sobota, 24 listopada 2012

Chapter Three


Oczami Vivienne

Leżeliśmy z Zayn'em w parku i oglądaliśmy gwiazdy. Malik był niesamowitym romantykiem. Właśnie to było jednym z wielu rzeczy, które mnie w nim pociągały. Kochałam między innymi także jego dwudniowy zarost, który przy nawet najdelikatniejszym pocałunku drażnił mą delikatną skórę.
- Zayn? - szepnęłam odwracając głowę w stronę chłopaka.
- słucham cię piękna? - nie zaprzestał wpatrywania się w rozgwieżdżone niebo jednakże wiedziałam, że uważnie mnie słucha.
- dlaczego ty w ogóle ze mną jesteś? Tak na prawdę tylko ty i Valerie nie licząc mnie wierzycie, że cię kocham. Chłopcy stanowczo odradzają ci tego związku...
Roześmiał się, a mnie zrobiło się gorąco. Zresztą jak zwykle gdy to robił motyle w moim brzuchu miały ochotę wylecieć na powierzchnię i brutalnie obijały się o wewnętrzną stronę mego ciała.
- odpowiedź jest banalna. Po prostu cię kocham, kocham jak nikogo innego i nie obchodzi mnie co mówią chłopcy czy fanki. Tak, kocham je też, ale nie pozwolę by niszczyły coś dzięki czemu chce mi się żyć. - zbliżył swoją twarz do mojej i dotknął wargami moich ust.  Mruknęłam delikatnie pod nosem i uniosłam klatkę piersiową by nabrać powietrza, zazwyczaj gdy mnie całował traciłam oddech.
- kocham cię, Zayn... - szepnęłam i ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. Kolejna fala ciepła, jego ciepły, rytmiczny oddech, powolne bicie serca i ten spokój który toważyszył wam cały wieczór. Wolałam go spędzić tak niż siedzieć na kanapie i wysłuchiwać bluźnierstw na swój temat od przyjaciół własnego chłopaka.
- hej, mała?  - odezwał się nagle Zayn chwytając w dłonie moje dwa palce.
- no co tam, słońce?
- mówiłaś, że twoi rodzice jadą dziś na jakiś ważny bankiet, prawda? więc jesteś sama w domu?
Już wiedziałam co chodziło mu po głowie, chciałam odmówić, ale gdy zatonęłam w jego brążowych tęczówkach nie byłam w stanie wypowiedzieć nic, nawet wyszeptać krótkie "nie". Nieświadoma swoich czynów pokiwałam tylko głową i przysunęłam swoją twarz do jego. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Już po chwili nasze usta były złączone w słodkim, a zarazem namiętnym pocałunku. Nachylił się nad moją twarzą, a ja wsunęłam dłonie we włosy na tyle jego głowy.
- napaleniec. - mruknął w moją szyję po czym roześmiał się i cmoknął mnie w nos. On się ze mnie naśmiewał, a ja leżałam z ochotą wycałowania go na śmierć. Miałam ochotę po prostu go rozebrać i tutaj w tym parku poczuć go w sobie. To idiotyczne jednakże tak cholernie prawdziwe.
- to twoja wina.
- moja? A co ja robię? - zaśmiał się i podniósł do pozycji siedzącej pomagając w tym także mi.
- jesteś, po prostu jesteś. - roześmiałam się. - ale nie ważne, mów o co chodziło.
- chodzi o to byś nie spała sama, nocuj dziś u mnie... - posadził moje ciało u siebie na kolanach, a ja owinęłam rękoma jego żebra. Głowę ułożyłam na ramieniu mężczyzny i zaczęłam wzdychać.
- a muszę?
- nie musisz oczywiście, tylko powiedz czemu nie? - złapał mój podbródek i zaczął kciukiem miziać mój polik.
- dobrze wiesz czemu...
- chłopcy? - szepnął wprost w me usta, a ja zmrużyłam oczy i pokiwałam głową na co on objął mnie ramionami i wtulił w siebie.
- nie pozwolę by cię wyzwali, by cokolwiek o tobie powiedzieli, obiecuję. - mruczał mi do ucha, a ja coraz bardziej mu ulegałam, nie potrafiłam się długo mu sprzeciwiać.
- przyjdę... - szepnęłam i przylgnęłam do niego ciałem. Ułożyłam dłoń na karku Pakistańczyka po czym wessałam się w jego usta. Malik ułożył mnie delikatnie na trawie i zaczął obcałowywać mą szyję. Oddech stał się przyśpieszony, a klatka piersiowa zaczęła się coraz szybciej unosić.
- Zayn... - szepnęłam czując dłonie mężczyzny wsuwające się pod moją bladoniebieską koszulkę. - Zayn proszę cię... Nie możemy.
Gdy to powiedziałam on jakby na zawołanie odsunął się ode mnie i ułożył dłonie po obu stronach mej głowy.
- przepraszam, masz rację, zapędziłem się. - posłał mi lekki uśmiech i cmoknął mnie w usta. - chodźmy.
Podniosłam się z trawy i ruszyłam przodem kręcąc biodrami i śmiejąc się głośno, a krok w krok za mną szedł on mrucząc coś pod nosem i raz po raz muskając dłonią mój pośladek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz