sobota, 24 listopada 2012
Chapter Eleven
Oczami Vivienne
Siedziałam rozstrzęsiona wtulając głowę w uda Valerie. Po tym co przed chwilą się stało miałam ochotę umrzeć. Zostawić wszystko i zniknąć z tego świata.
- wytłumacz mi co się takiego stało... - szepnęła mi we włosy przyjaciółka. Byłam jej wdzięczna, że jest ze mną kiedy sama ma problemy.
- no bo... - zaszlochałam i uniosłam się po czym ułożyłam głowę na jej ramieniu. - no bo rano kiedy przepraszał mnie za to co się stało ja...
- ćśśśś, spokojnie... - zaczęła głaskać mnie po głowie, ponieważ głos zaczął mi się łamać, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że właśnie się pokłóciliśmy. Nigdy się nie kłóciliśmy...
- ja wtedy poprosiłam go... By... No żeby odszedł z zespołu bo... - zaczęłam szlochać bardziej na co ona objęła mnie ramionami i mocno w siebie wtuliła. - bo nie wytrzymam tego dłużej... A on... On zaczął krzyczeć, że jestem... Jestem wariatką... I nie... Nie dziwi się, że mnie nie lubią... Ale to już słyszałaś...
Przy ostatnim słowie głos całkiem mi się załamał. Moim ciałem wstrząsnęła fala płaczu, a dłonie zaczęły mimowolnie zaciskać się na poduszkach z sofy.
- proszę zabij mnie. Jestem idiotką... Tak bardzo go kocham. - łkałam i rzuciłam się na jej kolana.
- nie mów tak, on ciebie też kocha... - szeptała w mój kark, który delikatnie musnęła ustami. - nie płacz już...
- skąd wiesz, że mnie kocha?! - krzyknęłam zrezygnowana. Bałam się, że to był koniec, koniec Vayn'a. Nie dałabym sobie rady, już teraz z moją psychiką było źle. Miałam ochotę rzucić się pod ziemię.
- gdyby cię nie kochał nie stałby właśnie za tobą. - szepnęła mi do ucha na co ja momentalnie odwróciłam się w tył. Faktycznie tam stał jednak jego mina nie wyrażała nic dobrego.
- nie przyszedłem cię przeprosić. - rzucił obojętnie. - przyszedłem po prostu powiedzieć byś przez najbliższy czas nie przychodziła do nas. Ani ja, ani chłopcy nie mamy ochoty cię widzieć.
Zabolało, tak bardzo zabolało. Jak jeszcze nic dotąd. Valerie złapała mnie za głowę i ulożyła ją na sofie po czym podeszła do niego i tak po prostu wymierzyła mu policzek.
- jak ty w ogóle śmiesz coś takiego mówić?! Ona tutaj płacze przez ciebie! Cierpi, a ty masz czelność przyleźć tutaj i mówić takie rzeczy?! - i znów strzeliła mu otwartą dłonią w szczękę na co tamten zacisnął dłonie w pięści. Widziałam jak jego żyły się naprężyły, a ciało zaczęło drżeć. Złapałam Val za rękę i odciągnęłam ją od niego bo dobrze wiedziałam, że może to się źle skończyć. Na jej miejscu stanęłam ja, spojrzałam mu prosto w oczy.
- uderz mnie, no proszę. - szepnęłam, jednak z moich oczu wciąż leciały łzy. Poczułam ciepłą dłoń na policzku, przymknęłam oczy i czekałam na uderzenie z jego strony jednak jedyne co poczułam to słodki pocałunek na ustach.
- przepraszam, nie powinienem tego mówić, ale jestem na prawdę zły. Choć nie potrafię się na ciebie długo gniewać, ale dobrze wiesz jak ważny jest dla mnie zespół. Nie rozumiem jak mogłaś od tak powiedzieć bym to rzucił. Tak, dobrze wiem, że powiedziałem za dużo i przepraszam za co. Naprawdę cię mała przepraszam. - zaczął masować kciukiem mój polik, a ja po prostu stanęłam na palcach i złożyłam na jego ustach słodki pocałunek.
- po przemyśleniu tego przepraszam cię. Teraz rozumiem, ja byłam wtedy po prostu jeszcze pod wpływem emocji, wczorajszych emocji. Przepraszam skarbie, ja... ja obiecuję, że nie pokażę się u was przez najbliższy rok. - mruknęłam mu w usta na co on roześmiał się i wtulił mnie w siebie. Pokłóciliśmy się kilka godzin temu, a ja tak bardzo tęskniłam za tym zapachem, za dotykiem.
- przepraszam też za to co powiedziałem przed chwilą. W sumie to może i lepiej byśmy nie pokazywali się tam razem. Na razie przynajmniej nie. - szepnął i ponownie musnął moje usta. Poczułam się szcześliwa. Tak jak jeszcze wczoraj. Mimo tego, że poczułam się przez niego okropnie kocham tego chłopaka jak nikogo innego i nie pozwolę mu odejść. Co by się nie stało. Kiedy po raz kolejny się pocałowaliśmy usłyszeliśmy za sobą Valerie:
- awwwwwwwwwwwwwwww, jesteście słodcy. - uśmiechnęła się, oboje na nią spojrzeliśmy. - oj no co? Może i nadal jestem na ciebie zła, że ją tak potraktowałeś to jesteście na prawde słodcy!
Roześmiałam się, a zaraz po mnie Zayn, który objął moje drobne ciało ramieniem.
- dobra, dobra. Nie będę wam przeszkadzać, już idę no. - mruknęła pod nosem i wyszła z mieszkania całując mój polik na pożegnanie. Gdy usłyszeliśmy trzask drzwi spojrzałam na chłopaka, zarzuciłam mu ręce na szyje i splotłam swoje palce na jego karku.
- kocham cię, i raz jeszcze przepraszam za to co wtedy powiedziałam. To było głupię i ja też się nie dziwię, że mnie nie lubią...
- nie mów tak, wtedy to ja przesadziłem, i to ostro bo oni nie mają prawa cię nie lubić tak naprawdę, nie znają cię, a ja znam bardzo dobrze i kocham cię taką jaką jesteś. Może i nawet wariatkę, ale kocham. - szepnął wprost w me wargi. W moim brzuchu po raz kolejny pojawiło się stado motyli, a żołądek zaczął niesamowicie kłuć. Tak, kochałam go, jak żadnego innego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz