wtorek, 4 grudnia 2012
Chapter Seventeen
Oczami Vivienne
Szłam jakimiś uliczkami, a w twarz wiał mi wiatr. Miałam wtedy dość wszystkiego, tego londyńskiego powietrza, dość szumu drzew, dość ptaków. W tamtej chwili nawet najcichszy szmer przyprawiał mnie o drgawki. Nawet wiewiórka, która biegała po drzewach. Miałam ochotę ją złapać i rozszarpać. Najcichszy szept działał mi na nerwach, a to wszystko przez głupiego sms'a. Może gdyby nie fakt, że to od NIEJ ta wiadomość nie zrobiłaby na mnie większego wrażenia jednak gdy to czytałam krew we mnie buzowała, a na czole pojawiały się krople potu. Byłam zazdrosna o Zayn'a. Bałam się, że ona znów okabaci go na swoją stronę, że znów będą razem. Przez tą myśl me ciało opanowały dreszcze.
- nie mogę na to pozwolić... - szepnęłam do siebie.
- na co? - usłyszalam wprost przy uchu. Serce podskoczyło mi do samego gardła, automatycznie moja dłoń wymierzyła mężczynie - jak poznałam po głosie - siarczysty policzek. Niestety, owym kimś okazał się Louis.
- czego tutaj chcesz? Wyśmiać mnie? Proszę bardzo! Czekam. - warknęłam, a on spojrzał na mnie trzymając się za policzek i co całkiem mnie zaskoczyło objął mnie ramionami. - Louis? Co ty robisz? Wiesz kim jestem?...
- tak wiem, przepraszam, ale teraz chodź ze mną do domu. - spojrzał na mnie, a ja na jego słowa parsknęłam śmiechem.
- chyba oszalałeś, nigdzie nie idę. Nie wrócę tam, nie do niego. - odepchnęłam od siebie bruneta. Nie miałam ochoty na kolejne wyzwiska, nie w tej chwili.
- uspokój się. Przepraszam, okej? Myliłem się, nie jesteś taka zła. - uśmiechnął się, a mnie to wszystko zaczęło robić się podejrzane. Liam, on? Cholera co tutaj jest grane?
- czy mi się wydaje? Co wam odbiło? - warknęłam na niego, a on ponownie mnie w siebie wtulił. Tym razem nie prostestowałam. Prawda była taka, że tego chciałam, chciałam by ktoś mnie przytulił, nieważne kto. - przykro mi jeśli chodzi o tą sytuację z Malik'iem...
- tak, mnie też. Ale spójrz Lou - teraz przynajmniej wiem, że byłam dla niego nikim, wiem że nie warto jest kochać...
- nie mów tak, to jest akurat nieprawda. On teraz siedzi roztrzęsiony w domu w swoim pokoju i nie wie co ze sobą zrobić, boi się o ciebie. Zresztą... wszyscy się o ciebie baliśmy. - spojrzał na mnie, a ja zrobiłam dziwną minę. - dobra rozumiem, prawie wszyscy, ale nie myśl, że coś bo ty nie jesteś nam obojętna.
- Louie oszukujesz sam siebie, wiesz? - zaśmiałam się poprzez łzy, które on co chwilę ścierał swoim kciukiem.
- nikt nikogo nie oszukuje, dobra może Niall jeszcze jakoś to przeżywa, ale na prawdę wbrew wszystkiemu lubimy cię tylko... po prostu zabierasz nam naszego Zayn'a rozumiesz? - posłał mi lekki uśmiech, który odwzajemniłam. - wybacz na chwilę.
Kiwnęłam lekko głową, a on odszedł kawałek i zaczął wystukiwać coś na klawiaturze telefonu, domyślałam się co robił jednak podświadomość mówiła mi, że to w sumie dobrze. Wysłał go tutaj ktoś więc martwili się, mówił prawdę. Po chwili wrócił do mnie po czym objął mnie ramieniem i ruszył w stronę domu.
- Louis ja nie chcę tam wracać... - powiedziałam zapierając się nogami, ale chłopak był silniejszy, ułożył dłonie na moich plecach i pchnął mnie przez co prawie upadłam.
- nie marudź, idziemy. Nie możesz go przecież wiecznie unikać... - odparł, a ja niechętnie pokiwałam głową, miał rację. Bądź co bądź my jednak nadal byliśmy razem. - poza tym kochasz go, prawda?
- jak nikogo innego Lou, gdybym go nie kochała nie byłabym tak zazdrosna o tego cholernego sms'a. - zaśmiałam się nerwowo. Louis obdarzył mnie tylko pocieszającym uśmiechem i uchylił drzwi. To ja musiałam wykonać pierwszy krok, nikt nie mógł zrobić tego za mnie. Może fizycznie, wtedy tak bo właśnie Tomlinson wniósł mnie do domu i postawił wprost przed drzwiami Zayn'a.
- a teraz wejdź tam i z nim pogadaj bo cię wepchnę, a wiesz że jestem do tego zdolny. - spojrzałam na niego z żądzą mordu w oczach. Roześmiał się na ten widok co i mnie przyprawiło i cichy chichot. Mina mi jednak zżędła gdy cicho zapukałam do drzwi Mulata. Jedyne co usłyszałam to cichy szloch. Czyli znów płakał, ta myśl cholernie mnie dobijała. Nienawidziłam gdy już był smutny bo i mnie wtedy krajało się serce.
Lekko uchyliłam drzwi, ujrzałam TĘ sylwetkę, a zaraz obok niej TĘ blondynkę. Wparowałam tam wściekła, a zarazem zapłakana.
- to tak mnie kochasz?! Tak kończysz te znajomość?! Przyszłam pogadać! Chciałam się pogodzić! A ty co?! Nie wierzę Zayn, cholera nie wierzę, że mogłeś mi to zrobić, i to po raz kolejny... Chciałam ci zaufać, ale mi to utrudniasz... - mój krzyk przerodził się w płacz, a jego policzki zalała większa fala łez.
- dlaczego weszłaś tu akurat teraz? Akurat wtedy gdy ona tu jest? Wtedy gdy chciałem skończyć tą znajomość, cholera co ja pierdole?! To nawet nie była znajomość! Spotkaliśmy się raz, Vivienne proszę cię... - szepnął patrząc w moją stronę, bałam się że pęknę dlatego odwróciłam wzrok.
- pamiętasz co powiedziałeś?... - szepnęłam, a ich wzrok spoczął na mnie. - że nie przestałeś o niej myśleć... To boli Zayn, to tak bardzo boli, a wiesz czemu? Bo ja nigdy, przenigdy nie miałam w głowie nic innego jak ty. Nikt inny nie zaprzątał mych myśli, rozumiesz? Dzień w dzień zastanawiam się co u ciebie. Gdy jesteście w trasie myślę tylko czy wszystko z tobą okej, gdy budzę się rano bez ciebie i tak nadal czuję twój zapach na sobie, gdy kładę się spać widzę ugiętą poduszkę i wiem, że to ty. To chore, ale prawdziwe... - mówiłam patrząc mu w czerwone od łez oczy.
- wybacz mi za to, żałuje że kiedykolwiek coś takiego powiedziałem. Nie przemyślałem tego. I tak, jestem kretynem, tępym idiotą, który mógł bądź już stracił najważniejszą osobę jego życia... - zaczął do mnie podchodzić na co ja z każdym jego krokiem się cofałam. Gdy złapał mój nadgarstek wyrwałam się.
- nie dotykaj mnie Zayn. - spojrzałam w jego brązowe tęczówki, w których ujrzałam ból. - daj mi czas by to wszystko przemyśleć. Nie mówię, że nas skreślam, ale skończ z nią.
Ostatnie zdanie warknęłam patrząc na Edwards. Wzrok znów przeniosłam na chłopaka, który wyszeptał krótkie "obiecuję" i złożył na moich wargach delikatny pocałunek.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz