Oczami Valerie
Siedziałam w domu, płakałam w poduszkę. Ta cała sytuacja z sekundy na sekundę stawała się dla mnie coraz cięższa. Naprawdę nie wiedziałam co robić... To było dziwne uczucie, jakbym była na rozstaju dróg – zranić go teraz, czy później. To wszystko było bez sensu.
Podniosłam do góry głowę i spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który przed chwilą wibrował – wiadomość od Lou: „błagam przyjdź... nie wiem co mam robić...”. Niewiele się zastanawiając, pobiegłam do łazienki. Zmyłam mój rozmyty na całej twarzy makijaż, założyłam buty i wybiegłam z domu.
Nie pukając wbiegłam do ich domu. To co zobaczyłam dosłownie sprawiło, że miałam ochotę się rozpłakać. Harry Styles właśnie wymieniał się śliną z byłą dziewczyną najlepszego przyjaciela. Dziewczyną, która regularnie go zdradzała i zraniła. Nie mogłam na to patrzeć. Zapomniałam o sobie i pobiegłam do pokoju Lou. Chodził roztrzęsiony po pokoju.
- nie wierzę... - powtarzał pod nosem, jakby nie zauważył, że weszłam. Po chwili spojrzał na mnie. - od razu ci to wytłumaczę. Nie jestem zazdrosny, mam ją gdzieś. Po prostu nie wierzę, że Harry mi to zrobił.
- rozumiem, Lou. - odparłam. - nawet wiem, kto ich umówił. - burknęłam pod nosem.
- kto?! - spojrzał na mnie. - chyba nie chcesz powiedzieć, że to ty...
- oszalałeś?! - wywróciłam oczami. - Danielle.
- tylko czemu to zrobiła? - powiedział po jakimś czasie. Znowu musiałam go okłamać.
- nie wiem Louis, nie wiem. - usiadłam obok niego na łóżku i objęłam rękami jego żebra.
Zasnęliśmy. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnęliśmy. Obudził nas, w sumie to mnie, głośny trzask drzwi i przeklinanie pod nosem. Zaspana zeszłam na dół. Spojrzałam na wyraźnie wkurzonego loczka.
- ja pierdole, nigdy więcej nie pójdę na randkę z dziewczyną, z którą umówi mnie Danielle! - mówił naprawdę zdenerwowany. - o, cześć... jak ty masz właściwie na imię?
Nie wyglądał na pijanego, mimo że tak się zachowywać.
- cicho, przypominam sobie... - uniósł palec wskazujący palec do góry i spojrzał na mnie. - Valerie!
- ...aha? - patrzyłam na niego dziwnie.
- why don't you come on over, Valerie?! - zaczął się drzeć, po czym śmiać.
- okey, co ta idiotka ci dosypała? - złożyłam ręce na piersiach.
- o, ty też jej nie lubisz? - usiadł na kanapie. - słuchaj... zaprosiła mnie do domu. Zaliczyłem ją, ale jest taka beznadziejna... zawiązała mi oczy chustką. I nie wiedziałem co macam! Czy cycki, czy plecy!
Dobra, to mnie rozbawiło, ale nie będę tego okazywać.
- możecie ciszej? - do salonu zeszła Danielle... tylko tego mi było trzeba, mhm. - o, Harry, już jesteś! Jak randka z Eleanor?
- weź mi nic nie mów, nigdy więcej mnie z nikim nie umawiaj, błagam. - mówił pijąc wodę.
- dlaczego? - wyszczerzyła oczy. - przecież jest ładna, miła...
- tss, wiesz jak wyglądała nasza randka? - prychnął, a ta spojrzała na niego pytająco. - zakupy. Jestem totalnie spłukany z tego co miałem w portfelu. Dobrze, że zostawiłem resztę z domu, później poruchałem.
- o, i jak?! - uśmiechnęła się szeroko.
- ale o tym się już nie wypowiem. - spojrzał na mnie i obydwoje się zaśmialiśmy, a wściekła Danielle poszła na górę. - nie wiem po co właściwie ona mnie z nią umówiła.
- ta... ja też, ale Louis jest zły. - odparłam. - i smutny, a to twój przyjaciel.
- ma ciebie, po co mu Eleanor? - prychnął.
- tu nie chodzi o nią. - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. - chodzi o ciebie, nie mógł uwierzyć, że mu to zrobiłeś.
- a co ja takiego zrobiłem?! - warknął. - umówiłem się z dziewczyną tylko! Zazdrosny?!
- idioto, nie rozumiesz, że umówiłeś się z Eleanor?! - podniosłam ton. Już sama byłam zdenerwowana tym co zrobił. - ona go zdradzała i zraniła, a ty się z nią pieprzysz!
- pierdol się! - poszedł na górę. Miło. Niezmiernie miło.
Lekko zdołowana i zaskoczona... choć w sumie, nie – nie byłam zaskoczona taką reakcją. To Harry Styles. Wredny cham. A ja przez chwilę pomyślałam, że się zmienił. Poszłam na górę, do Lou, który właściwie spał. Położyłam się obok niego.
Znowu się zastanawiałam i myślałam. Tym razem o Danielle, dlaczego powiedziała Liam'owi? Przecież niedawno wydawało się, że jesteśmy koleżankami, a teraz ta naskakuje na mnie z jakimiś wyssanymi z palca plotkami i zmyślonymi słowami. Nienawidzę jej.
niedziela, 9 grudnia 2012
wtorek, 4 grudnia 2012
Chapter Seventeen
Oczami Vivienne
Szłam jakimiś uliczkami, a w twarz wiał mi wiatr. Miałam wtedy dość wszystkiego, tego londyńskiego powietrza, dość szumu drzew, dość ptaków. W tamtej chwili nawet najcichszy szmer przyprawiał mnie o drgawki. Nawet wiewiórka, która biegała po drzewach. Miałam ochotę ją złapać i rozszarpać. Najcichszy szept działał mi na nerwach, a to wszystko przez głupiego sms'a. Może gdyby nie fakt, że to od NIEJ ta wiadomość nie zrobiłaby na mnie większego wrażenia jednak gdy to czytałam krew we mnie buzowała, a na czole pojawiały się krople potu. Byłam zazdrosna o Zayn'a. Bałam się, że ona znów okabaci go na swoją stronę, że znów będą razem. Przez tą myśl me ciało opanowały dreszcze.
- nie mogę na to pozwolić... - szepnęłam do siebie.
- na co? - usłyszalam wprost przy uchu. Serce podskoczyło mi do samego gardła, automatycznie moja dłoń wymierzyła mężczynie - jak poznałam po głosie - siarczysty policzek. Niestety, owym kimś okazał się Louis.
- czego tutaj chcesz? Wyśmiać mnie? Proszę bardzo! Czekam. - warknęłam, a on spojrzał na mnie trzymając się za policzek i co całkiem mnie zaskoczyło objął mnie ramionami. - Louis? Co ty robisz? Wiesz kim jestem?...
- tak wiem, przepraszam, ale teraz chodź ze mną do domu. - spojrzał na mnie, a ja na jego słowa parsknęłam śmiechem.
- chyba oszalałeś, nigdzie nie idę. Nie wrócę tam, nie do niego. - odepchnęłam od siebie bruneta. Nie miałam ochoty na kolejne wyzwiska, nie w tej chwili.
- uspokój się. Przepraszam, okej? Myliłem się, nie jesteś taka zła. - uśmiechnął się, a mnie to wszystko zaczęło robić się podejrzane. Liam, on? Cholera co tutaj jest grane?
- czy mi się wydaje? Co wam odbiło? - warknęłam na niego, a on ponownie mnie w siebie wtulił. Tym razem nie prostestowałam. Prawda była taka, że tego chciałam, chciałam by ktoś mnie przytulił, nieważne kto. - przykro mi jeśli chodzi o tą sytuację z Malik'iem...
- tak, mnie też. Ale spójrz Lou - teraz przynajmniej wiem, że byłam dla niego nikim, wiem że nie warto jest kochać...
- nie mów tak, to jest akurat nieprawda. On teraz siedzi roztrzęsiony w domu w swoim pokoju i nie wie co ze sobą zrobić, boi się o ciebie. Zresztą... wszyscy się o ciebie baliśmy. - spojrzał na mnie, a ja zrobiłam dziwną minę. - dobra rozumiem, prawie wszyscy, ale nie myśl, że coś bo ty nie jesteś nam obojętna.
- Louie oszukujesz sam siebie, wiesz? - zaśmiałam się poprzez łzy, które on co chwilę ścierał swoim kciukiem.
- nikt nikogo nie oszukuje, dobra może Niall jeszcze jakoś to przeżywa, ale na prawdę wbrew wszystkiemu lubimy cię tylko... po prostu zabierasz nam naszego Zayn'a rozumiesz? - posłał mi lekki uśmiech, który odwzajemniłam. - wybacz na chwilę.
Kiwnęłam lekko głową, a on odszedł kawałek i zaczął wystukiwać coś na klawiaturze telefonu, domyślałam się co robił jednak podświadomość mówiła mi, że to w sumie dobrze. Wysłał go tutaj ktoś więc martwili się, mówił prawdę. Po chwili wrócił do mnie po czym objął mnie ramieniem i ruszył w stronę domu.
- Louis ja nie chcę tam wracać... - powiedziałam zapierając się nogami, ale chłopak był silniejszy, ułożył dłonie na moich plecach i pchnął mnie przez co prawie upadłam.
- nie marudź, idziemy. Nie możesz go przecież wiecznie unikać... - odparł, a ja niechętnie pokiwałam głową, miał rację. Bądź co bądź my jednak nadal byliśmy razem. - poza tym kochasz go, prawda?
- jak nikogo innego Lou, gdybym go nie kochała nie byłabym tak zazdrosna o tego cholernego sms'a. - zaśmiałam się nerwowo. Louis obdarzył mnie tylko pocieszającym uśmiechem i uchylił drzwi. To ja musiałam wykonać pierwszy krok, nikt nie mógł zrobić tego za mnie. Może fizycznie, wtedy tak bo właśnie Tomlinson wniósł mnie do domu i postawił wprost przed drzwiami Zayn'a.
- a teraz wejdź tam i z nim pogadaj bo cię wepchnę, a wiesz że jestem do tego zdolny. - spojrzałam na niego z żądzą mordu w oczach. Roześmiał się na ten widok co i mnie przyprawiło i cichy chichot. Mina mi jednak zżędła gdy cicho zapukałam do drzwi Mulata. Jedyne co usłyszałam to cichy szloch. Czyli znów płakał, ta myśl cholernie mnie dobijała. Nienawidziłam gdy już był smutny bo i mnie wtedy krajało się serce.
Lekko uchyliłam drzwi, ujrzałam TĘ sylwetkę, a zaraz obok niej TĘ blondynkę. Wparowałam tam wściekła, a zarazem zapłakana.
- to tak mnie kochasz?! Tak kończysz te znajomość?! Przyszłam pogadać! Chciałam się pogodzić! A ty co?! Nie wierzę Zayn, cholera nie wierzę, że mogłeś mi to zrobić, i to po raz kolejny... Chciałam ci zaufać, ale mi to utrudniasz... - mój krzyk przerodził się w płacz, a jego policzki zalała większa fala łez.
- dlaczego weszłaś tu akurat teraz? Akurat wtedy gdy ona tu jest? Wtedy gdy chciałem skończyć tą znajomość, cholera co ja pierdole?! To nawet nie była znajomość! Spotkaliśmy się raz, Vivienne proszę cię... - szepnął patrząc w moją stronę, bałam się że pęknę dlatego odwróciłam wzrok.
- pamiętasz co powiedziałeś?... - szepnęłam, a ich wzrok spoczął na mnie. - że nie przestałeś o niej myśleć... To boli Zayn, to tak bardzo boli, a wiesz czemu? Bo ja nigdy, przenigdy nie miałam w głowie nic innego jak ty. Nikt inny nie zaprzątał mych myśli, rozumiesz? Dzień w dzień zastanawiam się co u ciebie. Gdy jesteście w trasie myślę tylko czy wszystko z tobą okej, gdy budzę się rano bez ciebie i tak nadal czuję twój zapach na sobie, gdy kładę się spać widzę ugiętą poduszkę i wiem, że to ty. To chore, ale prawdziwe... - mówiłam patrząc mu w czerwone od łez oczy.
- wybacz mi za to, żałuje że kiedykolwiek coś takiego powiedziałem. Nie przemyślałem tego. I tak, jestem kretynem, tępym idiotą, który mógł bądź już stracił najważniejszą osobę jego życia... - zaczął do mnie podchodzić na co ja z każdym jego krokiem się cofałam. Gdy złapał mój nadgarstek wyrwałam się.
- nie dotykaj mnie Zayn. - spojrzałam w jego brązowe tęczówki, w których ujrzałam ból. - daj mi czas by to wszystko przemyśleć. Nie mówię, że nas skreślam, ale skończ z nią.
Ostatnie zdanie warknęłam patrząc na Edwards. Wzrok znów przeniosłam na chłopaka, który wyszeptał krótkie "obiecuję" i złożył na moich wargach delikatny pocałunek.
sobota, 24 listopada 2012
Chapter Sixteen
Oczami Valerie
Kłótnia Zayn'a i Vivienne nie wyglądała na taką typu „po kilku dniach się pogodzimy”. Wyglądało to raczej na coś poważniejszego.
Patrzeliśmy na Zayn'a różnymi minami. Ja nie byłam w to zbyt wtajemniczona.
- no co? - warknął. - wy się nigdy ze sobą nie kłócicie?! - wrzasnął i poszedł na górę.
- pójdę do niej. - powiedziałam w stronę Tommo i skierowałam się w stronę drzwi.
- jest już późno, nie idź. - złapał mnie za rękę.
- nic mi nie będzie. - po tych słowach Tomlinson rozluźnił uścisk.
- może ja pójdę? - zaproponował. Wolałam sama do niej iść, zrozumiałybyśmy się lepiej, niż ona i Louis, przynajmniej ja tak myślę.
- nie wiem, czy to dobry pomysł. - spojrzał nam nie pytająco. - no wiesz, ty myślisz jak mężczyzna, my jak kobiety.
- chyba rozumiem. - roześmiał się. - ale może spróbuję z nią porozmawiać po mojemu?
- okey, jak wolisz. - westchnęłam, a ten założył bluzę i wyszedł z domu.
Usiadłam obok Danielle i Liam'a. Li spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, nie wiedziałam o co chodzi.
- przysięgam ci, że jeśli zranisz Harry'ego, albo Lou, to twoja noga tu więcej nie postanie, przysięgam. - powiedział i przełączył na jakiś kanał. Spojrzałam porozumiewawczo na Danielle i poszłam na górę, a ta za mną.
- dlaczego mu powiedziałaś?! - próbowałam się opanować. Wydało się, jaka jest, naprawdę widać, jak można jej coś powiedzieć.
- to mój chłopak. Tylko Harry i Louis nie wiedzą co te twoje gierki znaczą. - odparła składając ręce na piersi. - ty chcesz wykorzystać Lou do tego, żebyś mogła być z Harry'm. Jesteś wredna, ale niestety muszę zepsuć twój plan, bo umówiłam Harry'ego z Eleanor na dziś wieczorem.
- że co?! - niemalże wrzasnęłam. Danielle, niby taka idealna, a zaczyna mnie ostro wkurzać. - nie chcę do niczego wykorzystać Lou, słyszysz siebie?! Co ty mi w ogóle zarzucasz?!
- mówię prawdę. - uniosła jedną brew do góry.
- prawdę? Nie, to nie jest prawdziwa prawda, to twoja „prawda”. - mówiłam z zaciśniętymi zębami. - nie rozumiesz sytuacji w żadnym stopniu. Co ja ci zrobiłam, że taka jesteś?
- Louis zerwał z Eleanor dla ciebie, a ona jest moją przyjaciółką! - wydarła się. - nadal nie rozumiesz?! Jesteś żałosna!
Poszła do Liam'a. Stałam z otwartą buzia. Nie wierzyłam w to, co słyszałam. Nie wierzyłam, że mnie osądza o takie rzeczy, nie wierzyłam, że to Danielle. Wydało się, jaka jest naprawdę.
W tej samej chwili ze schodów, na których stałam zszedł Styles. Poczułam wiercenie w brzuchu, tego nie można było nazwać motylkami. Naprawdę jego towarzystwo było mi teraz zbędne, nawet bardzo.
- co wy się tak drzecie? - spojrzał na mnie, a po chwili na Danielle. - człowiek się spokojnie przygotowuje do randki z niezłą dupcią, a tu takie wrzaski, przez was perfum mi wleciał do oka i szczypało!
- a kto cię na tą randkę umówił? - uśmiechnęła się dumnie Danielle. Chyba chciała mi działać na nerwy. Chyba na pewno.
- taka jedna Danielle! - przytulił ją. - dzięki.
- serio?! Eleanor?! Dziewczyna, która zdradzała twoje przyjaciela?! Przez którą cierpiał przez kilka miesięcy i nie chciał mieć do czynienia z dziewczynami?! - wrzeszczałam... w środku.
- nie ma za co, pasujecie do siebie. - odparła nadal go tuląc i kątem oka spojrzała na mnie ze złośliwym uśmiechem. Pokręciłam głową i wyszłam z ich domu.
Poczułam się strasznie. Nie dość, że od kilku dni miałam przerażająco okropne wyrzuty sumienia, to jeszcze to całe zamieszanie...
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk SMS'a od Lou. Napisał, że znalazł Vivienne i mamy się nie martwić, bo jest wszystko dobrze. Przynajmniej jedna dobra wiadomość...
~ * ~
Łapcie dzisiejszy rozdział! Miłego czytania :) x
@WeronikaHoralik
Chapter Fifteen
Oczami Vivienne
Kiedy staliśmy tak z Liam'em wtuleni w siebie na dół zszedł Zayn.
- co tu się dzieje? - spojrzał na nas zaskoczony. Nie odpowiedziałam mu, płakałam po prostu w tors blondyna. W tamtej chwili potrzebowałam by ktoś mnie przytul i powiedział głupie "będzie dobrze". - Vivienne?
- nie odzywaj się do mnie. - warknęłam tylko i odsunęłam się od Payne'a by podejść do komody z butami i wziąć swoje trampki. Mimo, że własnie pogodziłam się z Liam'em miałam dość tamtego domu, choćby tylko na kilka godzin. Słyszałam jak Zayn za mną krzyczał, ale nie miałam zamiaru się zatrzymywać.
- Viv! Malutka stój! - krzyknął po raz kolejny, tym razem obróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego groźnie.
- nie waż się powiedzieć do mnie "Viv". I daj sobie spokój, na co ci ja skoro masz Perrie? Daj mi spokój, zostaw mnie po prostu okej? Zostaw. - szepnęłam już całkiem zalana łzami. W jego oczach spostrzegłam smutek, żal, jednak wtedy to na mnie nie działało. Nie miałam zamiaru mu kolejny raz wszystkiego wybaczać. Nadal go kochałam, to prostę, ale moje zaufanie do niego powoli znikało. Przez jakąś cholerną blondynkę, która od początku miesza w naszym związku. Któregoś razu wymyśliła sobie nawet, że Zayn. Mój Zayn ma z nią dziecko. Całkiem straciła na umyśle. Wydaje mi się, że nawet pod wpływem alkoholu nie byłby tak głupi by zrobić jej dziecko.
Szłam ciemną uliczką rozmyślając nad tym wszystkim, jaki to ma jeszcze sens jeśli on mnie okłamuje? Najważniejsza osoba mojego życia czuje coś do innej. Ponownie fala łez zaczęła spływać po moich policzkach. Ufałam mu, jak nikomu innemu. Byłam wstanie dać mu wszystko. Doskonale pamiętam dzień, w którym wyznał mi miłość.
Szłam ze spuszczoną głową obserwując czubki własnych butów kiedy za mną poczułam nacisk czyjegoś ciała i ręce oplatające moją talię.
- dlaczego uciekłaś? - szepnął wprost do mojego ucha. Nie powiem ci, że cię kocham więc nawet się nie staraj...
- nie miałam po co tam zostawać. Miałeś Perrie. - posłałam mu sztuczny uśmiech, który niestety poznał. Widziałam ten niezrozumiały wzrok.
- nie chcę Perrie. - potrząsnął delikatnie głową, a jego dłonie zaczęły się nienaturalnie pocić.
- Zayn? Co ci jest? - ścisnęłam lekko jego palce w ręce.
- kocham cię. - szepnął przenosząc wzrok na moje usta. Tak, właśnie tego wtedy chciałam. Przysunęłam się do niego i złączyłam nasze usta w krótkim jednakże namiętnym pocałunku.
Przypominając sobie te wszystkie chwile płakałam jeszcze bardziej, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że mi to zrobił. Osobie, która tak bardzo go kochała. Chciałam by mnie okłamywał, by mówił że tylko ja jestem w jego sercu, że jestem tą jedyną. Chciałam być okłamywana. Nie obchodziło mnie co poczułabym dowiadując się prawdy pare lat później. Chciałam być przy nim z myślą, że kocha tylko mnie, TYLKO I WYŁĄCZNIE MNIE! Tak, byłam wtedy egoistką, lecz zakochaną egoistką. Zakochaną egoistką w głupim baranie, który nie wie czego chce.
- cholera! - rzuciłamt telefonem w pobliskie drzewo. Nie dziwne było, że rozstrzaskał się na drobne kawałeczki. Podeszłam zapłakana do resztek komórki i pozbierałam je po czym wrzuciłam do kieszeni spodni.
Oczami Zayn'a
Nadal stałem roztrzęsiony w salonie. Wzrok miałem skierowany na Liam'a, który usiadł obok Danielle. Czułem się strasznie zdezorientowany. Po pierwsze to dlaczego oni się przytulali? A po drugie to dlaczego ja to zrobiłem?
- kurwa. - warknąłem sam do siebie, a ta dwójka spojrzała na mnie. - sory.
- hej, Malik. - zawołał za mną Payne. Odwróciłem się w jego stronę, a wtedy oberwałem od niego prosto w nos. Automatycznie złapałem się za obolałe miejsce. - może i jej nie lubiłem, ale nikt kurwa nie ma prawa TAK zranić dziewczyny. Zdajesz sobie spawę co ty w ogóle zrobiłeś?!
Patrzył na mnie z pogardą, a ja miałem ochotę się rozpłakać. Tak, ja Zayn Malik miałem ochotę ryczeć jak dziecko, ryczeć za dziewczyną, którą prawdę mówiąc sam wyrzuciłem.
- nie. - szepnąłem zaciskając mocno oczy. Czułem jak z nosa oraz wargi płynie mi krew, jednak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero gdy ktoś przyłożył jakiś ręcznik do mojej twarzy otrząsnąłem się i spojrzałem na ową osobę. Miałem nadzieję... Miałem nadzieję, że to może ONA, może wróciła... Ale wszystko runęło kiedy ujrzałem rozwścieczoną twarz Danielle. Nie wiedziałem czy była zła na mnie czy na Liam'a jednak wnioskując po tym, że nie robiła tego najdelikatniej stwierdzam, że to jednak ja jestem powodem jej humoru.
- powinnam ci strzelić, wiesz o tym? - warknęła przykładając mi do ust lód.
- wiem...
- stań na jej miejscu! Co gdyby przyszła i powiedziała ci, że nadal kocha byłego?! - krzyczała na mnie, a w mych oczach wzbierały się łzy. - Zayn ona mogła się poczuć jak szmata rozumiesz?! Teraz pewnie chodzi biedna po mieście i zastanawia się co ci zrobiła. A prawda jest taka, że nic! To ty jesteś zwykłym idiotą, który nie wie czego chce!
Nie dałem rady. Strumyk łez zaczął spływać po mych polikach.
- przperaszam... - wydusiłem z siebie i poszedłem na górę. Nie interesowało mnie co oni sobie teraz o mnie pomyślą, chciałem być sam, chciałem przemyśleć to wszystko... Jedno wiem na pewno. Vivienne nie jest dla mnie nikim, a Perrie? Perrie po prostu chciała mojej sławy i tak na prawdę to chyba tęsknie jedynie za... za niczym cholera nie tęsknie! Cofnijcie czas, błagam. Pozwólcie mi nie zaczynać tych chorych spotkań, oddajcie mi Vivienne!
Oczami Vivienne
Stanęłam przed ich domem. Musiałam tam wrócić. Zostawiłam tam ubrania i aparat. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze ustami. Zrobiłam pierwszy krok, a potem wszystko szło jakby machinalnie. Weszłam tam, zobaczyłam Liam'a i Danielle. Oboje mieli zaskoczone miny, pociągnęłam tylko nosem i weszłam na górę. Złapałam za klamkę i zaciskając usta otworzyłam z impetem drzwi. Siedział na łóżku ze spuszczoną głową... płakał.
- kimkolwiek jesteś idź stąd. Chce zostać sam. - szepnął przez łzy.
- zaraz idę, nie musisz się martwić, dzwoń do niej. Zostawiam was samych. - powiedziałam próbując powstrzymać łzy. Jego głowa momentalnie się podniosła, a ciało ruszyło w moją stronę. - nawet nie próbuj, przyszłam tylko po rzeczy.
- Vivienne... przepraszam. - złapał moją dłoń. Przez ciało przeszedł mi dreszcz...
- nie dotykaj mnie! Nie chcę cię znać rozumiesz?! Ufałam ci! Jak nikomu innemu! A ty co?! Miałeś mnie za nic! Spotykałeś się z tą blondyną! Jak mogłeś Zayn?... - rozpłakałam się jeszcze bardziej i złapałam za rzeczy po czym wybiegłam. Nie miałam ochoty go widzieć. Przez najbliższe pare miesięcy...
Chapter Fourteen
Oczami Valerie
Na Tommo czekałam pod bramą. Nie chciałam siedzieć w domu. Miałam wrażenie, że mijają coraz dłuższe godziny. Mimo że od czasu tamtej dość niefajnej dla mnie, owej sytuacji, nie czułam się przy Lou zbyt komfortowo, to cholernie za nim tęskniłam. W końcu to mój przyjaciel, bez względu na to co się stanie – zawsze nim będzie.
- Valerie! - usłyszałam głos. Jednak nie był to głos Lou. - tutaj! - krzyczał nadal. Dostrzegłam Harry'ego. No, pewnie zaraz zwyzywa mnie od prostytutki, tylko dlatego, że stoję na chodniku.
- co? - spojrzałam na niego.
- nie wejdziesz do domu? - zapytał.
- nie. - odparłam oschle.
- Valerie! - usłyszałam znowu. Tym razem był to głos, na który czekałam.
- Louis! - krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. - coś ty zrobił z włosami?! Tęskniłam za tobą.
- to tylko dzień. - roześmiał się i skierował w stronę domu. Nie pasowało mi to zbyt, ale nie będę robiła z siebie dzikusa. Weszliśmy do środka. Pierwsze, co zobaczyłam, to Liam tulący Vivienne. Nie wiele z tego rozumiałam, jeszcze kilka godzin wcześniej jej nienawidził.
- o, Louis. - powiedział Harry. Nie wiedział, że wraca?
- o, Harry. - mruknął pod nosem.
- nasz Romeo i Julia! - parsknął śmiechem Harry i spojrzał na resztę, prawdopodobnie oczekiwał, że oni też zaczną się śmiać. Jednak mina pozostałych członków One Direction, jak i Danielle, wskazywała jedynie na zażenowanie jego zachowaniem. - serio? - mruknął pod nosem i poszedł do siebie.
- zachowuje się jak dzieciak. - pokręcił głową Niall. - w sumie to jest dzieciak.
Długo zastanawialiśmy się nad tym co robić. Louis stwierdził jednak, że nie jest zmęczony, więc poszliśmy na spacer. Postanowiłam, że właśnie dzisiaj mu wszystko powiem.
- wiesz... - zaczął Tomlinson. Bałam się jego słów, bałam się, że znów powie coś, przez co dalej będę się męczyć. - kocham cię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Oddałbym za ciebie życie.
No nieźle. Po tych słowach poczułam, że z każdą sekundą mojego życia, wkopuję się w to wszystko coraz bardziej.
- Louis, ja... - nie zdążyłam dokończyć, po ten pocałował mnie. Poczułam się okropnie. Nie, nie chodzi o całowanie, w tym jest akurat dobry. Chodzi o jego uczucia. Przecież ja go zranię...
- przenocujesz dziś u nas? - zapytał.
- nie wiem, czy to dobry pomysł, sam wiesz, że nie potrzebna jest w tym domu moja obecność. - wywróciłam oczami.
- nie przejmuj się Harry'm. - objął mnie ramieniem i chcąc nie chcąc, poszliśmy ponownie w stronę domu.
Miałam ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię. Żałowałam tego co zrobiłam, w sumie to żałowałam od początku. Chciałabym cofnąć czas.
Weszliśmy do domu. W salonie siedzieli tylko Li i Danielle, oglądali filmy i jedli popcorn.
- Valerie, przyjdź do mnie później, musimy pogadać. - powiedziała Dan wrzucając Liam'owi popcorn do buzi.
- nawet wiem o czym... - westchnęłam.
- o czym? - zapytał Lou, sięgający z lodówki dwie mrożone kawy.
- a wiesz... babskie sprawy. - spojrzałam na Danielle, a ta uniosła jedną brew do góry, po czym wróciła do oglądania filmu. Liam też spojrzał na mnie krzywym wzrokiem, czyżby mu powiedziała?
- chodź. - przemyślenia przerwał mi Tommo, który pociągnął mnie za rękę do pokoju.
Chapter Thirteen
Oczami Vivienne
Leżeliśmy wtuleni w siebie na skórzanej sofie w ich domu rozmyślając o przyszłości. I to nawet bardzo dalekiej przyszłości.
- a jak już ci się oświadczę... - zaczął snuć Zayn, a ja wpatrywałam się w jego twarz. Przejechałam delikatnie palcem po linie szczęki chłopaka na co on delikatnie wzdrygnął.
- kontynuuj. - zaśmiałam się na co on delikatnie musnął moje usta i zaczął mówić dalej.
- no to kiedy ci się już oświadczę to pójdziemy do MNIE! Tak do mnie, i tam spłodzę syna. - wyszczerzył się dumnie, a ja cicho zachichotałam i odwróciłam ciało w jego stronę.
- syna mówisz?
- tak, syna. A co myślisz, że nie dam rady? - prychnął pod nosem. Roześmiałam się na ten widok. - kocham twój śmiech, wiesz?
- a ja kocham ciebie, wiesz? - szepnęłam takim samym tonem jak on po czym lekko dotknęłam ustami jego obojczyka.
- wiem. - zaśmiał się. - no, ale wracając do tego syna! Kiedy już będziesz w ciąży kupimy wielki dom, byśmy pomieścili się w trójkę. Nasza sypialnia będzie wielka! Ściany będą koloru bordowego z białymi dodatkami. - wpatrywałam się w niego, a moje serce biło jak oszalałe. Za każdym razem gdy się uśmiechał, gdy zagryzał wargę, gdy patrzył na mnie. Za każdym razem czułam się ważna, czułam się KIMŚ. Przede wszystkim, a to wszystko dzięki niemu.
- słuchasz mnie? - pomachał i dłonią przed oczami. Posłałam mu lekki uśmiech i pokiwałam głową. - no to tak. Nasz syn, którego zresztą nazwiemy go Javadd! Tak, na cześć tatusia. - uśmiechnął się dumnie. Wywróciłam tylko oczami, ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął głaskać mnie po włosach.
- tak Zayn, z pewnością tak będzie. A przed tym ty, bądź ja to skończymy, albo nawet menagerowie. Życie nie jest takie piękne jak nam się wydaje, zdajesz sobie z tego sprawę?
Szepnęłam wprost w jego usta na co on automatycznie wręcz odsunął się ode mnie oburzony.
- jak możesz w ogóle o czymś takim myśleć?! Ani ja, ani menagerowie nie mamy zamiary tego kończyć! No może ty, wtedy pozwolę ci odejść... - szepnął coraz bardziej przygnębiony. Zrobiło mi się go strasznie żal. Miał rację, trochę się zapędziłam. Skoro pozwolili nam być razem dwa lata to czemu nie pozwolą nam łączyć ze sobą przyszłości?
- skarbie nikt z tego towarzystwa nie ma zamiaru odchodzić. - obdarowałam go uśmiechem. - kocham cię jak jeszcze nikogo innego i nie wydaje mi się bym miała oddejść. Przynajmniej z własnej woli. - uniosłam się do pozycji siedzącej i spoglądnęłam na niego z góry, widziałam jak wyraz jego twarzy zmienia się ze smutku na śliczny uśmiech, który kochałam.
- obiecuję, że nikt nas nie rozdzieli. - podniósł się. - ale teraz pozwól, że udam się na stronę.
Zachichotałam pod nosem i kiwnęłam twierdząco głową. Zaśmiał się razem ze mną i poszedł do łazienki. W pewnym momencie usłyszałam wibracje. Rozejrzałam się po pokoju, na drewnianej komodzie przy łóżku ujrzałam BlackBerry Mulata. Stwierdziłam, że nie mamy przed sobą tajemnic dlatego wzięłam telefon w dłoń i przeczytałam sms'a. Jednak to co tam ujrzałam nie było zbyt pocieszające.
"Ostatni spacer był wspaniały. Na prawdę świetnie się bawiłam. Może to powtórzymy? Tęsknie za Tobą, Zayn...
Perrie xx"
Nie... to nie może być prawda. Przecież mówił, że z nią skończył! Że po tym co zrobiła nie chce mieć z nią żadnych kontaktów... Jedyne co nachodziło mi do głowy to "dlaczego?". Dlaczego mnie okłamywał. Owszem, znikał co jakiś czas jednak mówił, że wychodzi z kumplami. Ufałam mu, przecież nie miałam podstaw by tego nie robić. Ale teraz już mam.
Stałam na środku pokoju z telefonem w dłoni, niedowierzającą miną i łzami spływającymi po poliku. Nie zorientowałam się nawet kiedy wyszedł z łazienki i podszedł do mnie.
- Vivienne? Co ci się stało? - nie odezwałam się. Podałam mu tylko telefon, gdy przeczytał wiadomość od blondynki momentalnie zbledł. - Viv... to nie tak. My nic...
- wiesz co?! Daruj sobie! Ona cię podle wykorzystała! Dobrze, kochałeś ją, zrozumiałam to, w końcu to zrozumiałam. Kochałeś ją, a ona cię wykorzystała, chciała po prostu wznieść jakoś LIttle Mix. Zayn powiedziała ci to prosto w oczy, a ty nadal utrzymujesz z nią kontakt?! - krzyczałam jak opętana patrząc prosto w te brązowe tęczówki, które teraz wpatrywały się we mnie z bólem.
- przepraszam... - szepnął tylko. Ujął mą dłoń, którą autmatycznie odsunęłam. - Viv, przyrzekam ci, że między nami do niczego nie doszło. My się tylko spotykaliśmy...
- ależ ja ci ufam! A raczej ufałam. Okej, nic między wami nie zaszło, ale po co się z nią spotykasz?!
Spuścił głowę i ułożył dłoń na karku. Jedna z najtrudniejszych chwil mojego życia właśnie chyba miała nastąpić w tej chwili.
- Vivienne... ja nie przestałem o niej myśleć... - podniósł głowę i spojrzał na mnie. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się jak dziecko ówcześnie wymierzając mu policzek.
- nienawidzę cię, tak bardzo cię nienawidzę... - warknęłam i wyszłam z jego pokoju. Nie widziałam nic dlatego gdy poczułam jak na kogoś wpadam zbytnio mnie nie zaskoczyło.
- przepraszam, że cię dotknęłam, już wychodzę.- szepnęłam tylko pod nosem bo zawsze, ale to zawsze gdy, na któregoś wpadałam zostałam zwyzywana.
- co ci jest? - usłyszałam głos Liam'a. Prawde mówiąc to zrobiło mi się lżej na sercu. Tak, on też mnie nie lubił jednak nie oakzywał tego tak jak chłopcy.
- okłamywał mnie... Spotykał się z Perrie, za moimi plecami. A przed chwilą mi wyznał, że coś do niej jeszcze czuje. Okej, mieliście racje. Jestem nikim, po prostu nikim. To już jest koniec, możecie się cieszyć...
Wyminęłam go i ruszyłam do wyjścia, ale coś mnie zatrzymało. Bądź raczej ktoś.
- przepraszam. - odwróciłam głowę z myślą, że to Zayn jednak przed sobą ujrzałam Payne'a.
- nie przesłyszałam się? Ty mnie przepraszasz? - pociągnęłam nosem, a ten jakgdyby nigdy nic przyciągnął mnie do siebie i wtulił w swoje ciało. Byłam zaskoczona, ale pozytywnie. Tego mi właśnie było trzeba, czyjegoś ciepła. W tamej chwili nie obchodziło mnie czy to jakiś głupi zakład czy coś, w tamtej chwili chciałam poczuć się po prostu potrzebna.
- nie rozumiem... To teraz już mogę tutaj przychodzić normalnie? I nie będzie głupich tekstów? - oparłam podbródek na jego torsie dzięki czemu mogłam obserwować twarz dziewiętnastolatka.
- z mojej strony tak. - uśmiechnął się do mnie szczerze i znów mocno przytulił.
Chapter Twelve
Oczami Valerie
Pogodzili się, to najważniejsze. Jak zwykle nie miałam co, robić, więc wzięłam się za czytanie książki „Pamiętnik”. Oglądałam film na podstawie tego dzieła, zafascynował mnie na tyle, aby wziąć się za książkę, mimo tego, że czytałam tylko w wolnych chwilach.
Na dzień dzisiejszy nie miałam żadnych planów, tak zwana – improwizacja. Skoro Louis ma wrócić dopiero za tydzień, stwierdzam, że chyba okrągłe siedem dni będę siedziała w domu w bokserkach i koszulce, siedząc na parapecie z książką i kubkiem kakao w ręku.
Przewracałam kolejną stronę, kiedy usłyszałam dźwięk SMS. Sprawdziłam na wyświetlaczu kto jest nadawcą – Danielle, dziewczyna Liam'a. Nie sądziłam, że kiedykolwiek napisze. Wydawała się miłą i przyjazną dziewczyną, ale nie chciałam oceniać po pozorach. Perrie też wydawała się miła, a okazała się wredną zołzą.
Wracając do treści SMS'a. Danielle napisała między innymi to, abyśmy wybrały się na zakupy w celu bliższego poznania się. Wspomniała też, że chciała wziąć z nami Vivienne, ale ona i Zayn są sobą zajęci. Odpisałam jej SMS'a z pozytywną odpowiedzią i poszłam się szykować.
Spotkałyśmy się po 16 pod domem chłopców, ponieważ Dan była z Li.
- cześć. - uśmiechnęła się szeroko. Od razu ruszyłyśmy w stronę galerii handlowej. - tak naprawdę to musimy pogadać.
- o czym? - spojrzałam na nią.
- o tobie, Harry'm i Lou. - również na mnie spojrzała. - prawie się nie znamy, ale mnie nie oszukasz. Ja wszystko widzę.
- aha... no fakt, sytuacja trochę się wymknęła spod kontroli, ale wszystko ogarnę... za jakiś czas. - westchnęłam i weszłyśmy do centrum handlowego.
Zakupiłyśmy tylko kilka ciuchów i kosmetyków, bo nie specjalnie miałyśmy ochotę na zakupy. Postanowiłyśmy wybrać się na gofry. Ruszyłyśmy w stronę kawiarni. Kiedy już dotarłyśmy, zamówiłyśmy dwie kawy i gofry z bitą śmietaną. Usiadłyśmy przy stolikach.
- w sumie to ty jesteś z Lou, czy nie? - zapytała. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale jak mus to mus.
- to trudniejsze, niż komukolwiek się wydało, bo wpadłam w niezłe bagno. - odparłam biorąc łyk napoju.
- chyba nie jesteś... w ciąży? - spojrzała na mnie przerażona.
- nie, oszalałaś?! - zaśmiałam się. - wyznał mi miłość, a ja tak pod wpływem emocji odpowiedziałam, że odwzajemniam jego uczucie, no i tak wyszło. A kocham go tylko jako przyjaciela.
- no to się wpakowałaś. - spojrzała na mnie. - i zgaduję, że nie chcesz go zranić.
- no... - zaczęłam bawić się łyżeczką.
- i podoba ci się Harry. - uniosła jedną brew.
- co?! Nie! No co ty! - zaczęłam się wymigiwać, jednak dziewczyna nie zmieniała swojej miny, co znaczyło jedno. Nie wkręcę jej nic.
- spokojnie, nie jestem plotkarą, nic nikomu nie powiem. - uśmiechnęła się. Odwzajemniłam uśmiech.
Po zjedzeniu gofrów i wypiciu kawy, ruszyłyśmy w stronę domu.
- wiesz, że musisz to wszystko z nimi wyjaśnić? - kontynuowała Dan.
- z nimi? Chyba z Lou. - poprawiłam ją.
- nie wydaje ci się, że powinnaś powiedzieć Harry'emu? - mówiła nie patrząc na mnie.
- nie, przynajmniej nie teraz, kiedy mnie nienawidzi. - wzruszyłam ramionami. Doszłyśmy do mojego domu.
- ale przemyśl to jeszcze, bo później może być za późno. - powiedziała. - będę już szła, dzięki za zakupy.
- cześć. - uśmiechnęłam się, a ona odwzajemniła uśmiech i ruszyła w stronę domu chłopaków. - już jest za późno... - mruknęłam pod nosem.
Przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Rzuciłam torbę na fotel i rzuciłam się na kanapę. Po chwili usłyszałam wibrację w telefonie. Louis.
- cześć Louis. - uśmiechnęłam się do słuchawki. - co słychać?
- cześć. - odpowiedział. - przemyślałem wszystko i stwierdziłem, że nie ma sensu kryć się w Doncaster. Jeszcze dziś wieczorem będę u chłopców, wpadniesz?
- nie wiem, sam wiesz, że niektórzy nie potrzebują mojego towarzystwa. - westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- ale ja potrzebuję. - odparł. Nie powiem, poczułam się lepiej. Było mi miło, że znaczę dla kogoś tak dużo. - to jak?
- postaram się. - zapewniłam.
- Louis, idziemy? - usłyszałam głos Lottie.
- tak, już. - odpowiedział. - muszę kończyć, będę najwcześniej po 20.
- spróbuję przyjechać, trzymaj się. - rozłączyłam się. No, dostałam przynajmniej jedną dobrą wiadomość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)