sobota, 24 listopada 2012
Chapter Fifteen
Oczami Vivienne
Kiedy staliśmy tak z Liam'em wtuleni w siebie na dół zszedł Zayn.
- co tu się dzieje? - spojrzał na nas zaskoczony. Nie odpowiedziałam mu, płakałam po prostu w tors blondyna. W tamtej chwili potrzebowałam by ktoś mnie przytul i powiedział głupie "będzie dobrze". - Vivienne?
- nie odzywaj się do mnie. - warknęłam tylko i odsunęłam się od Payne'a by podejść do komody z butami i wziąć swoje trampki. Mimo, że własnie pogodziłam się z Liam'em miałam dość tamtego domu, choćby tylko na kilka godzin. Słyszałam jak Zayn za mną krzyczał, ale nie miałam zamiaru się zatrzymywać.
- Viv! Malutka stój! - krzyknął po raz kolejny, tym razem obróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego groźnie.
- nie waż się powiedzieć do mnie "Viv". I daj sobie spokój, na co ci ja skoro masz Perrie? Daj mi spokój, zostaw mnie po prostu okej? Zostaw. - szepnęłam już całkiem zalana łzami. W jego oczach spostrzegłam smutek, żal, jednak wtedy to na mnie nie działało. Nie miałam zamiaru mu kolejny raz wszystkiego wybaczać. Nadal go kochałam, to prostę, ale moje zaufanie do niego powoli znikało. Przez jakąś cholerną blondynkę, która od początku miesza w naszym związku. Któregoś razu wymyśliła sobie nawet, że Zayn. Mój Zayn ma z nią dziecko. Całkiem straciła na umyśle. Wydaje mi się, że nawet pod wpływem alkoholu nie byłby tak głupi by zrobić jej dziecko.
Szłam ciemną uliczką rozmyślając nad tym wszystkim, jaki to ma jeszcze sens jeśli on mnie okłamuje? Najważniejsza osoba mojego życia czuje coś do innej. Ponownie fala łez zaczęła spływać po moich policzkach. Ufałam mu, jak nikomu innemu. Byłam wstanie dać mu wszystko. Doskonale pamiętam dzień, w którym wyznał mi miłość.
Szłam ze spuszczoną głową obserwując czubki własnych butów kiedy za mną poczułam nacisk czyjegoś ciała i ręce oplatające moją talię.
- dlaczego uciekłaś? - szepnął wprost do mojego ucha. Nie powiem ci, że cię kocham więc nawet się nie staraj...
- nie miałam po co tam zostawać. Miałeś Perrie. - posłałam mu sztuczny uśmiech, który niestety poznał. Widziałam ten niezrozumiały wzrok.
- nie chcę Perrie. - potrząsnął delikatnie głową, a jego dłonie zaczęły się nienaturalnie pocić.
- Zayn? Co ci jest? - ścisnęłam lekko jego palce w ręce.
- kocham cię. - szepnął przenosząc wzrok na moje usta. Tak, właśnie tego wtedy chciałam. Przysunęłam się do niego i złączyłam nasze usta w krótkim jednakże namiętnym pocałunku.
Przypominając sobie te wszystkie chwile płakałam jeszcze bardziej, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że mi to zrobił. Osobie, która tak bardzo go kochała. Chciałam by mnie okłamywał, by mówił że tylko ja jestem w jego sercu, że jestem tą jedyną. Chciałam być okłamywana. Nie obchodziło mnie co poczułabym dowiadując się prawdy pare lat później. Chciałam być przy nim z myślą, że kocha tylko mnie, TYLKO I WYŁĄCZNIE MNIE! Tak, byłam wtedy egoistką, lecz zakochaną egoistką. Zakochaną egoistką w głupim baranie, który nie wie czego chce.
- cholera! - rzuciłamt telefonem w pobliskie drzewo. Nie dziwne było, że rozstrzaskał się na drobne kawałeczki. Podeszłam zapłakana do resztek komórki i pozbierałam je po czym wrzuciłam do kieszeni spodni.
Oczami Zayn'a
Nadal stałem roztrzęsiony w salonie. Wzrok miałem skierowany na Liam'a, który usiadł obok Danielle. Czułem się strasznie zdezorientowany. Po pierwsze to dlaczego oni się przytulali? A po drugie to dlaczego ja to zrobiłem?
- kurwa. - warknąłem sam do siebie, a ta dwójka spojrzała na mnie. - sory.
- hej, Malik. - zawołał za mną Payne. Odwróciłem się w jego stronę, a wtedy oberwałem od niego prosto w nos. Automatycznie złapałem się za obolałe miejsce. - może i jej nie lubiłem, ale nikt kurwa nie ma prawa TAK zranić dziewczyny. Zdajesz sobie spawę co ty w ogóle zrobiłeś?!
Patrzył na mnie z pogardą, a ja miałem ochotę się rozpłakać. Tak, ja Zayn Malik miałem ochotę ryczeć jak dziecko, ryczeć za dziewczyną, którą prawdę mówiąc sam wyrzuciłem.
- nie. - szepnąłem zaciskając mocno oczy. Czułem jak z nosa oraz wargi płynie mi krew, jednak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero gdy ktoś przyłożył jakiś ręcznik do mojej twarzy otrząsnąłem się i spojrzałem na ową osobę. Miałem nadzieję... Miałem nadzieję, że to może ONA, może wróciła... Ale wszystko runęło kiedy ujrzałem rozwścieczoną twarz Danielle. Nie wiedziałem czy była zła na mnie czy na Liam'a jednak wnioskując po tym, że nie robiła tego najdelikatniej stwierdzam, że to jednak ja jestem powodem jej humoru.
- powinnam ci strzelić, wiesz o tym? - warknęła przykładając mi do ust lód.
- wiem...
- stań na jej miejscu! Co gdyby przyszła i powiedziała ci, że nadal kocha byłego?! - krzyczała na mnie, a w mych oczach wzbierały się łzy. - Zayn ona mogła się poczuć jak szmata rozumiesz?! Teraz pewnie chodzi biedna po mieście i zastanawia się co ci zrobiła. A prawda jest taka, że nic! To ty jesteś zwykłym idiotą, który nie wie czego chce!
Nie dałem rady. Strumyk łez zaczął spływać po mych polikach.
- przperaszam... - wydusiłem z siebie i poszedłem na górę. Nie interesowało mnie co oni sobie teraz o mnie pomyślą, chciałem być sam, chciałem przemyśleć to wszystko... Jedno wiem na pewno. Vivienne nie jest dla mnie nikim, a Perrie? Perrie po prostu chciała mojej sławy i tak na prawdę to chyba tęsknie jedynie za... za niczym cholera nie tęsknie! Cofnijcie czas, błagam. Pozwólcie mi nie zaczynać tych chorych spotkań, oddajcie mi Vivienne!
Oczami Vivienne
Stanęłam przed ich domem. Musiałam tam wrócić. Zostawiłam tam ubrania i aparat. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze ustami. Zrobiłam pierwszy krok, a potem wszystko szło jakby machinalnie. Weszłam tam, zobaczyłam Liam'a i Danielle. Oboje mieli zaskoczone miny, pociągnęłam tylko nosem i weszłam na górę. Złapałam za klamkę i zaciskając usta otworzyłam z impetem drzwi. Siedział na łóżku ze spuszczoną głową... płakał.
- kimkolwiek jesteś idź stąd. Chce zostać sam. - szepnął przez łzy.
- zaraz idę, nie musisz się martwić, dzwoń do niej. Zostawiam was samych. - powiedziałam próbując powstrzymać łzy. Jego głowa momentalnie się podniosła, a ciało ruszyło w moją stronę. - nawet nie próbuj, przyszłam tylko po rzeczy.
- Vivienne... przepraszam. - złapał moją dłoń. Przez ciało przeszedł mi dreszcz...
- nie dotykaj mnie! Nie chcę cię znać rozumiesz?! Ufałam ci! Jak nikomu innemu! A ty co?! Miałeś mnie za nic! Spotykałeś się z tą blondyną! Jak mogłeś Zayn?... - rozpłakałam się jeszcze bardziej i złapałam za rzeczy po czym wybiegłam. Nie miałam ochoty go widzieć. Przez najbliższe pare miesięcy...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz