sobota, 24 listopada 2012
Chapter Thirteen
Oczami Vivienne
Leżeliśmy wtuleni w siebie na skórzanej sofie w ich domu rozmyślając o przyszłości. I to nawet bardzo dalekiej przyszłości.
- a jak już ci się oświadczę... - zaczął snuć Zayn, a ja wpatrywałam się w jego twarz. Przejechałam delikatnie palcem po linie szczęki chłopaka na co on delikatnie wzdrygnął.
- kontynuuj. - zaśmiałam się na co on delikatnie musnął moje usta i zaczął mówić dalej.
- no to kiedy ci się już oświadczę to pójdziemy do MNIE! Tak do mnie, i tam spłodzę syna. - wyszczerzył się dumnie, a ja cicho zachichotałam i odwróciłam ciało w jego stronę.
- syna mówisz?
- tak, syna. A co myślisz, że nie dam rady? - prychnął pod nosem. Roześmiałam się na ten widok. - kocham twój śmiech, wiesz?
- a ja kocham ciebie, wiesz? - szepnęłam takim samym tonem jak on po czym lekko dotknęłam ustami jego obojczyka.
- wiem. - zaśmiał się. - no, ale wracając do tego syna! Kiedy już będziesz w ciąży kupimy wielki dom, byśmy pomieścili się w trójkę. Nasza sypialnia będzie wielka! Ściany będą koloru bordowego z białymi dodatkami. - wpatrywałam się w niego, a moje serce biło jak oszalałe. Za każdym razem gdy się uśmiechał, gdy zagryzał wargę, gdy patrzył na mnie. Za każdym razem czułam się ważna, czułam się KIMŚ. Przede wszystkim, a to wszystko dzięki niemu.
- słuchasz mnie? - pomachał i dłonią przed oczami. Posłałam mu lekki uśmiech i pokiwałam głową. - no to tak. Nasz syn, którego zresztą nazwiemy go Javadd! Tak, na cześć tatusia. - uśmiechnął się dumnie. Wywróciłam tylko oczami, ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął głaskać mnie po włosach.
- tak Zayn, z pewnością tak będzie. A przed tym ty, bądź ja to skończymy, albo nawet menagerowie. Życie nie jest takie piękne jak nam się wydaje, zdajesz sobie z tego sprawę?
Szepnęłam wprost w jego usta na co on automatycznie wręcz odsunął się ode mnie oburzony.
- jak możesz w ogóle o czymś takim myśleć?! Ani ja, ani menagerowie nie mamy zamiary tego kończyć! No może ty, wtedy pozwolę ci odejść... - szepnął coraz bardziej przygnębiony. Zrobiło mi się go strasznie żal. Miał rację, trochę się zapędziłam. Skoro pozwolili nam być razem dwa lata to czemu nie pozwolą nam łączyć ze sobą przyszłości?
- skarbie nikt z tego towarzystwa nie ma zamiaru odchodzić. - obdarowałam go uśmiechem. - kocham cię jak jeszcze nikogo innego i nie wydaje mi się bym miała oddejść. Przynajmniej z własnej woli. - uniosłam się do pozycji siedzącej i spoglądnęłam na niego z góry, widziałam jak wyraz jego twarzy zmienia się ze smutku na śliczny uśmiech, który kochałam.
- obiecuję, że nikt nas nie rozdzieli. - podniósł się. - ale teraz pozwól, że udam się na stronę.
Zachichotałam pod nosem i kiwnęłam twierdząco głową. Zaśmiał się razem ze mną i poszedł do łazienki. W pewnym momencie usłyszałam wibracje. Rozejrzałam się po pokoju, na drewnianej komodzie przy łóżku ujrzałam BlackBerry Mulata. Stwierdziłam, że nie mamy przed sobą tajemnic dlatego wzięłam telefon w dłoń i przeczytałam sms'a. Jednak to co tam ujrzałam nie było zbyt pocieszające.
"Ostatni spacer był wspaniały. Na prawdę świetnie się bawiłam. Może to powtórzymy? Tęsknie za Tobą, Zayn...
Perrie xx"
Nie... to nie może być prawda. Przecież mówił, że z nią skończył! Że po tym co zrobiła nie chce mieć z nią żadnych kontaktów... Jedyne co nachodziło mi do głowy to "dlaczego?". Dlaczego mnie okłamywał. Owszem, znikał co jakiś czas jednak mówił, że wychodzi z kumplami. Ufałam mu, przecież nie miałam podstaw by tego nie robić. Ale teraz już mam.
Stałam na środku pokoju z telefonem w dłoni, niedowierzającą miną i łzami spływającymi po poliku. Nie zorientowałam się nawet kiedy wyszedł z łazienki i podszedł do mnie.
- Vivienne? Co ci się stało? - nie odezwałam się. Podałam mu tylko telefon, gdy przeczytał wiadomość od blondynki momentalnie zbledł. - Viv... to nie tak. My nic...
- wiesz co?! Daruj sobie! Ona cię podle wykorzystała! Dobrze, kochałeś ją, zrozumiałam to, w końcu to zrozumiałam. Kochałeś ją, a ona cię wykorzystała, chciała po prostu wznieść jakoś LIttle Mix. Zayn powiedziała ci to prosto w oczy, a ty nadal utrzymujesz z nią kontakt?! - krzyczałam jak opętana patrząc prosto w te brązowe tęczówki, które teraz wpatrywały się we mnie z bólem.
- przepraszam... - szepnął tylko. Ujął mą dłoń, którą autmatycznie odsunęłam. - Viv, przyrzekam ci, że między nami do niczego nie doszło. My się tylko spotykaliśmy...
- ależ ja ci ufam! A raczej ufałam. Okej, nic między wami nie zaszło, ale po co się z nią spotykasz?!
Spuścił głowę i ułożył dłoń na karku. Jedna z najtrudniejszych chwil mojego życia właśnie chyba miała nastąpić w tej chwili.
- Vivienne... ja nie przestałem o niej myśleć... - podniósł głowę i spojrzał na mnie. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się jak dziecko ówcześnie wymierzając mu policzek.
- nienawidzę cię, tak bardzo cię nienawidzę... - warknęłam i wyszłam z jego pokoju. Nie widziałam nic dlatego gdy poczułam jak na kogoś wpadam zbytnio mnie nie zaskoczyło.
- przepraszam, że cię dotknęłam, już wychodzę.- szepnęłam tylko pod nosem bo zawsze, ale to zawsze gdy, na któregoś wpadałam zostałam zwyzywana.
- co ci jest? - usłyszałam głos Liam'a. Prawde mówiąc to zrobiło mi się lżej na sercu. Tak, on też mnie nie lubił jednak nie oakzywał tego tak jak chłopcy.
- okłamywał mnie... Spotykał się z Perrie, za moimi plecami. A przed chwilą mi wyznał, że coś do niej jeszcze czuje. Okej, mieliście racje. Jestem nikim, po prostu nikim. To już jest koniec, możecie się cieszyć...
Wyminęłam go i ruszyłam do wyjścia, ale coś mnie zatrzymało. Bądź raczej ktoś.
- przepraszam. - odwróciłam głowę z myślą, że to Zayn jednak przed sobą ujrzałam Payne'a.
- nie przesłyszałam się? Ty mnie przepraszasz? - pociągnęłam nosem, a ten jakgdyby nigdy nic przyciągnął mnie do siebie i wtulił w swoje ciało. Byłam zaskoczona, ale pozytywnie. Tego mi właśnie było trzeba, czyjegoś ciepła. W tamej chwili nie obchodziło mnie czy to jakiś głupi zakład czy coś, w tamtej chwili chciałam poczuć się po prostu potrzebna.
- nie rozumiem... To teraz już mogę tutaj przychodzić normalnie? I nie będzie głupich tekstów? - oparłam podbródek na jego torsie dzięki czemu mogłam obserwować twarz dziewiętnastolatka.
- z mojej strony tak. - uśmiechnął się do mnie szczerze i znów mocno przytulił.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz