sobota, 24 listopada 2012

Chapter Six


Oczami Valerie

Jak na polecenie, wyszłam z domu Vivienne. Dojście do domu chłopców zajęło mi niecałe kilka minut. Zapukałam i weszłam do środka. Tomlinson właśnie siedział na kanapie, jadł jakieś chrupki i oglądał telewizję.
- cześć. - powiedziałam z szerokim, mimo że nie do końca szczerym uśmiechem na twarzy. - co robisz?
- oglądam telewizję i jem chrupki. - spojrzał na mnie. - no i siedzę na kanapie.
- ciekawe zajęcia. - usiadłam obok niego. - przejdziemy się gdzieś?
- to znaczy? - oderwał wzrok od ekranu telewizora i spojrzał na mnie.
- kino? - zaproponowałam po chwili namysłu.
- porywasz mnie na randkę? - objął mnie ramieniem, zaśmiał się i uniósł jedną brew.
- nie, głupku! - walnęłam go z pięści w ramię. - po prostu muszę wyciągnąć cię z domu, bo Zayn i Vivienne... no wiesz.
- wiem. - zaśmiał się. - okey, pójdę się przebrać.
Wstał i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Ja wstałam i oczywiście jak to ja – wścibska i bezwstydna Valerie – zaczęłam oglądać jego zdjęcia z albumu. Były tam głównie zdjęcia ze szczupłą brunetką o dość niewyjściowej twarzy.
- a jednak Harry nie kłamał z tą twoją wścibskością. - zaśmiał się i zabrał mi album ze zdjęciami, po czym spojrzał przelotnie na zdjęcie, zamknął go i odłożył do szafki.
Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Szliśmy w ciszy. Chciałam go zapytać, kim ona jest, nie kojarzyłam jej, ale znowu wyszłabym na wścibską. Było to jednak silniejsze ode mnie.
- Lou? - mówiłam patrząc na moje buty. - mogę cię o coś zapytać?
- pytaj. - westchnął przeciągle i objął mnie ramieniem.
- była dla ciebie kimś ważnym? - spojrzałam na niego ze zmrużonymi oczami.
- kto? A, Eleanor? - po wypowiedzeniu tego imienia, tak jakby... zamyślił się. Wiedziałam jakim człowiekiem jest Louis. Szybko przywiązuje się do ludzi, dla osób które kocha, jest w stanie zrobić wszystko. - no wiesz, byliśmy razem przez... rok? Tak, jakoś około tego.
- a później? - kontynuowałam.
- później zerwaliśmy. - odparł.
- powiesz mi dlaczego? - patrzyłam na niego, mimo tego, że jego wzrok wlepiony był w ziemie.
- nie była taka, za jaką ją miałem. Przez kilka miesięcy była miła, kochała mnie... znaczy tak mi się wydawało, ale było to tak, że ona kochała mój portfel. Dopiero później pożałowałem, że spędziłem z nią rok czasu, kiedy uświadomiłem sobie, że powoli niszczę zespół, że się zmieniam, że zniszczyłem Larry'ego i zraniłem Harry'ego. No i oszukałem Anne, obiecałem jej, że go nie zostawię.
- przykro mi. - objęłam rękoma jego żebra. - mogłam nie pytać, przepraszam.
- nie szkodzi. - jego kąciki ust delikatnie uniosły się, na co ja również delikatnie się uśmiechnęłam.
Weszliśmy do kina. Louis postanowił wybrać repertuar, natomiast ja poszłam po popcorn oraz colę. W kocu udaliśmy się na seans. Zajęliśmy miejsce w sali i czekaliśmy, aż miną reklamy.


Film minął dość szybko. Niestety zbyt się na nim nie skupiłam, Louis chyba też. Ja myślałam nad jego zakończonym już związkiem z Eleanor, a on? Rzucał popcornem w ludzi. Wzięliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z kina. W międzyczasie napisałam do Zayn'a SMS, czy już skończyli, niestety dostałam przeczącą odpowiedź. No trudno.
- idziemy coś zjeść? Jestem potwornie głodna. - powiedziałam masując się po brzuchu.
- naprawdę nabrałaś apetytu oglądając film o zombie? - spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Tomlinson objął mnie ramieniem i weszliśmy do pizzerii.
- okey, więc ty idź zajmij stolik, a ja jakąś wybiorę. - ustałam w kasie, a Lou poszedł szukać stolika. Kolejka była ogromna, ogólnie w pomieszczeniu panował tłok. Ruchem ręki przywołałam do siebie przyjaciela. - w sumie to przez ten tłok odechciało mi się jeść.
- mi też... - skrzywił się lekko, po czym objął ramieniem i wyszliśmy z pizzerii. Jakoś się przemęczę, niech Zayn i Vivienne nacieszą się sobą.
Chodziliśmy z Lou po mieście. Był wieczór, a ja osobiście kochałam Londyn nocą. Było spokojnie, te wszystkie światła... nie to co w dzień. Przez rozmyślanie straciłam rachubę czasu i wiedzę, w jakim miejscu jesteśmy.
- gdzie ty mnie wyprowadziłeś? - zaśmiałam się. W tej chwili Louis złapał mnie w biodrach i wziął do góry, po czym posadził na murek. Teraz miałam widok na Londyn z góry. - wow... pięknie tu...
- jesteśmy prawie za miastem. Tu widać kawałek Londynu z góry. - uśmiechnął się, po czym wspiął po murku i usiadł obok mnie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Myślałam o Harry'm, to raczej nie była żadna nowość. Zastanawiałam się, dlaczego mimo tego wszystkiego co mi robi, ja nadal czuję do niego coś więcej, niż do kogokolwiek z przyjaciół. Na przykład taki Louis. To idealny przyjaciel, nie byłabym w stanie być z nim w związku, bo jest dobrze jak jest, a związek po prostu zepsułby to wszystko, a ja za nic w świecie nie chcę go stracić... - Valerie, chyba muszę ci powiedzieć coś, co powinienem powiedzieć już dawno...
- no mów. - ziewnęłam przeciągle i siedziałam machając nogami.
- bo ja wiesz... znasz takie uczucie, że... że ktoś znaczy dla ciebie więcej niż ktokolwiek? - zapytał i spojrzał mi w oczy.
- znam. Ty też znasz? - również patrzyłam mu w oczy.
- no... - objął mnie ramieniem i znowu patrzyliśmy na Londyn.
- kim ona jest?! - uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na niego.
- no wiesz... ty. - odparł. Wyszczerzyłam oczy i patrzyłam na niego zdziwiona, a zarazem przerażona. - ale skoro ty też znasz to uczucie, to odpowiesz mi na pewne pytanie.
- n-no... - wyjąkałam przerażona. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- czy chodzi o mnie? - zapytał, a ja już po prostu odleciałam.
- no tak... - palnęłam, na co chłopak zbliżył się i delikatnie pocałował. Teraz to się wkopałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz