sobota, 24 listopada 2012
Chapter Four
Oczami Valerie
Siedzieliśmy z Loui'm i w sumie to... nudziliśmy się. Ale nie przeszkadzało nam to szczególnie, leżeliśmy teraz na łóżku, do góry nogami z głowami wiszącymi w dół. Próbowałam skupić się na czytaniu (ponownie w towarzystwie Tomlinson'a), ale jakoś nie szczególnie dobrze mi to szło.
- znowu czytasz? - zapytał, a jego włosy śmiesznie opadały na dół.
- tak, ale nie mogę się skupić. - odparłam i zamknęłam książkę. - dokończę później, czy coś.
Teraz siedzieliśmy i patrzyliśmy w sufit.
- ty go lubisz, nie? - 21-latek spojrzał na mnie i zmrużył oczy.
- dlaczego ciągle o niego pytasz? - zaśmiałam się, mimo tego, że Louis miał bardzo poważną minę.
- bo ja cię lubię.
- więc dlaczego pytasz o niego? - zastanawiałam się o co mu chodzi. „bo ja cię lubię”... to miało znaczyć zwykłe „lubię”, czy coś więcej? W tej samej chwili do domu wszedł Harry z jakąś wysokonogą blondynką. Poczułam dziwne uczucie, jakby... zazdrość? Możliwe, mimo wszystko miałam ochotę podejść i wyrwać jej wszystkie tlenione włosy.
- miało cię nie być. - momentalnie z twarzy Styles'a zszedł uśmiech. - raczej... was.
- sam tu nie mieszkasz. - odparł Lou i usiadł normalnie. Zrobiłam to samo.
- musisz ją ciągle tu sprowadzać? Idźcie do niej, do kina, do parku, nie wiem, gdziekolwiek! - zaczął wymieniać, a ja tylko zmrużyłam oczy i wpatrywałam się w niego. - nie ważne. - machnął ręką i chwytając blondynkę za rękę, udał się do swojego pokoju.
- przepraszam za niego. - powiedział Lou, spuszczając głowę. Tak jakby... miał wyrzuty sumienia. Nie miał powodu do owych.
- to nie twoja wina, zresztą to jego sprawa, że mnie nie lubi. - uśmiechnęłam się delikatnie. Co prawda sztucznie, ale zawsze coś.
- chcesz coś do picia? - zapytał wzdychając.
- poproszę. - odparłam z uśmiechem, a on udał się do kuchni. W tej chwili... w sumie to nie wiem co się stworzyło w mojej głowie. Poszłam pod drzwi do pokoju Styles'a. To co usłyszałam wywierciło w moim sercu taką dziurę, że miałam ochotę umrzeć.
- ciągle ją tu sprowadza. - słysząc kroki, wnioskuję, że chodził po pokoju. - nie lubię jej, wręcz nienawidzę. Jest taka głupia! Robi z siebie idiotkę, nie lubię kiedy tu przychodzi. A do Lou nic nie dochodzi, co on w niej widzi? Ona mu się podoba, jak może takie coś podobać się mojemu przyjacielowi? Totalne bezguście.
- widziałeś jej włosy? - parsknęła śmiechem blondynka. Nie wytrzymałam. Mówiłam sobie, że będę tu tylko stać, ale po tym co usłyszałam, nie potrafiłam stać obojętnie i słuchać jak mnie obgadują. Wpadłam zdenerwowana, wręcz wściekła do jego pokoju.
- mógłbyś mi to powiedzieć prosto w twarz, a nie obgadywać z jakąś sztuczną lalą za plecami? Co tak właściwie przeszkadza ci mojego towarzystwo? Siedzę przecież z Lou, nie wchodzę nawet do twojego pokoju! - krzyknęłam zdenerwowana. - co ci zrobiłam? Za co ty mnie właściwie nienawidzisz? Potrafisz podać jakiś sensowny argument? Nawet mnie nie znasz!
Blondynka wyszła z pokoju ze spuszczoną głową, a Harry patrzył na mnie zdziwiony i jakby... z wyrzutami sumienia...
- przepraszam. - spuścił głowę. - naprawdę przepraszam. - po tych słowach oniemiałam. Zmrużyłam oczy, po czym uniosłam brwi do góry.
- co? - to słowo prawdopodobnie było nie na miejscu. Ale nie rozumiałam zachowania Styles'a. Obraża mnie i obgaduje z jakąś sztuczną dziewczyną, a teraz tak gdyby nigdy nic, pierwszy raz... przeprasza?
- no... przepraszam. - powtórzył.
- pójdę już. - odparłam i skierowałam się do drzwi wyjściowych. - Louis, nie rób mi tego picia, wychodzę.
- znowu Harry? - spojrzał na chłopaka wściekły.
- nie. Mam sprawę do załatwienia. - odparłam i wyszłam z domu.
Teraz to dopiero po mojej głowie chodziły różne myśli. On mnie przeprosił? Serio? Czy może mi się coś przesłyszało? Trudno było uwierzyć...
Idąc i myśląc, nie zorientowałam się nawet, że zaczął padać deszcz. Spojrzałam w górę i zaczęłam klnąć.
- naprawdę?! Teraz?! Kiedy mam do domu ponad cztery kilometry i ani grosza przy sobie?! - mówiłam do deszczu. Przechodnie patrzyli na mnie jak na nienormalną. Sama nie wiem, czy do takich należałam.
Nagle tak jakby mnie natchnęło. Wiedziałam co robić. Poszłam do mojej przyjaciółki Vivienne. Chyba tylko ona będzie mogła mi doradzić.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz