sobota, 24 listopada 2012
Chapter Fourteen
Oczami Valerie
Na Tommo czekałam pod bramą. Nie chciałam siedzieć w domu. Miałam wrażenie, że mijają coraz dłuższe godziny. Mimo że od czasu tamtej dość niefajnej dla mnie, owej sytuacji, nie czułam się przy Lou zbyt komfortowo, to cholernie za nim tęskniłam. W końcu to mój przyjaciel, bez względu na to co się stanie – zawsze nim będzie.
- Valerie! - usłyszałam głos. Jednak nie był to głos Lou. - tutaj! - krzyczał nadal. Dostrzegłam Harry'ego. No, pewnie zaraz zwyzywa mnie od prostytutki, tylko dlatego, że stoję na chodniku.
- co? - spojrzałam na niego.
- nie wejdziesz do domu? - zapytał.
- nie. - odparłam oschle.
- Valerie! - usłyszałam znowu. Tym razem był to głos, na który czekałam.
- Louis! - krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. - coś ty zrobił z włosami?! Tęskniłam za tobą.
- to tylko dzień. - roześmiał się i skierował w stronę domu. Nie pasowało mi to zbyt, ale nie będę robiła z siebie dzikusa. Weszliśmy do środka. Pierwsze, co zobaczyłam, to Liam tulący Vivienne. Nie wiele z tego rozumiałam, jeszcze kilka godzin wcześniej jej nienawidził.
- o, Louis. - powiedział Harry. Nie wiedział, że wraca?
- o, Harry. - mruknął pod nosem.
- nasz Romeo i Julia! - parsknął śmiechem Harry i spojrzał na resztę, prawdopodobnie oczekiwał, że oni też zaczną się śmiać. Jednak mina pozostałych członków One Direction, jak i Danielle, wskazywała jedynie na zażenowanie jego zachowaniem. - serio? - mruknął pod nosem i poszedł do siebie.
- zachowuje się jak dzieciak. - pokręcił głową Niall. - w sumie to jest dzieciak.
Długo zastanawialiśmy się nad tym co robić. Louis stwierdził jednak, że nie jest zmęczony, więc poszliśmy na spacer. Postanowiłam, że właśnie dzisiaj mu wszystko powiem.
- wiesz... - zaczął Tomlinson. Bałam się jego słów, bałam się, że znów powie coś, przez co dalej będę się męczyć. - kocham cię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Oddałbym za ciebie życie.
No nieźle. Po tych słowach poczułam, że z każdą sekundą mojego życia, wkopuję się w to wszystko coraz bardziej.
- Louis, ja... - nie zdążyłam dokończyć, po ten pocałował mnie. Poczułam się okropnie. Nie, nie chodzi o całowanie, w tym jest akurat dobry. Chodzi o jego uczucia. Przecież ja go zranię...
- przenocujesz dziś u nas? - zapytał.
- nie wiem, czy to dobry pomysł, sam wiesz, że nie potrzebna jest w tym domu moja obecność. - wywróciłam oczami.
- nie przejmuj się Harry'm. - objął mnie ramieniem i chcąc nie chcąc, poszliśmy ponownie w stronę domu.
Miałam ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię. Żałowałam tego co zrobiłam, w sumie to żałowałam od początku. Chciałabym cofnąć czas.
Weszliśmy do domu. W salonie siedzieli tylko Li i Danielle, oglądali filmy i jedli popcorn.
- Valerie, przyjdź do mnie później, musimy pogadać. - powiedziała Dan wrzucając Liam'owi popcorn do buzi.
- nawet wiem o czym... - westchnęłam.
- o czym? - zapytał Lou, sięgający z lodówki dwie mrożone kawy.
- a wiesz... babskie sprawy. - spojrzałam na Danielle, a ta uniosła jedną brew do góry, po czym wróciła do oglądania filmu. Liam też spojrzał na mnie krzywym wzrokiem, czyżby mu powiedziała?
- chodź. - przemyślenia przerwał mi Tommo, który pociągnął mnie za rękę do pokoju.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz