde mówiąc to ja też. - zmarszczyłam śmiesznie brwi. - chętnie wybiorę się z tobą do zoo. - uśmiechnęłam się słodko i złożyłam na jego wargach pocałunek.
- och, jakże czuję się szczęśliwy. - roześmiał się i podniósł moją głowę po czym wstał i wyciągnął do mnie dłoń, którą złapałam i z jej pomocą się podniosłam. Chłopak może i wyglądał na dojrzałego, ale w środku był dzieckiem, kochał chodzić na różne place zabaw, do wesołego miasteczka etc. To był jego mały raj. Zawsze opowiadał mi o swoich perypetiach za czasów dzieństwa kiedy tata zabierał go właśnie na taki plac zabaw. Będąc z nim w takim miejscu byłam szczęśliwa, szczęśliwa,  że mogę mu dać choć trochę szczęścia, którego nie zaznaje przez chłopców. Ciągle trują mu głowę o to by mnie rzucił... To boli mnie jak i jego.
- idziemy? - wyciągnął w moją stronę dłoń stojąc w drzwiach od naszego domu. Pokiwałam twierdząco głową i złapałam za rękę chłopaka.
Siedziałam właśnie na ławce obserwując jak Malik robi zdjęcia z fankami i rozdaje autografy. Cieszyło mnie to mimo tego, że te dziewczyny nienawidziły mnie. Kochałam je jak swoją własną rodzinę bo sama byłam Directioner. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że potrafił zostawić mnie w czasie kiedy płakałam by dać autograf fance. Wręcz przeciwnie - byłam szczęśliwa bo wiedziałam, że nie jest zadufaną w sobie gwiazdką i myśli o fanach. Jak reszta zespołu, która niestety nie myślała o mnie...

1 komentarz:

  1. Komentarz tutaj o dopiero zaczynam czytać :). Ale podoba mi się i jutro do tego wracam :) Zapraszam do mnie : http://harrystylesandtrish.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń