sobota, 24 listopada 2012

Chapter Eleven


Oczami Vivienne

Siedziałam rozstrzęsiona wtulając głowę w uda Valerie. Po tym co przed chwilą się stało miałam ochotę umrzeć. Zostawić wszystko i zniknąć z tego świata.
- wytłumacz mi co się takiego stało... - szepnęła mi we włosy przyjaciółka. Byłam jej wdzięczna, że jest ze mną kiedy sama ma problemy.
- no bo... - zaszlochałam i uniosłam się po czym ułożyłam głowę na jej ramieniu. - no bo rano kiedy przepraszał mnie za to co się stało ja...
- ćśśśś, spokojnie... - zaczęła głaskać mnie po głowie, ponieważ głos zaczął mi się łamać, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że właśnie się pokłóciliśmy. Nigdy się nie kłóciliśmy...
- ja wtedy poprosiłam go... By... No żeby odszedł z zespołu bo... - zaczęłam szlochać bardziej na co ona objęła mnie ramionami i mocno w siebie wtuliła. - bo nie wytrzymam tego dłużej... A on... On zaczął krzyczeć, że jestem... Jestem wariatką... I nie... Nie dziwi się, że mnie nie lubią... Ale to już słyszałaś...
Przy ostatnim słowie głos całkiem mi się załamał. Moim ciałem wstrząsnęła fala płaczu, a dłonie zaczęły mimowolnie zaciskać się na poduszkach z sofy.
- proszę zabij mnie. Jestem idiotką... Tak bardzo go kocham. - łkałam i rzuciłam się na jej kolana.
- nie mów tak, on ciebie też kocha... - szeptała w mój kark, który delikatnie musnęła ustami. - nie płacz już...
- skąd wiesz, że mnie kocha?! - krzyknęłam zrezygnowana. Bałam się, że to był koniec, koniec Vayn'a. Nie dałabym sobie rady, już teraz z moją psychiką było źle. Miałam ochotę rzucić się pod ziemię.
- gdyby cię nie kochał nie stałby właśnie za tobą. - szepnęła mi do ucha na co ja momentalnie odwróciłam się w tył. Faktycznie tam stał jednak jego mina nie wyrażała nic dobrego.
- nie przyszedłem cię przeprosić. - rzucił obojętnie. - przyszedłem po prostu powiedzieć byś przez najbliższy czas nie przychodziła do nas. Ani ja, ani chłopcy nie mamy ochoty cię widzieć.
Zabolało, tak bardzo zabolało. Jak jeszcze nic dotąd. Valerie złapała mnie za głowę i ulożyła ją na sofie po czym podeszła do niego i tak po prostu wymierzyła mu policzek.
- jak ty w ogóle śmiesz coś takiego mówić?! Ona tutaj płacze przez ciebie! Cierpi, a ty masz czelność przyleźć tutaj i mówić takie rzeczy?! - i znów strzeliła mu otwartą dłonią w szczękę na co tamten zacisnął dłonie w pięści. Widziałam jak jego żyły się naprężyły, a ciało zaczęło drżeć. Złapałam Val za rękę i odciągnęłam ją od niego bo dobrze wiedziałam, że może to się źle skończyć. Na jej miejscu stanęłam ja, spojrzałam mu prosto w oczy.
- uderz mnie, no proszę. - szepnęłam, jednak z moich oczu wciąż leciały łzy. Poczułam ciepłą dłoń na policzku, przymknęłam oczy i czekałam na uderzenie z jego strony jednak jedyne co poczułam to słodki pocałunek na ustach.
- przepraszam, nie powinienem tego mówić, ale jestem na prawdę zły. Choć nie potrafię się na ciebie długo gniewać, ale dobrze wiesz jak ważny jest dla mnie zespół. Nie rozumiem jak mogłaś od tak powiedzieć bym to rzucił. Tak, dobrze wiem, że powiedziałem za dużo i przepraszam za co. Naprawdę cię mała przepraszam. - zaczął masować kciukiem mój polik, a ja po prostu stanęłam na palcach i złożyłam na jego ustach słodki pocałunek.
- po przemyśleniu tego przepraszam cię. Teraz rozumiem, ja byłam wtedy po prostu jeszcze pod wpływem emocji, wczorajszych emocji. Przepraszam skarbie, ja... ja obiecuję, że nie pokażę się u was przez najbliższy rok. - mruknęłam mu w usta na co on roześmiał się i wtulił mnie w siebie. Pokłóciliśmy się kilka godzin temu, a ja tak bardzo tęskniłam za tym zapachem, za dotykiem.
- przepraszam też za to co powiedziałem przed chwilą. W sumie to może i lepiej byśmy nie pokazywali się tam razem. Na razie przynajmniej nie. - szepnął i ponownie musnął moje usta. Poczułam się szcześliwa. Tak jak jeszcze wczoraj. Mimo tego, że poczułam się przez niego okropnie kocham tego chłopaka jak nikogo innego i nie pozwolę mu odejść. Co by się nie stało. Kiedy po raz kolejny się pocałowaliśmy usłyszeliśmy za sobą Valerie:
- awwwwwwwwwwwwwwww, jesteście słodcy. - uśmiechnęła się, oboje na nią spojrzeliśmy. - oj no co? Może i nadal jestem na ciebie zła, że ją tak potraktowałeś to jesteście na prawde słodcy!
Roześmiałam się, a zaraz po mnie Zayn, który objął moje drobne ciało ramieniem.
- dobra, dobra. Nie będę wam przeszkadzać, już idę no. - mruknęła pod nosem i wyszła z mieszkania całując mój polik na pożegnanie. Gdy usłyszeliśmy trzask drzwi spojrzałam na chłopaka, zarzuciłam mu ręce na szyje i splotłam swoje palce na jego karku.
- kocham cię, i raz jeszcze przepraszam za to co wtedy powiedziałam. To było głupię i ja też się nie dziwię, że mnie nie lubią...
- nie mów tak, wtedy to ja przesadziłem, i to ostro bo oni nie mają prawa cię nie lubić tak naprawdę, nie znają cię, a ja znam bardzo dobrze i kocham cię taką jaką jesteś. Może i nawet wariatkę, ale kocham. - szepnął wprost w me wargi. W moim brzuchu po raz kolejny pojawiło się stado motyli, a żołądek zaczął niesamowicie kłuć. Tak, kochałam go, jak żadnego innego.

Chapter Ten


Oczami Valerie

Czekałam na Lou ponad dwie godziny. Bałam się jak nigdy wcześniej, a winą nie obarczałam nikogo innego jak siebie. Nawet nie wiem, czy chłopcy wiedzieli, że tu jestem, wszyscy w sumie spali. A ja – jak u siebie – siedziałam na kanapie i czekałam aż wróci. Mówiłam sobie, że nie pójdę do domu dopóki nie wróci. Chociaż było mi głupio. Nie byłam u siebie i siedziałam sama. Ale tak strasznie się o niego bałam, że nie mogłam wysiedzieć. Wstawałam, chodziłam bezsensownie po salonie zanosząc się płaczem.
Nagle usłyszałam, otwieranie drzwi. Pełna nadziei, że to mój przyja... chłopak... spojrzałam na drzwi. Niestety rozczarowałam się, drzwi nadal były zamknięte. Spojrzałam więc w prawo – ktoś schodził z góry. Kto? Styles.
- czemu ty tu jeszcze jesteś? - usłyszałam jego zaspany, zachrypnięty głos.
- czekam na Lou. - usiadłam na kanapie.
- aha. - odparł przecierając oczy i sięgnął z lodówki mleko, które upuścił, przez co się wylało. - możesz to wytrzeć skoro siedzisz tu bez pytania.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam wszczynać kłótni. Po chwili znowu usłyszałam otwieranie drzwi. Loczek tylko prychnął w moją stronę i poszedł na górę. Rozpieszczone dziecko, co ja w nim widzę? Boże, to takie głupie uczucie. Oddałabym za niego wszystko, chociaż jest taki wredny...


Poczułam, jak ktoś szarpie mnie za ramiona. Otworzyłam oczy i spojrzałam na ludzi dookoła.
- co jest? - spojrzałam na osobę która mnie wybudziła.
- twój książę się znalazł. - powiedział Harry. - jest w Doncaster, wróci za tydzień. Powiedział, żebyś się nie martwiła, i że cię kocha. - po tych słowach prychnął.
- przeprosiłeś go przynajmniej?
- kim ty jesteś żeby do mnie tak mówić? - znowu prychnął i usiadł na końcu kanapy, po czym włączył telewizor.
- nie no, po prostu wypadałoby. - wzruszyłam ramionami.
- to on obił mi całą twarz, nie będę nikogo przepraszał!
- a ty obiłeś mi! - zacisnęłam zęby. Nie liczyłam na przeprosiny, czy cokolwiek, po prostu chciałam, żeby Larry się pogodził.
- wczoraj przeprosiłem, myślisz, że zrobię to drugi raz? - prychnął ponownie.
- przestań prychać. - odparłam.
- bo co? Jestem u siebie. - rozwalił się na kanapie i położył mi nogi na uda. Czy on jest normalny?
Wyszłam z domu. Wychodząc, natknęłam się na Niall'a.
- wychodzisz? - zapytał.
- tak, ktoś tu nie chce mojego towarzystwa. - zmarszczyłam brwi. - ale to nic nowego, co tam?
- nic, kupiłem coś na śniadanie, nie zjesz z nami? - zapytał machając mi jakąś reklamówką przed oczami.
- nie, raczej nie. - uśmiechnęłam się. - pójdę już.
- jak chcesz, cześć. - odwzajemnił uśmiech.
- pa. - odparłam i odeszłam. Nie miałam gdzie iść, skoro Lou wyjechał. Postanowiłam iść więc do Vivienne, mimo że był u niej Zayn.
Znowu zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak mogłam palnąć, że też kocham Lou. Przecież go kocham jako przyjaciela, narobiłam mu tylko nadzieję. A co jest najgorsze? To, że to mój przyjaciel, a ja go oszukałam, podle oszukałam.
Zapukałam do drzwi. Nikt nie otwierał, mimo że pukałam dość długo. Drzwi były otwarte, więc weszłam.
- nie, to ty jesteś jakaś dzika, nie dziwię się, że cię nie lubią! - darł się Zayn w stronę Viv.
- nie krzycz na mnie... - odparła cicho.
- jesteś jakaś nienormalna! - wyszedł zdenerwowany z domu, potrącając mnie przy tym ramieniem tak, że o mało się nie przewróciłam. Spojrzałam na zapłakaną Vivienne, podeszłam do niej i przytuliłam ją.
- chodź, wszystko mi opowiesz. - powiedziałam i poszłyśmy na górę.

Chapter Nine


Oczami Vivienne

Drżącym ciałem weszłam do kuchni gdzie ujrzałam Blondyna wymierzającego cios mojemu facetowi, którego żyły zaczęły buzować. Wiedziałam, że źle się to skończy dla obojga z nich dlatego złapałam Niall'a za rękaw by go odciągnąć jednak nie zdążyłam. Zayn dorwał się do niego i zaczął okładać jego twarz pięściami.
- Zayn przestań! Uspokój się! - zaczęłam go odciągać jednak to nic nie dawało. Widziałam żądze mordu w oczach szatyna i strach u Irlandczyka.
- uderzył mnie, szmaciarz mnie kurwa uderzył! - krzyczał coraz mocniej bijąc Horan'a. Me ciało drżało, a poliki stawały się coraz bardziej mokre.
- błagam przestań... - załkałam na co on zatrzymał pięść przy twarzy Nialler'a. Przeniósł wzrok na mnie i nadal trzęsącymi się dłońmi wtulił mnie w siebie. Spojrzał ostatni raz z pogardą na swojego chyba już byłego przyjaciela po czym ciągnąc mnie za sobą wyszedł z domu.
- boję się Zayn, jest już grubo po drugiej w nocy... - szepnęłam na co on objął mnie mocno ramieniem i cmoknął w czubek głowy. Automatycznie poczułam się bezpieczna. Mimo, że on nadal się lekko trząsł czułam, że nic mi nie zrobi.
- już wszystko dobrze maleńka... - pocałował mnie w czoło, ułożył dłonie na mych pośladkach i ruszył w stronę mego domu. Także i moim zdaniem dobrym pomysłem było spędzić dzisiejszą noc u mnie, zdala od Harry'ego i Niall'a, jednakże miałam nadzieję, że to wszystko szybko się rozwiąże bo myśl, że skłóciłam One Direction męczyłaby mnie do końca życia. Fanki rozszarpałyby mnie na strzępy o ile sama bym wcześniej tego nie zrobiła.
- przepraszam, przepraszam za to co stało się u was w domu. - szepnęłam na co on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- nic nie było twoją winą, to oni przesadzili. Dobrze wiedzieli jakim dażę cię uczuciem, dobrze wiedzieli też jak denerwują mnie ich głupie teksty, ale dziś już przesadzili. Nie pozwolę by ktokolwiek cię tak traktował, rozumiesz? - przyłożył nos do mojego policzka na co ja delikatnie pokiwałam głową i musnęłam te malinowe usta, które tak bardzo kochałam. Mulat uśmiechnął się do mnie po czym otworzył drzwi stawiając mnie na ganku.
- jest u ciebie ktoś w domu? - szepnął otwierając drzwi. Mieszkałam z rodzicami, mimo moich dziewiętnastu lat ja nadal z nimi mieszkam i nie wstydzę się tego bo są wspaniałymi ludźmi.
- nie, spokojnie. - uśmiechnęłam się delikatnie i otwarłam drzwi na szerz wpuszczając go tym samym do korytarza.
- miałem nadzieję na romatyczny wieczór we dwoje, a nie na jakieś bójki przez moich pseudo przyjaciół. - westchnął rzucając się na sofę. Wydęłam wargę i usiadłam na wolnym miejscu przy jego brzuchu układając dłoń na policzku chłopaka. Tak strasznie było mi go szkoda, może i nie starał się zbyt nad tym wieczorem fizycznie jednak widziałam, że psychicznie był poddenerwowany, zresztą jak zwykle gdy dochodziło między nami do jakichkolwiek zbliżeń. Nawet pocałunków.
- kocham cię, malutka. - usłyszałam szept dzięki któremu momentalnie uśmiech pojawił się na mojej twarzy, tak wspaniale było słyszeć to z jego ust.
- ja ciebie też kocham, Zayn. - lekko się nad nim nachyliłam na co on odpowiedział mi namiętnym pocałunkiem, który odwzajemniłam. Przełożył me ciało z łatwością przez siebie tak, że teraz on był nade mną. Ułożył swe dłonie po obu stronach mej głowy i stanął na czworakach okrakiem nad moim ciałem. Musnęłam palcami jego policzek przez co jego ciało zadrżało. Uśmiechnęłam się poprzez pocałunek, a on odsunął ode mnie delikatnie swoje usta i oparł swe czoło o moje.
- na prawdę cię kocham, kiciu. - zaśmiałam się przy czym musnęłam jego wargi.
- tak, ja ciebie też. A jak z tobą? Uspokoiłeś się? - zmarszczyłam brwi co miało oznaczać się martwię i on to doskonale wiedział bo pokiwał tylko głową i podniósł się, a po chwili także i mnie.
- co chcesz robić? - przyłożył usta do mej głowy gdzie zaczął składać delikatnie pocałunki, a ja przy każdym drżałam.
- nie wiem, chodźmy spać może, co? - roześmiałam się nerwowo, na co on mruknął krótkie "mhm" jednak żadne z nas nie miało zamiaru podnieść się z kanapy i iść do łazienki by wziąć choć krótki prysznic. Pocałunki Mulata przeniosły się na mą szyję. W tamtej chwili czułam, że nie wytrzymam za chwilę i po prostu się na niego rzucę dlatego szybko wstałam i ruszyłam do łazienki, ostatnie co usłyszałam to donośny śmiech Zayn'a. Potem odkręciłam kurek od wody.
Po około godzinie wróciłam do salonu, a to co tam ujrzałam przyprawiło mnie o uśmiech na twarzy. Znany na cały świat Bradford Bad Boi spał właśnie na mojej kanapie wtulony w misia. To było na prawde słodkie dlatego postanowiłam go nie budzić i sama udałam się na górę gdzie ułożyłam się w łóżku. Zaśnięcie nie zajęło mi za wiele czasu, nie minęło kilka minut kiedy Morfeusz zabrał mnie w swą krainę potocznie nazywaną snem.

Chapter Eight


Oczami Valerie

Weszliśmy do domu chłopców. Już wcześniej słyszałam jakieś wrzaski pochodzące stąd, ale byłam zbyt zajęta myśleniem nad moją głupotą niż nad krzykami.
- kochani jesteśmy! - krzyknął Louis. - gdzie oni są?
Poszedł na górę, więc poszłam za nim. Gorszego widoku chyba nie mogłam zobaczyć. Prawdopodobnie była tutaj jakaś bójka, gdyż Styles i Horan byli trochę zakrwawieni.
- co tu się działo? - spojrzał na Zayn'a, a po chwili na Vivienne. Natomiast ja czułam na sobie wzrok praktycznie wszystkich osób będących w tym pomieszczeniu.
- znowu przyprowadził tą szmatę. - syknął Harry.- widzę, że ty nie lepszy.
- zamknij pysk. - powiedzieli równo Louis i Zayn. Nie przewidywałam nic dobrego. Chłopaki zeszli na dół, natomiast ja zostałam z Vivienne.
- nic ci nie jest? - spojrzałam na dziewczynę, która tylko przelotnie obdarzyła mnie wzrokiem, schowała twarz w dłoniach i wybuchła spazmatycznym płaczem.
- nie wytrzymam tak dłużej. - mówiła szlochając.
- no już, nie płacz. - przytuliłam ją, tym samym pozwalając jej wypłakać się w ramię.
- oni wszystko zniszczą... - zanosiła się płaczem. - przecież ja go kocham, nie robię nic złego! Prawda?!
- spokojnie... - pogładziłam ją ręką po plecach. - jasne, że nie robisz, wręcz przeciwnie. Uszczęśliwiasz go, a oni robią te złe rzeczy.
Minęło trochę czasu, zanim Vivienne uspokoiła się, ale warto było czekać. Mogłyśmy w spokoju porozmawiasz.
- a co u was? - spojrzała na mnie. Nie powiem, zatkało mnie trochę. Nie ma przecież żadnych „nas”... Jest Louis i Valerie. Nie ma „nas”... - jesteście już razem?
- Viv, wiesz... w sumie to... mogę się ciebie poradzić? - spojrzałam na nią zmieszana.
- jeszcze pytasz? - zaśmiała się melodyjnie.
- bo w sumie to Louis to mój przyjaciel... i on dzisiaj zrobił coś cholernie nie na miejscu. - po tych słowach przyjaciółka spojrzała na mnie zdumiona.
- wy chyba nie ten... wy razem... spaliście? - mówiła szeptem.
- Boże, nie! - zaśmiałam się, mimo iż sytuacja wcale mnie nie bawiła. - on... wyznał mi miłość.
Vivienne kilka sekund siedziała cicho, jednak po chwili wybuchnęła szczęściem i rzuciła mi się na szyję.
- Valerie, to cudownie! - piszczała uradowana. Nie wiem, co ją tak radowało.
- nie, to nie cudownie. - spojrzała nam nie pytająco. - bo ja go kocham, ale jako przyjaciela... nikogo więcej, rozumiesz?
- ale powiedziałaś mu to? - uniosła brew.
- no... tak jakby nie... - zagryzłam dolną wargę.
- to co żeś ty mu nagadała?! - wstała i uniosła głos.
- nie krzycz, bo przyjdą! - przyłożyłam palec do ust, po czym spojrzałam na drzwi i z powrotem przeniosłam wzrok na przyjaciółkę. - no... że też go kocham...
Brunetka patrzyła na mnie jakby... zszokowana, zła i rozbawiona.
- jak to? - złożyła ręce na piersiach i przyglądała się mi.
- to było tak wiesz, pod wpływem chwili... - mówiłam gryząc wargi. - naprawdę mi na nim zależy i nie chcę, żeby cierpiał przez moje odrzucenie...
- nie rozumiesz, że teraz będzie cierpiał podwójnie?! - uniosła ton. Pewnie kontynuowałybyśmy rozmowę, gdyby nie przerażający huk z dołu. Spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo i zbiegłyśmy na dół. Co zastałyśmy?
- szmata! - wrzeszczał Styles, kiedy Tomlinson obkładał go pięściami. Horror.
- możesz tak mówić jak spojrzysz w lustro. - mówił Louis. Miałam wrażenie, że zaraz się rozpłaczę. I nie, nie przez Harry'ego. Przez to, że podle potraktowałam Tommo, postawił mnie teraz we wstrząsającej sytuacji.
- przestańcie! - warknęłam. - Louis, odejdź, przestań!
Nikt nie zważał uwagi na moje słowa. Tymczasem Vivienne poszła uspakajać Irlandczyka i Zayn'a, którzy właśnie wymieniali między sobą dość nieprzyjemne słowa.
- twoja sucz przyszła! - mówił Styles. Nie ruszały mnie jego słowa, co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj bolały mnie te wyrazy.
- zamknij ryj! - uderzył go w twarz po raz kolejny. Wkroczyłam w akcje, stanęłam między nimi, co było nie najlepszym pomysłem. Dlaczego? Otóż już po kilku sekundach poczułam silny i mocny ból w lewym policzku. Spojrzałam na chłopaków. Tomlinson patrzył wręcz wściekły na Harry'ego. Zaciskał zęby, a jego ręce trzęsły się, jakby miał padaczkę. Loczek zaś patrzył na mnie przerażony z uchyloną buzią.
- Boże... przepraszam... - wydusił z siebie.
- zabiję cię skurwielu! - wydarł się Tomlinson, a ja ponowiłam próbę odciągnięcia go on 18-latka.
- Louis do cholery! - wrzasnęłam, a ten spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Gdy już przeniosłam wzrok z drzwi na Harry'ego, nie zobaczyłam nic nowego. Nadal patrzy przerażony, tyle, że teraz z rozwaloną wargą w  trzech miejscach.
- n-nic ci... nie jest? - patrzył na mnie, jak na zjawę.
- ciekawe, że pytasz. - uśmiechnęłam się sarkastycznie i poszłam do kuchni. Chwilę potrwało, zanim ktoś z tamtego pomieszczenia mnie zauważył, chociaż wolałabym, żeby jednak tak się nie stało.
- a tej co? - roześmiał się Niall. W tej samej chwili do kuchni wszedł Harry. Niall wyszczerzył szeroko oczy. - nie gadaj, że się biliście...
- można tak powiedzieć. - syknął i wyjął z zamrażalnika dwie mrożonki, po czym jedną przyłożył sobie pod oko, a drugą mi, co mnie zdziwiło. - przepraszam.
- daj sobie spokój. - zabrałam mu mrożonkę i poszłam do salonu. Usiadłam i zaczęłam wydzwanianie do Lou. Na marne, nie odebrał ani jednego z moim 50-ciu telefonów...

Chapter Seven


Oczami Vivienne

Złapałam pierwsze co miałam pod ręką. Owym czymś okazał się być telefon chłopaka. Ścisnęłam go w dłoniach, a Mulat jeszcze tylko raz wykonał mocne pchnięcie i oboje byśmy oboje opadli na łóżko spełnieni, a zarazem przemęczeni tym co się przed chwilą stało.
- matko, Zayn... - mruknęłam tylko rysując opuszkami palców kółeczka na jego przepoconych, nagich plecach.
- tak, ja ciebie też kocham Viv. - szepnął mi wprost do ucha, a ja zadrżałam jak za każdym razem gdy tak robił. W pewnej chwili doszedł do moich uszu dźwięk sms z jego telefonu.
- "skończyliście już?" - przeczytał na głos Zayn po czym wystukał krótkie "nie". Nadal we mnie będąc zaczął obrzucać moją szyję pocałunkami i delikatnie znów poruszać biodrami.
- misiu, kocham cię, ale nie dam rady jeszcze raz. - zaśmiałam się na co on wyszedł ze mnie i uśmiechnął się perliście. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi i jakieś krzyki.
- najgorsza impreza na jakiej byłem! - powiedział chłopak z irlandzkim akcentem.
- dziewczyny też jakieś takie... nijakie. - mruknął drugi zachrypnięty głos.
- Zayn! Lou! - po raz kolejny usłyszałam Blondasa. - jesteśmy!
- cholera... - poczułam oddech na swoich ustach.
- schowasz mnie w szafie jak w jakieś taniej komedii romantycznej? - roześmiałam się jednakże Mulatowi nie było do śmiechu. Podniósł się z łóżka i szybko nałożył na siebie jakieś bokserki i jeansy.
- trzymaj, załóż to. - rzucił we mnie jakąś koszulę.
- a coś pod spód?
Rzucił we mnie także po chwili jakimiś bokserkami, którymi chcąc czy nie dotałam w twarz. Zmarszczyłam delikatnie nos i nałożyłam je na siebie.
- Zayn! Lou!! Gdzie wy cholera jesteście?!
- MALIK!! TOMLINSON!! - zaczęli nawoływać, a ja poczułam że jestem coraz bardziej przerażona.
- jestem! czekajcie! - odkrzyknął mój facet i spojrzał na mnie. - mała, spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie wykręcając palce w każdą stronę świata.
- przestań się okaleczać. Będzie okej, przecież cię nie pobiją. - zaśmiał się po czym objął me drobne ciało swymi silnymi ramionami.
- fizycznie może i nie... - szepnęłam wtulając się w niego. Niestety w pewym momencie drzwi od pokoju Malik'a otwarły się i zobaczyliśmy tam Harry'ego.
- o kurwa, fu! Zayn bo jeszcze zarazisz się jakimś syfem! - zaczął wykrzykiwać, a mnie się oczy zaszkliły. - taka fajna koszula... Chciałem ją od ciebie pożyczyć, ale teraz to na spalenie...
- zamknij się Styles! Nie mów tak o niej! Wyjdź stąd! - oburzył się Zayn po czym zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Potem tylko usłyszeliśmy ich rozmowę:
- i co? Znalazłeś któregoś? - pod drzwiami pojawił się także irlandczyk.
- mam Zayn'a, ale właśnie chyba pieprzył się z tą swoją dziwką. - w tym momencie złapałam Mulata za rękę bo szarpnął się do drzwi.
- znowu? Jak on się nie brzydzi?!
- o weź, Nialler... Na jego miejscu codziennie brałbym kąpałbym się w rozpuszczalniku. - mruknął, a Mulat wyrwał się z mojego uściku i otworzył drzwi by uderzyć lokowatego w twarz uprzednio zwijając dłoń w pięść.
- i nie waż się jeszcze raz powiedzieć coś takiego o Vivienne. - warknął grożąc mu palcem, który po chwili przeniósł na blondyna. -  ciebie też się to tyczy.
Czułam na sobie morderczy wzrok Horan'a. Podeszłam przerażona do najmłodszego z zespołu i zaczęłam wycierać krew z jego warki skrawkiem koszuli. Jednak gdy się ocknął odskoczył ode mnie.
- a weź! Nie dotykaj mnie!
- Harry. - powiedział zdenerwowany już do granic możliwości Zayn, który wsunął palce pomiędzy moje.
- przepraszam... Chciałam pomóc... - szepnęłam znów zabierając się za wyginanie swoich palcy.
- to wyjdź. - zaśmiał się Blondyn przez co wylądował na ziemi trzymając się za polik podobnie jak jego kumpel.
- Zayn przestań, nie warto...
- warto, nie pozwolę by ktokolwiek cię obrażał. - spojrzał na nich z pogardą po czym wprowadził mnie do pokoju. Widziałam jak jego żyły napieły się, a policzki nabrały czerwonego koloru.
- Zayn spokojnie... Nic takiego się nie stało... - szepnęłam na co on zaczął nerwowo oddychać przez nos.
- nic się nie stało?! Nic się cholera nie stało?! - zaczął na mnie krzyczeć kiedy usłyszeliśmy ponowny trzask drzwi.
- kochani jesteśmy! - wydarł się Tomlinson, a ja poczułam jak kamień spada mi z serca. Właśnie chyba zapobiegli niezłej awanturze.

Chapter Six


Oczami Valerie

Jak na polecenie, wyszłam z domu Vivienne. Dojście do domu chłopców zajęło mi niecałe kilka minut. Zapukałam i weszłam do środka. Tomlinson właśnie siedział na kanapie, jadł jakieś chrupki i oglądał telewizję.
- cześć. - powiedziałam z szerokim, mimo że nie do końca szczerym uśmiechem na twarzy. - co robisz?
- oglądam telewizję i jem chrupki. - spojrzał na mnie. - no i siedzę na kanapie.
- ciekawe zajęcia. - usiadłam obok niego. - przejdziemy się gdzieś?
- to znaczy? - oderwał wzrok od ekranu telewizora i spojrzał na mnie.
- kino? - zaproponowałam po chwili namysłu.
- porywasz mnie na randkę? - objął mnie ramieniem, zaśmiał się i uniósł jedną brew.
- nie, głupku! - walnęłam go z pięści w ramię. - po prostu muszę wyciągnąć cię z domu, bo Zayn i Vivienne... no wiesz.
- wiem. - zaśmiał się. - okey, pójdę się przebrać.
Wstał i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Ja wstałam i oczywiście jak to ja – wścibska i bezwstydna Valerie – zaczęłam oglądać jego zdjęcia z albumu. Były tam głównie zdjęcia ze szczupłą brunetką o dość niewyjściowej twarzy.
- a jednak Harry nie kłamał z tą twoją wścibskością. - zaśmiał się i zabrał mi album ze zdjęciami, po czym spojrzał przelotnie na zdjęcie, zamknął go i odłożył do szafki.
Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Szliśmy w ciszy. Chciałam go zapytać, kim ona jest, nie kojarzyłam jej, ale znowu wyszłabym na wścibską. Było to jednak silniejsze ode mnie.
- Lou? - mówiłam patrząc na moje buty. - mogę cię o coś zapytać?
- pytaj. - westchnął przeciągle i objął mnie ramieniem.
- była dla ciebie kimś ważnym? - spojrzałam na niego ze zmrużonymi oczami.
- kto? A, Eleanor? - po wypowiedzeniu tego imienia, tak jakby... zamyślił się. Wiedziałam jakim człowiekiem jest Louis. Szybko przywiązuje się do ludzi, dla osób które kocha, jest w stanie zrobić wszystko. - no wiesz, byliśmy razem przez... rok? Tak, jakoś około tego.
- a później? - kontynuowałam.
- później zerwaliśmy. - odparł.
- powiesz mi dlaczego? - patrzyłam na niego, mimo tego, że jego wzrok wlepiony był w ziemie.
- nie była taka, za jaką ją miałem. Przez kilka miesięcy była miła, kochała mnie... znaczy tak mi się wydawało, ale było to tak, że ona kochała mój portfel. Dopiero później pożałowałem, że spędziłem z nią rok czasu, kiedy uświadomiłem sobie, że powoli niszczę zespół, że się zmieniam, że zniszczyłem Larry'ego i zraniłem Harry'ego. No i oszukałem Anne, obiecałem jej, że go nie zostawię.
- przykro mi. - objęłam rękoma jego żebra. - mogłam nie pytać, przepraszam.
- nie szkodzi. - jego kąciki ust delikatnie uniosły się, na co ja również delikatnie się uśmiechnęłam.
Weszliśmy do kina. Louis postanowił wybrać repertuar, natomiast ja poszłam po popcorn oraz colę. W kocu udaliśmy się na seans. Zajęliśmy miejsce w sali i czekaliśmy, aż miną reklamy.


Film minął dość szybko. Niestety zbyt się na nim nie skupiłam, Louis chyba też. Ja myślałam nad jego zakończonym już związkiem z Eleanor, a on? Rzucał popcornem w ludzi. Wzięliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z kina. W międzyczasie napisałam do Zayn'a SMS, czy już skończyli, niestety dostałam przeczącą odpowiedź. No trudno.
- idziemy coś zjeść? Jestem potwornie głodna. - powiedziałam masując się po brzuchu.
- naprawdę nabrałaś apetytu oglądając film o zombie? - spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Tomlinson objął mnie ramieniem i weszliśmy do pizzerii.
- okey, więc ty idź zajmij stolik, a ja jakąś wybiorę. - ustałam w kasie, a Lou poszedł szukać stolika. Kolejka była ogromna, ogólnie w pomieszczeniu panował tłok. Ruchem ręki przywołałam do siebie przyjaciela. - w sumie to przez ten tłok odechciało mi się jeść.
- mi też... - skrzywił się lekko, po czym objął ramieniem i wyszliśmy z pizzerii. Jakoś się przemęczę, niech Zayn i Vivienne nacieszą się sobą.
Chodziliśmy z Lou po mieście. Był wieczór, a ja osobiście kochałam Londyn nocą. Było spokojnie, te wszystkie światła... nie to co w dzień. Przez rozmyślanie straciłam rachubę czasu i wiedzę, w jakim miejscu jesteśmy.
- gdzie ty mnie wyprowadziłeś? - zaśmiałam się. W tej chwili Louis złapał mnie w biodrach i wziął do góry, po czym posadził na murek. Teraz miałam widok na Londyn z góry. - wow... pięknie tu...
- jesteśmy prawie za miastem. Tu widać kawałek Londynu z góry. - uśmiechnął się, po czym wspiął po murku i usiadł obok mnie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Myślałam o Harry'm, to raczej nie była żadna nowość. Zastanawiałam się, dlaczego mimo tego wszystkiego co mi robi, ja nadal czuję do niego coś więcej, niż do kogokolwiek z przyjaciół. Na przykład taki Louis. To idealny przyjaciel, nie byłabym w stanie być z nim w związku, bo jest dobrze jak jest, a związek po prostu zepsułby to wszystko, a ja za nic w świecie nie chcę go stracić... - Valerie, chyba muszę ci powiedzieć coś, co powinienem powiedzieć już dawno...
- no mów. - ziewnęłam przeciągle i siedziałam machając nogami.
- bo ja wiesz... znasz takie uczucie, że... że ktoś znaczy dla ciebie więcej niż ktokolwiek? - zapytał i spojrzał mi w oczy.
- znam. Ty też znasz? - również patrzyłam mu w oczy.
- no... - objął mnie ramieniem i znowu patrzyliśmy na Londyn.
- kim ona jest?! - uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na niego.
- no wiesz... ty. - odparł. Wyszczerzyłam oczy i patrzyłam na niego zdziwiona, a zarazem przerażona. - ale skoro ty też znasz to uczucie, to odpowiesz mi na pewne pytanie.
- n-no... - wyjąkałam przerażona. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- czy chodzi o mnie? - zapytał, a ja już po prostu odleciałam.
- no tak... - palnęłam, na co chłopak zbliżył się i delikatnie pocałował. Teraz to się wkopałam...

Chapter Five


Oczami Vivienne

Właśnie miałam rzucić w Zayn'a, który siedział na mym łóżku jakąś koszulką gdy do pokoju wbiegła roztrzęsiona Valerie.
- no cześć. - powiedziałam podając Zayn'owi koszulkę. Brunetka warknęła tylko rzucając się twarzą w poduszkę. Mulat jak i ja wpatrywaliśmy się w nią jak w nawiedzoną. - powiesz co z tobą?
- ten sukinsyn obgadywał mnie z jakąś pindą! - krzyknęła bardziej chowając twarz w poduszkę. Mój wzrok znacząco zatrzymał się na Zayn'ie, który westchnął tylko i pocałował me czoło po czym wyszedł, a ja sama usiadłam obok przyjaciółki.
- no mów. - podniosłam ją za ramiona i wtuliłam w swoje ciało.
- no Harry, a kto by inny? Kiedy byłam u Lou on przyszedł z jakąś plastikową blondynką, a potem obgadywali mnie u niego w pokoju. - głaskałam ją po włosach, a ona zaczęła po cichu szlochać.
- nie płacz, dobrze wiedziałaś jaki on jest... - szeptałam składając delikatnie pocałunki na jej głowie.
- wiedziałam, ale nie sądziłam, że jest aż tak wredny! - podniosła się z mego ciała po czym spojrzała na mnie, a ja wydęłam dolną wargę i wpatrywałam się w jej twarz. Jednak po dłuższym namyśleniu coś mi nie grało...
- a skąd ty w ogóle wiesz, że cię obgadywali skoro byli u niego w pokoju? - zaśmiałam się pod nosem. Widziałam jak rumienią się jej policzki.
- przypadkiem.
Roześmiałam się melodyjnie, a ona jeszcze bardziej się zakłopotała.
- no już, przecież cię nie zabiję. Ale nie płacz już. - zachichotałam i cmoknęłam ją w czoło. W tym samym momencie do pokoju wszedł Zayn.
- mogę?
- już tutaj jesteś, po co pytasz? - zarechotałam, a on z uśmiechem na ustach usiadł obok mnie.
- dzwonił Niall. - posadził mnie sobie na kolanach, a ja oplotłam ramionem jego kark. - wychodzą gdzieś razem z Harry'm, a Liam idzie do Danielle więc zostaje nam tylko Lou w domu.
Spojrzał wymownie na Valerie, która wywróciła tylko oczyma.
- dobra, pójdę gdzieś z nim! - roześmiała się, a Mulat starł kciukiem jej łzy. Uśmiechnęłam się pod nosem przy czym ułożyłam głowę na jego ramieniu. - dajecie mi jakieś ukryte znaki, że mam sobie iść?...
Sporzałam na nią i parknęłam niepohamowanym śmiechem.
- czy to, że się kochamy ma oznaczać iż wyrzucamy cię z pokoju? - powiedział całkiem poważnie Zayn, w którego szyję prawie płakałam ze śmiechu. Prawde mówiąc sama nie wiem co mnie tak rozbawiło, może ton dziewczyny? Nie wiem, napadła mnie jakaś głupawka, której całkiem nie mogłam się pozbyć. Powoli zaczęłam się zsuwać z kolan Pakistańczyka.
- teraz to ty mi powiedz co robisz?! - oboje patrzyli się na mnie jak na kretynkę, a ja leżałam na ziemi i śmiałam się chyba sama z siebie.
- nie wiem, czekajcie. - parsknęłam kolejną dawką śmiechu. Malik już chyba miał dość, ponieważ złapał mnie za skrawek koszulki dzięki, któremu mógł mnie do siebie przyciągnąć i wessać się w moje usta. Westchnęłam i odsunęłam się od niego z uśmiechem na ustach.
- okej, już jest dobrze.
- tak myślałem. - zaśmiał się, a chwilę po nim Valerie.
- Viv, to ja będę się zbierać żebym zdążyła wyciągnąć Louis'a z domu. - uśmiechnęła się do nas i wyszła z pokoju. Kilka minut potem słyszałam już trzask drzwi wejściowych. Ponownie przeniosłam wzrok na Zayn'a, który cały czas wpatrywał się we mnie.
- co? - zaśmiałam się pod nosem, a on objął moją talię i musnął mój brzuch. - no co?
- kocham cię.
Wydęłam delikatnie wargę po czym pomiziałam kciukiem jego polik, który po chwili ścisnęłam i pocałowałam chłopaka. Przeniosłam ciężar ciała na jego tors przez co oboje upadliśmy na łóżko. Żadne z nas nie zaprzestało całować, wręcz przeciwnie, to co między nami było coraz bardziej robiło stopień wprzód. Mulat właśnie wsuwał dłoń w mą koszulkę kiedy oprzytomniałam.
- przestań Zayn. - szepnęłam mu w usta, a on automatycznie zabrał dłoń z mojego ciała jednakże jego usta wciąż znajdowały się na moich.
- czemu? - mruknął obcałowując moją szyję, me ciało drżało, jednak ja odsuwałam go od siebie.
- bo nie mam ochoty, mógłbyś? - zaśmiałam się na co on tylko westchnął i odsunął się ode mnie. - dziękuję, kocham cię.
- tak, ja ciebie też. - szepnął i wydął zrezygnowany wargę.