sobota, 24 listopada 2012
Chapter Seven
Oczami Vivienne
Złapałam pierwsze co miałam pod ręką. Owym czymś okazał się być telefon chłopaka. Ścisnęłam go w dłoniach, a Mulat jeszcze tylko raz wykonał mocne pchnięcie i oboje byśmy oboje opadli na łóżko spełnieni, a zarazem przemęczeni tym co się przed chwilą stało.
- matko, Zayn... - mruknęłam tylko rysując opuszkami palców kółeczka na jego przepoconych, nagich plecach.
- tak, ja ciebie też kocham Viv. - szepnął mi wprost do ucha, a ja zadrżałam jak za każdym razem gdy tak robił. W pewnej chwili doszedł do moich uszu dźwięk sms z jego telefonu.
- "skończyliście już?" - przeczytał na głos Zayn po czym wystukał krótkie "nie". Nadal we mnie będąc zaczął obrzucać moją szyję pocałunkami i delikatnie znów poruszać biodrami.
- misiu, kocham cię, ale nie dam rady jeszcze raz. - zaśmiałam się na co on wyszedł ze mnie i uśmiechnął się perliście. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi i jakieś krzyki.
- najgorsza impreza na jakiej byłem! - powiedział chłopak z irlandzkim akcentem.
- dziewczyny też jakieś takie... nijakie. - mruknął drugi zachrypnięty głos.
- Zayn! Lou! - po raz kolejny usłyszałam Blondasa. - jesteśmy!
- cholera... - poczułam oddech na swoich ustach.
- schowasz mnie w szafie jak w jakieś taniej komedii romantycznej? - roześmiałam się jednakże Mulatowi nie było do śmiechu. Podniósł się z łóżka i szybko nałożył na siebie jakieś bokserki i jeansy.
- trzymaj, załóż to. - rzucił we mnie jakąś koszulę.
- a coś pod spód?
Rzucił we mnie także po chwili jakimiś bokserkami, którymi chcąc czy nie dotałam w twarz. Zmarszczyłam delikatnie nos i nałożyłam je na siebie.
- Zayn! Lou!! Gdzie wy cholera jesteście?!
- MALIK!! TOMLINSON!! - zaczęli nawoływać, a ja poczułam że jestem coraz bardziej przerażona.
- jestem! czekajcie! - odkrzyknął mój facet i spojrzał na mnie. - mała, spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie wykręcając palce w każdą stronę świata.
- przestań się okaleczać. Będzie okej, przecież cię nie pobiją. - zaśmiał się po czym objął me drobne ciało swymi silnymi ramionami.
- fizycznie może i nie... - szepnęłam wtulając się w niego. Niestety w pewym momencie drzwi od pokoju Malik'a otwarły się i zobaczyliśmy tam Harry'ego.
- o kurwa, fu! Zayn bo jeszcze zarazisz się jakimś syfem! - zaczął wykrzykiwać, a mnie się oczy zaszkliły. - taka fajna koszula... Chciałem ją od ciebie pożyczyć, ale teraz to na spalenie...
- zamknij się Styles! Nie mów tak o niej! Wyjdź stąd! - oburzył się Zayn po czym zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Potem tylko usłyszeliśmy ich rozmowę:
- i co? Znalazłeś któregoś? - pod drzwiami pojawił się także irlandczyk.
- mam Zayn'a, ale właśnie chyba pieprzył się z tą swoją dziwką. - w tym momencie złapałam Mulata za rękę bo szarpnął się do drzwi.
- znowu? Jak on się nie brzydzi?!
- o weź, Nialler... Na jego miejscu codziennie brałbym kąpałbym się w rozpuszczalniku. - mruknął, a Mulat wyrwał się z mojego uściku i otworzył drzwi by uderzyć lokowatego w twarz uprzednio zwijając dłoń w pięść.
- i nie waż się jeszcze raz powiedzieć coś takiego o Vivienne. - warknął grożąc mu palcem, który po chwili przeniósł na blondyna. - ciebie też się to tyczy.
Czułam na sobie morderczy wzrok Horan'a. Podeszłam przerażona do najmłodszego z zespołu i zaczęłam wycierać krew z jego warki skrawkiem koszuli. Jednak gdy się ocknął odskoczył ode mnie.
- a weź! Nie dotykaj mnie!
- Harry. - powiedział zdenerwowany już do granic możliwości Zayn, który wsunął palce pomiędzy moje.
- przepraszam... Chciałam pomóc... - szepnęłam znów zabierając się za wyginanie swoich palcy.
- to wyjdź. - zaśmiał się Blondyn przez co wylądował na ziemi trzymając się za polik podobnie jak jego kumpel.
- Zayn przestań, nie warto...
- warto, nie pozwolę by ktokolwiek cię obrażał. - spojrzał na nich z pogardą po czym wprowadził mnie do pokoju. Widziałam jak jego żyły napieły się, a policzki nabrały czerwonego koloru.
- Zayn spokojnie... Nic takiego się nie stało... - szepnęłam na co on zaczął nerwowo oddychać przez nos.
- nic się nie stało?! Nic się cholera nie stało?! - zaczął na mnie krzyczeć kiedy usłyszeliśmy ponowny trzask drzwi.
- kochani jesteśmy! - wydarł się Tomlinson, a ja poczułam jak kamień spada mi z serca. Właśnie chyba zapobiegli niezłej awanturze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz