niedziela, 9 grudnia 2012

Chapter Eighteen

Oczami Valerie


Siedziałam w domu, płakałam w poduszkę. Ta cała sytuacja z sekundy na sekundę stawała się dla mnie coraz cięższa. Naprawdę nie wiedziałam co robić... To było dziwne uczucie, jakbym była na rozstaju dróg – zranić go teraz, czy później. To wszystko było bez sensu.
Podniosłam do góry głowę i spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który przed chwilą wibrował – wiadomość od Lou: „błagam przyjdź... nie wiem co mam robić...”. Niewiele się zastanawiając, pobiegłam do łazienki. Zmyłam mój rozmyty na całej twarzy makijaż, założyłam buty i wybiegłam z domu.
Nie pukając wbiegłam do ich domu. To co zobaczyłam dosłownie sprawiło, że miałam ochotę się rozpłakać. Harry Styles właśnie wymieniał się śliną z byłą dziewczyną najlepszego przyjaciela. Dziewczyną, która regularnie go zdradzała i zraniła. Nie mogłam na to patrzeć. Zapomniałam o sobie i pobiegłam do pokoju Lou. Chodził roztrzęsiony po pokoju.
- nie wierzę... - powtarzał pod nosem, jakby nie zauważył, że weszłam. Po chwili spojrzał na mnie. - od razu ci to wytłumaczę. Nie jestem zazdrosny, mam ją gdzieś. Po prostu nie wierzę, że Harry mi to zrobił.
- rozumiem, Lou. - odparłam. - nawet wiem, kto ich umówił. - burknęłam pod nosem.
- kto?! - spojrzał na mnie. - chyba nie chcesz powiedzieć, że to ty...
- oszalałeś?! - wywróciłam oczami. - Danielle.
- tylko czemu to zrobiła? - powiedział po jakimś czasie. Znowu musiałam go okłamać.
- nie wiem Louis, nie wiem. - usiadłam obok niego na łóżku i objęłam rękami jego żebra.


Zasnęliśmy. Nawet nie wiem kiedy, ale zasnęliśmy. Obudził nas, w sumie to mnie, głośny trzask drzwi i przeklinanie pod nosem. Zaspana zeszłam na dół. Spojrzałam na wyraźnie wkurzonego loczka.
- ja pierdole, nigdy więcej nie pójdę na randkę z dziewczyną, z którą umówi mnie Danielle! - mówił naprawdę zdenerwowany. - o, cześć... jak ty masz właściwie na imię?
Nie wyglądał na pijanego, mimo że tak się zachowywać.
- cicho, przypominam sobie... - uniósł palec wskazujący palec do góry i spojrzał na mnie. - Valerie!
- ...aha? - patrzyłam na niego dziwnie.
- why don't you come on over, Valerie?! - zaczął się drzeć, po czym śmiać.
- okey, co ta idiotka ci dosypała? - złożyłam ręce na piersiach.
- o, ty też jej nie lubisz? - usiadł na kanapie. - słuchaj... zaprosiła mnie do domu. Zaliczyłem ją, ale jest taka beznadziejna... zawiązała mi oczy chustką. I nie wiedziałem co macam! Czy cycki, czy plecy!
Dobra, to mnie rozbawiło, ale nie będę tego okazywać.
- możecie ciszej? - do salonu zeszła Danielle... tylko tego mi było trzeba, mhm. - o, Harry, już jesteś! Jak randka z Eleanor?
- weź mi nic nie mów, nigdy więcej mnie z nikim nie umawiaj, błagam. - mówił pijąc wodę.
- dlaczego? - wyszczerzyła oczy. - przecież jest ładna, miła...
- tss, wiesz jak wyglądała nasza randka? - prychnął, a ta spojrzała na niego pytająco. - zakupy. Jestem totalnie spłukany z tego co miałem w portfelu. Dobrze, że zostawiłem resztę z domu, później poruchałem.
- o, i jak?! - uśmiechnęła się szeroko.
- ale o tym się już nie wypowiem. - spojrzał na mnie i obydwoje się zaśmialiśmy, a wściekła Danielle poszła na górę. - nie wiem po co właściwie ona mnie z nią umówiła.
- ta... ja też, ale Louis jest zły. - odparłam. - i smutny, a to twój przyjaciel.
- ma ciebie, po co mu Eleanor? - prychnął.
- tu nie chodzi o nią. - odpowiedziałam i spojrzałam na niego. - chodzi o ciebie, nie mógł uwierzyć, że mu to zrobiłeś.
- a co ja takiego zrobiłem?! - warknął. - umówiłem się z dziewczyną tylko! Zazdrosny?!
- idioto, nie rozumiesz, że umówiłeś się z Eleanor?! - podniosłam ton. Już sama byłam zdenerwowana tym co zrobił. - ona go zdradzała i zraniła, a ty się z nią pieprzysz!
- pierdol się! - poszedł na górę. Miło. Niezmiernie miło.
Lekko zdołowana i zaskoczona... choć w sumie, nie – nie byłam zaskoczona taką reakcją. To Harry Styles. Wredny cham. A ja przez chwilę pomyślałam, że się zmienił. Poszłam na górę, do Lou, który właściwie spał. Położyłam się obok niego.
Znowu się zastanawiałam i myślałam. Tym razem o Danielle, dlaczego powiedziała Liam'owi? Przecież niedawno wydawało się, że jesteśmy koleżankami, a teraz ta naskakuje na mnie z jakimiś wyssanymi z palca plotkami i zmyślonymi słowami. Nienawidzę jej.

wtorek, 4 grudnia 2012

Chapter Seventeen


Oczami Vivienne

Szłam jakimiś uliczkami, a w twarz wiał mi wiatr. Miałam wtedy dość wszystkiego, tego londyńskiego powietrza, dość szumu drzew, dość ptaków. W tamtej chwili nawet najcichszy szmer przyprawiał mnie o drgawki. Nawet wiewiórka, która biegała po drzewach. Miałam ochotę ją złapać i rozszarpać. Najcichszy szept działał mi na nerwach, a to wszystko przez głupiego sms'a. Może gdyby nie fakt, że to od NIEJ ta wiadomość nie zrobiłaby na mnie większego wrażenia jednak gdy to czytałam krew we mnie buzowała, a na czole pojawiały się krople potu. Byłam zazdrosna o Zayn'a. Bałam się, że ona znów okabaci go na swoją stronę, że znów będą razem. Przez tą myśl me ciało opanowały dreszcze.
- nie mogę na to pozwolić... - szepnęłam do siebie.
- na co? - usłyszalam wprost przy uchu. Serce podskoczyło mi do samego gardła, automatycznie moja dłoń wymierzyła mężczynie - jak poznałam po głosie - siarczysty policzek. Niestety, owym kimś okazał się Louis.
- czego tutaj chcesz? Wyśmiać mnie? Proszę bardzo! Czekam. - warknęłam, a on spojrzał na mnie trzymając się za policzek i co całkiem mnie zaskoczyło objął mnie ramionami. - Louis? Co ty robisz? Wiesz kim jestem?...
- tak wiem, przepraszam, ale teraz chodź ze mną do domu. - spojrzał na mnie, a ja na jego słowa parsknęłam śmiechem.
- chyba oszalałeś, nigdzie nie idę. Nie wrócę tam, nie do niego. - odepchnęłam od siebie bruneta. Nie miałam ochoty na kolejne wyzwiska, nie w tej chwili.
- uspokój się. Przepraszam, okej? Myliłem się, nie jesteś taka zła. - uśmiechnął się, a mnie to wszystko zaczęło robić się podejrzane. Liam, on? Cholera co tutaj jest grane?
- czy mi się wydaje? Co wam odbiło? - warknęłam na niego, a on ponownie mnie w siebie wtulił. Tym razem nie prostestowałam. Prawda była taka, że tego chciałam, chciałam by ktoś mnie przytulił, nieważne kto. - przykro mi jeśli chodzi o tą sytuację z Malik'iem...
- tak, mnie też. Ale spójrz Lou - teraz przynajmniej wiem, że byłam dla niego nikim, wiem że nie warto jest kochać...
- nie mów tak, to jest akurat nieprawda. On teraz siedzi roztrzęsiony w domu w swoim pokoju i nie wie co ze sobą zrobić, boi się o ciebie. Zresztą... wszyscy się o ciebie baliśmy. - spojrzał na mnie, a ja zrobiłam dziwną minę. - dobra rozumiem, prawie wszyscy, ale nie myśl, że coś bo ty nie jesteś nam obojętna.
- Louie oszukujesz sam siebie, wiesz? - zaśmiałam się poprzez łzy, które on co chwilę ścierał swoim kciukiem.
- nikt nikogo nie oszukuje, dobra może Niall jeszcze jakoś to przeżywa, ale na prawdę wbrew wszystkiemu lubimy cię tylko... po prostu zabierasz nam naszego Zayn'a rozumiesz? - posłał mi lekki uśmiech, który odwzajemniłam. - wybacz na chwilę.
Kiwnęłam lekko głową, a on odszedł kawałek i zaczął wystukiwać coś na klawiaturze telefonu, domyślałam się co robił jednak podświadomość mówiła mi, że to w sumie dobrze. Wysłał go tutaj ktoś więc martwili się, mówił prawdę. Po chwili wrócił do mnie po czym objął mnie ramieniem i ruszył w stronę domu.
- Louis ja nie chcę tam wracać... - powiedziałam zapierając się nogami, ale chłopak był silniejszy, ułożył dłonie na moich plecach i pchnął mnie przez co prawie upadłam.
- nie marudź, idziemy. Nie możesz go przecież wiecznie unikać... - odparł, a ja niechętnie pokiwałam głową, miał rację. Bądź co bądź my jednak nadal byliśmy razem. - poza tym kochasz go, prawda?
- jak nikogo innego Lou, gdybym go nie kochała nie byłabym tak zazdrosna o tego cholernego sms'a. - zaśmiałam się nerwowo. Louis obdarzył mnie tylko pocieszającym uśmiechem i uchylił drzwi. To ja musiałam wykonać pierwszy krok, nikt nie mógł zrobić tego za mnie. Może fizycznie, wtedy tak bo właśnie Tomlinson wniósł mnie do domu i postawił wprost przed drzwiami Zayn'a.
- a teraz wejdź tam i z nim pogadaj bo cię wepchnę, a wiesz że jestem do tego zdolny. - spojrzałam na niego z żądzą mordu w oczach. Roześmiał się na ten widok co i mnie przyprawiło i cichy chichot. Mina mi jednak zżędła gdy cicho zapukałam do drzwi Mulata. Jedyne co usłyszałam to cichy szloch. Czyli znów płakał, ta myśl cholernie mnie dobijała. Nienawidziłam gdy już był smutny bo i mnie wtedy krajało się serce.
Lekko uchyliłam drzwi, ujrzałam TĘ sylwetkę, a zaraz obok niej TĘ blondynkę. Wparowałam tam wściekła, a zarazem zapłakana.
- to tak mnie kochasz?! Tak kończysz te znajomość?! Przyszłam pogadać! Chciałam się pogodzić! A ty co?! Nie wierzę Zayn, cholera nie wierzę, że mogłeś mi to zrobić, i to po raz kolejny... Chciałam ci zaufać, ale mi to utrudniasz... - mój krzyk przerodził się w płacz, a jego policzki zalała większa fala łez.
- dlaczego weszłaś tu akurat teraz? Akurat wtedy gdy ona tu jest? Wtedy gdy chciałem skończyć tą znajomość, cholera co ja pierdole?! To nawet nie była znajomość! Spotkaliśmy się raz, Vivienne proszę cię... - szepnął patrząc w moją stronę, bałam się że pęknę dlatego odwróciłam wzrok.
- pamiętasz co powiedziałeś?... - szepnęłam, a ich wzrok spoczął na mnie. - że nie przestałeś o niej myśleć... To boli Zayn, to tak bardzo boli, a wiesz czemu? Bo ja nigdy, przenigdy nie miałam w głowie nic innego jak ty. Nikt inny nie zaprzątał mych myśli, rozumiesz? Dzień w dzień zastanawiam się co u ciebie. Gdy jesteście w trasie myślę tylko czy wszystko z tobą okej, gdy budzę się rano bez ciebie i tak nadal czuję twój zapach na sobie, gdy kładę się spać widzę ugiętą poduszkę i wiem, że to ty. To chore, ale prawdziwe... - mówiłam patrząc mu w czerwone od łez oczy.
- wybacz mi za to, żałuje że kiedykolwiek coś takiego powiedziałem. Nie przemyślałem tego. I tak, jestem kretynem, tępym idiotą, który mógł bądź już stracił najważniejszą osobę jego życia... - zaczął do mnie podchodzić na co ja z każdym jego krokiem się cofałam. Gdy złapał mój nadgarstek wyrwałam się.
- nie dotykaj mnie Zayn. - spojrzałam w jego brązowe tęczówki, w których ujrzałam ból. - daj mi czas by to wszystko przemyśleć. Nie mówię, że nas skreślam, ale skończ z nią.
Ostatnie zdanie warknęłam patrząc na Edwards. Wzrok znów przeniosłam na chłopaka, który wyszeptał krótkie "obiecuję" i złożył na moich wargach delikatny pocałunek.

sobota, 24 listopada 2012

Chapter Sixteen


Oczami Valerie


Kłótnia Zayn'a i Vivienne nie wyglądała na taką typu „po kilku dniach się pogodzimy”. Wyglądało to raczej na coś poważniejszego.
Patrzeliśmy na Zayn'a różnymi minami. Ja nie byłam w to zbyt wtajemniczona.
- no co? - warknął. - wy się nigdy ze sobą nie kłócicie?! - wrzasnął i poszedł na górę.
- pójdę do niej. - powiedziałam w stronę Tommo i skierowałam się w stronę drzwi.
- jest już późno, nie idź. - złapał mnie za rękę.
- nic mi nie będzie. - po tych słowach Tomlinson rozluźnił uścisk.
- może ja pójdę? - zaproponował. Wolałam sama do niej iść, zrozumiałybyśmy się lepiej, niż ona i Louis, przynajmniej ja tak myślę.
- nie wiem, czy to dobry pomysł. - spojrzał nam nie pytająco. - no wiesz, ty myślisz jak mężczyzna, my jak kobiety.
- chyba rozumiem. - roześmiał się. - ale może spróbuję z nią porozmawiać po mojemu?
- okey, jak wolisz. - westchnęłam, a ten założył bluzę i wyszedł z domu.
Usiadłam obok Danielle i Liam'a. Li spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem, nie wiedziałam o co chodzi.
- przysięgam ci, że jeśli zranisz Harry'ego, albo Lou, to twoja noga tu więcej nie postanie, przysięgam. - powiedział i przełączył na jakiś kanał. Spojrzałam porozumiewawczo na Danielle i poszłam na górę, a ta za mną.
- dlaczego mu powiedziałaś?! - próbowałam się opanować. Wydało się, jaka jest, naprawdę widać, jak można jej coś powiedzieć.
- to mój chłopak. Tylko Harry i Louis nie wiedzą co te twoje gierki znaczą. - odparła składając ręce na piersi. - ty chcesz wykorzystać Lou do tego, żebyś mogła być z Harry'm. Jesteś wredna, ale niestety muszę zepsuć twój plan, bo umówiłam Harry'ego z Eleanor na dziś wieczorem.
- że co?! - niemalże wrzasnęłam. Danielle, niby taka idealna, a zaczyna mnie ostro wkurzać. - nie chcę do niczego wykorzystać Lou, słyszysz siebie?! Co ty mi w ogóle zarzucasz?!
- mówię prawdę. - uniosła jedną brew do góry.
- prawdę? Nie, to nie jest prawdziwa prawda, to twoja „prawda”. - mówiłam z zaciśniętymi zębami. - nie rozumiesz sytuacji w żadnym stopniu. Co ja ci zrobiłam, że taka jesteś?
- Louis zerwał z Eleanor dla ciebie, a ona jest moją przyjaciółką! - wydarła się. - nadal nie rozumiesz?! Jesteś żałosna!
Poszła do Liam'a. Stałam z otwartą buzia. Nie wierzyłam w to, co słyszałam. Nie wierzyłam, że mnie osądza o takie rzeczy, nie wierzyłam, że to Danielle. Wydało się, jaka jest naprawdę.
W tej samej chwili ze schodów, na których stałam zszedł Styles. Poczułam wiercenie w brzuchu, tego nie można było nazwać motylkami. Naprawdę jego towarzystwo było mi teraz zbędne, nawet bardzo.
- co wy się tak drzecie? - spojrzał na mnie, a po chwili na Danielle. - człowiek się spokojnie przygotowuje do randki z niezłą dupcią, a tu takie wrzaski, przez was perfum mi wleciał do oka i szczypało!
- a kto cię na tą randkę umówił? - uśmiechnęła się dumnie Danielle. Chyba chciała mi działać na nerwy. Chyba na pewno.
- taka jedna Danielle! - przytulił ją. - dzięki.
- serio?! Eleanor?! Dziewczyna, która zdradzała twoje przyjaciela?! Przez którą cierpiał przez kilka miesięcy i nie chciał mieć do czynienia z dziewczynami?! - wrzeszczałam... w środku.
- nie ma za co, pasujecie do siebie. - odparła nadal go tuląc i kątem oka spojrzała na mnie ze złośliwym uśmiechem. Pokręciłam głową i wyszłam z ich domu.
Poczułam się strasznie. Nie dość, że od kilku dni miałam przerażająco okropne wyrzuty sumienia, to jeszcze to całe zamieszanie...
Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk SMS'a od Lou. Napisał, że znalazł Vivienne i mamy się nie martwić, bo jest wszystko dobrze. Przynajmniej jedna dobra wiadomość...

~ * ~
Łapcie dzisiejszy rozdział! Miłego czytania :) x 
@WeronikaHoralik

Chapter Fifteen


Oczami Vivienne

Kiedy staliśmy tak z Liam'em wtuleni w siebie na dół zszedł Zayn.
- co tu się dzieje? - spojrzał na nas zaskoczony. Nie odpowiedziałam mu, płakałam po prostu w tors blondyna. W tamtej chwili potrzebowałam by ktoś mnie przytul i powiedział głupie "będzie dobrze". - Vivienne?
- nie odzywaj się do mnie. - warknęłam tylko i odsunęłam się od Payne'a by podejść do komody z butami i wziąć swoje trampki. Mimo, że własnie pogodziłam się z Liam'em miałam dość tamtego domu, choćby tylko na kilka godzin. Słyszałam jak Zayn za mną krzyczał, ale nie miałam zamiaru się zatrzymywać.
- Viv! Malutka stój! - krzyknął po raz kolejny, tym razem obróciłam się na pięcie i spojrzałam na niego groźnie.
- nie waż się powiedzieć do mnie "Viv". I daj sobie spokój, na co ci ja skoro masz Perrie? Daj mi spokój, zostaw mnie po prostu okej? Zostaw. - szepnęłam już całkiem zalana łzami. W jego oczach spostrzegłam smutek, żal, jednak wtedy to na mnie nie działało. Nie miałam zamiaru mu kolejny raz wszystkiego wybaczać. Nadal go kochałam, to prostę, ale moje zaufanie do niego powoli znikało. Przez jakąś cholerną blondynkę, która od początku miesza w naszym związku. Któregoś razu wymyśliła sobie nawet, że Zayn. Mój Zayn ma z nią dziecko. Całkiem straciła na umyśle. Wydaje mi się, że nawet pod wpływem alkoholu nie byłby tak głupi by zrobić jej dziecko.
Szłam ciemną uliczką rozmyślając nad tym wszystkim, jaki to ma jeszcze sens jeśli on mnie okłamuje? Najważniejsza osoba mojego życia czuje coś do innej. Ponownie fala łez zaczęła spływać po moich policzkach. Ufałam mu, jak nikomu innemu. Byłam wstanie dać mu wszystko. Doskonale pamiętam dzień, w którym wyznał mi miłość.

Szłam ze spuszczoną głową obserwując czubki własnych butów kiedy za mną poczułam nacisk czyjegoś ciała i ręce oplatające moją talię. 
- dlaczego uciekłaś? - szepnął wprost do mojego ucha. Nie powiem ci, że cię kocham więc nawet się nie staraj... 
- nie miałam po co tam zostawać. Miałeś Perrie. - posłałam mu sztuczny uśmiech, który niestety poznał. Widziałam ten niezrozumiały wzrok. 
- nie chcę Perrie. - potrząsnął delikatnie głową, a jego dłonie zaczęły się nienaturalnie pocić. 
- Zayn? Co ci jest? - ścisnęłam lekko jego palce w ręce. 
- kocham cię. - szepnął przenosząc wzrok na moje usta. Tak, właśnie tego wtedy chciałam. Przysunęłam się do niego i złączyłam nasze usta w krótkim jednakże namiętnym pocałunku. 

Przypominając sobie te wszystkie chwile płakałam jeszcze bardziej, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że mi to zrobił. Osobie, która tak bardzo go kochała. Chciałam by mnie okłamywał, by mówił że tylko ja jestem w jego sercu, że jestem tą jedyną. Chciałam być okłamywana. Nie obchodziło mnie co poczułabym dowiadując się prawdy pare lat później. Chciałam być przy nim z myślą, że kocha tylko mnie, TYLKO I WYŁĄCZNIE MNIE! Tak, byłam wtedy egoistką, lecz zakochaną egoistką. Zakochaną egoistką w głupim baranie, który nie wie czego chce.
- cholera! - rzuciłamt telefonem w pobliskie drzewo. Nie dziwne było, że rozstrzaskał się na drobne kawałeczki. Podeszłam zapłakana do resztek komórki i pozbierałam je po czym wrzuciłam do kieszeni spodni.

Oczami Zayn'a

Nadal stałem roztrzęsiony w salonie. Wzrok miałem skierowany na Liam'a, który usiadł obok Danielle. Czułem się strasznie zdezorientowany. Po pierwsze to dlaczego oni się przytulali? A po drugie to dlaczego ja to zrobiłem?
- kurwa. - warknąłem sam do siebie, a ta dwójka spojrzała na mnie. - sory.
- hej, Malik. - zawołał za mną Payne. Odwróciłem się w jego stronę, a wtedy oberwałem od niego prosto w nos. Automatycznie złapałem się za obolałe miejsce. - może i jej nie lubiłem, ale nikt kurwa nie ma prawa TAK zranić dziewczyny. Zdajesz sobie spawę co ty w ogóle zrobiłeś?!
Patrzył na mnie z pogardą, a ja miałem ochotę się rozpłakać. Tak, ja Zayn Malik miałem ochotę ryczeć jak dziecko, ryczeć za dziewczyną, którą prawdę mówiąc sam wyrzuciłem.
- nie. - szepnąłem zaciskając mocno oczy. Czułem jak z nosa oraz wargi płynie mi krew, jednak nie zwracałem na to uwagi. Dopiero gdy ktoś przyłożył jakiś ręcznik do mojej twarzy otrząsnąłem się i spojrzałem na ową osobę. Miałem nadzieję... Miałem nadzieję, że to może ONA, może wróciła... Ale wszystko runęło kiedy ujrzałem rozwścieczoną twarz Danielle. Nie wiedziałem czy była zła na mnie czy na Liam'a jednak wnioskując po tym, że nie robiła tego najdelikatniej stwierdzam, że to jednak ja jestem powodem jej humoru.
- powinnam ci strzelić, wiesz o tym? - warknęła przykładając mi do ust lód.
- wiem...
- stań na jej miejscu! Co gdyby przyszła i powiedziała ci, że nadal kocha byłego?! - krzyczała na mnie, a w mych oczach wzbierały się łzy. - Zayn ona mogła się poczuć jak szmata rozumiesz?! Teraz pewnie chodzi biedna po mieście i zastanawia się co ci zrobiła. A prawda jest taka, że nic! To ty jesteś zwykłym idiotą, który nie wie czego chce!
Nie dałem rady. Strumyk łez zaczął spływać po mych polikach.
- przperaszam... - wydusiłem z siebie i poszedłem na górę. Nie interesowało mnie co oni sobie teraz o mnie pomyślą, chciałem być sam, chciałem przemyśleć to wszystko... Jedno wiem na pewno. Vivienne nie jest dla mnie nikim, a Perrie? Perrie po prostu chciała mojej sławy i tak na prawdę to chyba tęsknie jedynie za... za niczym cholera nie tęsknie! Cofnijcie czas, błagam. Pozwólcie mi nie zaczynać tych chorych spotkań, oddajcie mi Vivienne!

Oczami Vivienne

Stanęłam przed ich domem. Musiałam tam wrócić. Zostawiłam tam ubrania i aparat. Wzięłam głęboki wdech i wypuściłam powietrze ustami. Zrobiłam pierwszy krok, a potem wszystko szło jakby machinalnie. Weszłam tam, zobaczyłam Liam'a i Danielle. Oboje mieli zaskoczone miny, pociągnęłam tylko nosem i weszłam na górę. Złapałam za klamkę i zaciskając usta otworzyłam z impetem drzwi. Siedział na łóżku ze spuszczoną głową... płakał.
- kimkolwiek jesteś idź stąd. Chce zostać sam. - szepnął przez łzy.
- zaraz idę, nie musisz się martwić, dzwoń do niej. Zostawiam was samych. - powiedziałam próbując powstrzymać łzy. Jego głowa momentalnie się podniosła, a ciało ruszyło w moją stronę. - nawet nie próbuj, przyszłam tylko po rzeczy.
- Vivienne... przepraszam. - złapał moją dłoń. Przez ciało przeszedł mi dreszcz...
- nie dotykaj mnie! Nie chcę cię znać rozumiesz?! Ufałam ci! Jak nikomu innemu! A ty co?! Miałeś mnie za nic! Spotykałeś się z tą blondyną! Jak mogłeś Zayn?... - rozpłakałam się jeszcze bardziej i złapałam za rzeczy po czym wybiegłam. Nie miałam ochoty go widzieć. Przez najbliższe pare miesięcy...

Chapter Fourteen


Oczami Valerie


Na Tommo czekałam pod bramą. Nie chciałam siedzieć w domu. Miałam wrażenie, że mijają coraz dłuższe godziny. Mimo że od czasu tamtej dość niefajnej dla mnie, owej sytuacji, nie czułam się przy Lou zbyt komfortowo, to cholernie za nim tęskniłam. W końcu to mój przyjaciel, bez względu na to co się stanie – zawsze nim będzie.
- Valerie! - usłyszałam głos. Jednak nie był to głos Lou. - tutaj! - krzyczał nadal. Dostrzegłam Harry'ego. No, pewnie zaraz zwyzywa mnie od prostytutki, tylko dlatego, że stoję na chodniku.
- co? - spojrzałam na niego.
- nie wejdziesz do domu? - zapytał.
- nie. - odparłam oschle.
- Valerie! - usłyszałam znowu. Tym razem był to głos, na który czekałam.
- Louis! - krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. - coś ty zrobił z włosami?! Tęskniłam za tobą.
- to tylko dzień. - roześmiał się i skierował w stronę domu. Nie pasowało mi to zbyt, ale nie będę robiła z siebie dzikusa. Weszliśmy do środka. Pierwsze, co zobaczyłam, to Liam tulący Vivienne. Nie wiele z tego rozumiałam, jeszcze kilka godzin wcześniej jej nienawidził.
- o, Louis. - powiedział Harry. Nie wiedział, że wraca?
- o, Harry. - mruknął pod nosem.
- nasz Romeo i Julia! - parsknął śmiechem Harry i spojrzał na resztę, prawdopodobnie oczekiwał, że oni też zaczną się śmiać. Jednak mina pozostałych członków One Direction, jak i Danielle, wskazywała jedynie na zażenowanie jego zachowaniem. - serio? - mruknął pod nosem i poszedł do siebie.
- zachowuje się jak dzieciak. - pokręcił głową Niall. - w sumie to jest dzieciak.
Długo zastanawialiśmy się nad tym co robić. Louis stwierdził jednak, że nie jest zmęczony, więc poszliśmy na spacer. Postanowiłam, że właśnie dzisiaj mu wszystko powiem.
- wiesz... - zaczął Tomlinson. Bałam się jego słów, bałam się, że znów powie coś, przez co dalej będę się męczyć. - kocham cię. Jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Oddałbym za ciebie życie.
No nieźle. Po tych słowach poczułam, że z każdą sekundą mojego życia, wkopuję się w to wszystko coraz bardziej.
- Louis, ja... - nie zdążyłam dokończyć, po ten pocałował mnie. Poczułam się okropnie. Nie, nie chodzi o całowanie, w tym jest akurat dobry. Chodzi o jego uczucia. Przecież ja go zranię...
- przenocujesz dziś u nas? - zapytał.
- nie wiem, czy to dobry pomysł, sam wiesz, że nie potrzebna jest w tym domu moja obecność. - wywróciłam oczami.
- nie przejmuj się Harry'm. - objął mnie ramieniem i chcąc nie chcąc, poszliśmy ponownie w stronę domu.
Miałam ochotę umrzeć, zapaść się pod ziemię. Żałowałam tego co zrobiłam, w sumie to żałowałam od początku. Chciałabym cofnąć czas.
Weszliśmy do domu. W salonie siedzieli tylko Li i Danielle, oglądali filmy i jedli popcorn.
- Valerie, przyjdź do mnie później, musimy pogadać. - powiedziała Dan wrzucając Liam'owi popcorn do buzi.
- nawet wiem o czym... - westchnęłam.
- o czym? - zapytał Lou, sięgający z lodówki dwie mrożone kawy.
- a wiesz... babskie sprawy. - spojrzałam na Danielle, a ta uniosła jedną brew do góry, po czym wróciła do oglądania filmu. Liam też spojrzał na mnie krzywym wzrokiem, czyżby mu powiedziała?
- chodź. - przemyślenia przerwał mi Tommo, który pociągnął mnie za rękę do pokoju.

Chapter Thirteen


Oczami Vivienne

Leżeliśmy wtuleni w siebie na skórzanej sofie w ich domu rozmyślając o przyszłości. I to nawet bardzo dalekiej przyszłości.
- a jak już ci się oświadczę... - zaczął snuć Zayn, a ja wpatrywałam się w jego twarz. Przejechałam delikatnie palcem po linie szczęki chłopaka na co on delikatnie wzdrygnął.
- kontynuuj. - zaśmiałam się na co on delikatnie musnął moje usta i zaczął mówić dalej.
- no to kiedy ci się już oświadczę to pójdziemy do MNIE! Tak do mnie, i tam spłodzę syna. - wyszczerzył się dumnie, a ja cicho zachichotałam i odwróciłam ciało w jego stronę.
- syna mówisz?
- tak, syna. A co myślisz, że nie dam rady? - prychnął pod nosem. Roześmiałam się na ten widok. - kocham twój śmiech, wiesz?
- a ja kocham ciebie, wiesz? - szepnęłam takim samym tonem jak on po czym lekko dotknęłam ustami jego obojczyka.
- wiem. - zaśmiał się. - no, ale wracając do tego syna! Kiedy już będziesz w ciąży kupimy wielki dom, byśmy pomieścili się w trójkę. Nasza sypialnia będzie wielka! Ściany będą koloru bordowego z białymi dodatkami. - wpatrywałam się w niego, a moje serce biło jak oszalałe. Za każdym razem gdy się uśmiechał, gdy zagryzał wargę, gdy patrzył na mnie. Za każdym razem czułam się ważna, czułam się KIMŚ. Przede wszystkim, a to wszystko dzięki niemu.
- słuchasz mnie? - pomachał i dłonią przed oczami. Posłałam mu lekki uśmiech i pokiwałam głową. - no to tak. Nasz syn, którego zresztą nazwiemy go Javadd! Tak, na cześć tatusia. - uśmiechnął się dumnie. Wywróciłam tylko oczami, ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej, a on zaczął głaskać mnie po włosach.
- tak Zayn, z pewnością tak będzie. A przed tym ty, bądź ja to skończymy, albo nawet menagerowie. Życie nie jest takie piękne jak nam się wydaje, zdajesz sobie z tego sprawę?
Szepnęłam wprost w jego usta na co on automatycznie wręcz odsunął się ode mnie oburzony.
- jak możesz w ogóle o czymś takim myśleć?! Ani ja, ani menagerowie nie mamy zamiary tego kończyć! No może ty, wtedy pozwolę ci odejść... - szepnął coraz bardziej przygnębiony. Zrobiło mi się go strasznie żal. Miał rację, trochę się zapędziłam. Skoro pozwolili nam być razem dwa lata to czemu nie pozwolą nam łączyć ze sobą przyszłości?
- skarbie nikt z tego towarzystwa nie ma zamiaru odchodzić. - obdarowałam go uśmiechem. - kocham cię jak jeszcze nikogo innego i nie wydaje mi się bym miała oddejść. Przynajmniej z własnej woli. - uniosłam się do pozycji siedzącej i spoglądnęłam na niego z góry, widziałam jak wyraz jego twarzy zmienia się ze smutku na śliczny uśmiech, który kochałam.
- obiecuję, że nikt nas nie rozdzieli. - podniósł się. - ale teraz pozwól, że udam się na stronę.
Zachichotałam pod nosem i kiwnęłam twierdząco głową. Zaśmiał się razem ze mną i poszedł do łazienki. W pewnym momencie usłyszałam wibracje. Rozejrzałam się po pokoju, na drewnianej komodzie przy łóżku ujrzałam BlackBerry Mulata. Stwierdziłam, że nie mamy przed sobą tajemnic dlatego wzięłam telefon w dłoń i przeczytałam sms'a. Jednak to co tam ujrzałam nie było zbyt pocieszające.

"Ostatni spacer był wspaniały. Na prawdę świetnie się bawiłam. Może to powtórzymy? Tęsknie za Tobą, Zayn...
Perrie xx"

Nie... to nie może być prawda. Przecież mówił, że z nią skończył! Że po tym co zrobiła nie chce mieć z nią żadnych kontaktów... Jedyne co nachodziło mi do głowy to "dlaczego?". Dlaczego mnie okłamywał. Owszem, znikał co jakiś czas jednak mówił, że wychodzi z kumplami. Ufałam mu, przecież nie miałam podstaw by tego nie robić. Ale teraz już mam.
Stałam na środku pokoju z telefonem w dłoni, niedowierzającą miną i łzami spływającymi po poliku. Nie zorientowałam się nawet kiedy wyszedł z łazienki i podszedł do mnie.
 - Vivienne? Co ci się stało? - nie odezwałam się. Podałam mu tylko telefon, gdy przeczytał wiadomość od blondynki momentalnie zbledł. - Viv... to nie tak. My nic...
- wiesz co?! Daruj sobie! Ona cię podle wykorzystała! Dobrze, kochałeś ją, zrozumiałam to, w końcu to zrozumiałam. Kochałeś ją, a ona cię wykorzystała, chciała po prostu wznieść jakoś LIttle Mix. Zayn powiedziała ci to prosto w oczy, a ty nadal utrzymujesz z nią kontakt?! - krzyczałam jak opętana patrząc prosto w te brązowe tęczówki, które teraz wpatrywały się we mnie z bólem.
- przepraszam... - szepnął tylko. Ujął mą dłoń, którą autmatycznie odsunęłam. - Viv, przyrzekam ci, że między nami do niczego nie doszło. My się tylko spotykaliśmy...
- ależ ja ci ufam! A raczej ufałam. Okej, nic między wami nie zaszło, ale po co się z nią spotykasz?!
Spuścił głowę i ułożył dłoń na karku. Jedna z najtrudniejszych chwil mojego życia właśnie chyba miała nastąpić w tej chwili.
- Vivienne... ja nie przestałem o niej myśleć... - podniósł głowę i spojrzał na mnie. Nie wytrzymałam, rozpłakałam się jak dziecko ówcześnie wymierzając mu policzek.
- nienawidzę cię, tak bardzo cię nienawidzę... - warknęłam i wyszłam z jego pokoju. Nie widziałam nic dlatego gdy poczułam jak na kogoś wpadam zbytnio mnie nie zaskoczyło.
- przepraszam, że cię dotknęłam, już wychodzę.- szepnęłam tylko pod nosem bo zawsze, ale to zawsze gdy, na któregoś wpadałam zostałam zwyzywana.
- co ci jest? - usłyszałam głos Liam'a. Prawde mówiąc to zrobiło mi się lżej na sercu. Tak, on też mnie nie lubił jednak nie oakzywał tego tak jak chłopcy.
- okłamywał mnie... Spotykał się z Perrie, za moimi plecami. A przed chwilą mi wyznał, że coś do niej jeszcze czuje. Okej, mieliście racje. Jestem nikim, po prostu nikim. To już jest koniec, możecie się cieszyć...
Wyminęłam go i ruszyłam do wyjścia, ale coś mnie zatrzymało. Bądź raczej ktoś.
- przepraszam. - odwróciłam głowę z myślą, że to Zayn jednak przed sobą ujrzałam Payne'a.
- nie przesłyszałam się? Ty mnie przepraszasz? - pociągnęłam nosem, a ten jakgdyby nigdy nic przyciągnął mnie do siebie i wtulił w swoje ciało. Byłam zaskoczona, ale pozytywnie. Tego mi właśnie było trzeba, czyjegoś ciepła. W tamej chwili nie obchodziło mnie czy to jakiś głupi zakład czy coś, w tamtej chwili chciałam poczuć się po prostu potrzebna.
- nie rozumiem... To teraz już mogę tutaj przychodzić normalnie? I nie będzie głupich tekstów? - oparłam podbródek na jego torsie dzięki czemu mogłam obserwować twarz dziewiętnastolatka.
- z mojej strony tak. - uśmiechnął się do mnie szczerze i znów mocno przytulił.

Chapter Twelve


Oczami Valerie

Pogodzili się, to najważniejsze. Jak zwykle nie miałam co, robić, więc wzięłam się za czytanie książki „Pamiętnik”. Oglądałam film na podstawie tego dzieła, zafascynował mnie na tyle, aby wziąć się za książkę, mimo tego, że czytałam tylko w wolnych chwilach.
Na dzień dzisiejszy nie miałam żadnych planów, tak zwana – improwizacja. Skoro Louis ma wrócić dopiero za tydzień, stwierdzam, że chyba okrągłe siedem dni będę siedziała w domu w bokserkach i koszulce, siedząc na parapecie z książką i kubkiem kakao w ręku.
Przewracałam kolejną stronę, kiedy usłyszałam dźwięk SMS. Sprawdziłam na wyświetlaczu kto jest nadawcą – Danielle, dziewczyna Liam'a. Nie sądziłam, że kiedykolwiek napisze. Wydawała się miłą i przyjazną dziewczyną, ale nie chciałam oceniać po pozorach. Perrie też wydawała się miła, a okazała się wredną zołzą.
Wracając do treści SMS'a. Danielle napisała między innymi to, abyśmy wybrały się na zakupy w celu bliższego poznania się. Wspomniała też, że chciała wziąć z nami Vivienne, ale ona i Zayn są sobą zajęci. Odpisałam jej SMS'a z pozytywną odpowiedzią i poszłam się szykować.


Spotkałyśmy się po 16 pod domem chłopców, ponieważ Dan była z Li.
- cześć. - uśmiechnęła się szeroko. Od razu ruszyłyśmy w stronę galerii handlowej. - tak naprawdę to musimy pogadać.
- o czym? - spojrzałam na nią.
- o tobie, Harry'm i Lou. - również na mnie spojrzała. - prawie się nie znamy, ale mnie nie oszukasz. Ja wszystko widzę.
- aha... no fakt, sytuacja trochę się wymknęła spod kontroli, ale wszystko ogarnę... za jakiś czas. - westchnęłam i weszłyśmy do centrum handlowego.
Zakupiłyśmy tylko kilka ciuchów i kosmetyków, bo nie specjalnie miałyśmy ochotę na zakupy. Postanowiłyśmy wybrać się na gofry. Ruszyłyśmy w stronę kawiarni. Kiedy już dotarłyśmy, zamówiłyśmy dwie kawy i gofry z bitą śmietaną. Usiadłyśmy przy stolikach.
- w sumie to ty jesteś z Lou, czy nie? - zapytała. Nie chciałam o tym rozmawiać, ale jak mus to mus.
- to trudniejsze, niż komukolwiek się wydało, bo wpadłam w niezłe bagno. - odparłam biorąc łyk napoju.
- chyba nie jesteś... w ciąży? - spojrzała na mnie przerażona.
- nie, oszalałaś?! - zaśmiałam się. - wyznał mi miłość, a ja tak pod wpływem emocji odpowiedziałam, że odwzajemniam jego uczucie, no i tak wyszło. A kocham go tylko jako przyjaciela.
- no to się wpakowałaś. - spojrzała na mnie. - i zgaduję, że nie chcesz go zranić.
- no... - zaczęłam bawić się łyżeczką.
- i podoba ci się Harry. - uniosła jedną brew.
- co?! Nie! No co ty! - zaczęłam się wymigiwać, jednak dziewczyna nie zmieniała swojej miny, co znaczyło jedno. Nie wkręcę jej nic.
- spokojnie, nie jestem plotkarą, nic nikomu nie powiem. - uśmiechnęła się. Odwzajemniłam uśmiech.
Po zjedzeniu gofrów i wypiciu kawy, ruszyłyśmy w stronę domu.
- wiesz, że musisz to wszystko z nimi wyjaśnić? - kontynuowała Dan.
- z nimi? Chyba z Lou. - poprawiłam ją.
- nie wydaje ci się, że powinnaś powiedzieć Harry'emu? - mówiła nie patrząc na mnie.
- nie, przynajmniej nie teraz, kiedy mnie nienawidzi. - wzruszyłam ramionami. Doszłyśmy do mojego domu.
- ale przemyśl to jeszcze, bo później może być za późno. - powiedziała. - będę już szła, dzięki za zakupy.
- cześć. - uśmiechnęłam się, a ona odwzajemniła uśmiech i ruszyła w stronę domu chłopaków. - już jest za późno... - mruknęłam pod nosem.
Przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Rzuciłam torbę na fotel i rzuciłam się na kanapę. Po chwili usłyszałam wibrację w telefonie. Louis.
- cześć Louis. - uśmiechnęłam się do słuchawki. - co słychać?
- cześć. - odpowiedział. - przemyślałem wszystko i stwierdziłem, że nie ma sensu kryć się w Doncaster. Jeszcze dziś wieczorem będę u chłopców, wpadniesz?
- nie wiem, sam wiesz, że niektórzy nie potrzebują mojego towarzystwa. - westchnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- ale ja potrzebuję. - odparł. Nie powiem, poczułam się lepiej. Było mi miło, że znaczę dla kogoś tak dużo. - to jak?
- postaram się. - zapewniłam.
- Louis, idziemy? - usłyszałam głos Lottie.
- tak, już. - odpowiedział. - muszę kończyć, będę najwcześniej po 20.
- spróbuję przyjechać, trzymaj się. - rozłączyłam się. No, dostałam przynajmniej jedną dobrą wiadomość.

Chapter Eleven


Oczami Vivienne

Siedziałam rozstrzęsiona wtulając głowę w uda Valerie. Po tym co przed chwilą się stało miałam ochotę umrzeć. Zostawić wszystko i zniknąć z tego świata.
- wytłumacz mi co się takiego stało... - szepnęła mi we włosy przyjaciółka. Byłam jej wdzięczna, że jest ze mną kiedy sama ma problemy.
- no bo... - zaszlochałam i uniosłam się po czym ułożyłam głowę na jej ramieniu. - no bo rano kiedy przepraszał mnie za to co się stało ja...
- ćśśśś, spokojnie... - zaczęła głaskać mnie po głowie, ponieważ głos zaczął mi się łamać, nie mogłam do siebie dopuścić myśli, że właśnie się pokłóciliśmy. Nigdy się nie kłóciliśmy...
- ja wtedy poprosiłam go... By... No żeby odszedł z zespołu bo... - zaczęłam szlochać bardziej na co ona objęła mnie ramionami i mocno w siebie wtuliła. - bo nie wytrzymam tego dłużej... A on... On zaczął krzyczeć, że jestem... Jestem wariatką... I nie... Nie dziwi się, że mnie nie lubią... Ale to już słyszałaś...
Przy ostatnim słowie głos całkiem mi się załamał. Moim ciałem wstrząsnęła fala płaczu, a dłonie zaczęły mimowolnie zaciskać się na poduszkach z sofy.
- proszę zabij mnie. Jestem idiotką... Tak bardzo go kocham. - łkałam i rzuciłam się na jej kolana.
- nie mów tak, on ciebie też kocha... - szeptała w mój kark, który delikatnie musnęła ustami. - nie płacz już...
- skąd wiesz, że mnie kocha?! - krzyknęłam zrezygnowana. Bałam się, że to był koniec, koniec Vayn'a. Nie dałabym sobie rady, już teraz z moją psychiką było źle. Miałam ochotę rzucić się pod ziemię.
- gdyby cię nie kochał nie stałby właśnie za tobą. - szepnęła mi do ucha na co ja momentalnie odwróciłam się w tył. Faktycznie tam stał jednak jego mina nie wyrażała nic dobrego.
- nie przyszedłem cię przeprosić. - rzucił obojętnie. - przyszedłem po prostu powiedzieć byś przez najbliższy czas nie przychodziła do nas. Ani ja, ani chłopcy nie mamy ochoty cię widzieć.
Zabolało, tak bardzo zabolało. Jak jeszcze nic dotąd. Valerie złapała mnie za głowę i ulożyła ją na sofie po czym podeszła do niego i tak po prostu wymierzyła mu policzek.
- jak ty w ogóle śmiesz coś takiego mówić?! Ona tutaj płacze przez ciebie! Cierpi, a ty masz czelność przyleźć tutaj i mówić takie rzeczy?! - i znów strzeliła mu otwartą dłonią w szczękę na co tamten zacisnął dłonie w pięści. Widziałam jak jego żyły się naprężyły, a ciało zaczęło drżeć. Złapałam Val za rękę i odciągnęłam ją od niego bo dobrze wiedziałam, że może to się źle skończyć. Na jej miejscu stanęłam ja, spojrzałam mu prosto w oczy.
- uderz mnie, no proszę. - szepnęłam, jednak z moich oczu wciąż leciały łzy. Poczułam ciepłą dłoń na policzku, przymknęłam oczy i czekałam na uderzenie z jego strony jednak jedyne co poczułam to słodki pocałunek na ustach.
- przepraszam, nie powinienem tego mówić, ale jestem na prawdę zły. Choć nie potrafię się na ciebie długo gniewać, ale dobrze wiesz jak ważny jest dla mnie zespół. Nie rozumiem jak mogłaś od tak powiedzieć bym to rzucił. Tak, dobrze wiem, że powiedziałem za dużo i przepraszam za co. Naprawdę cię mała przepraszam. - zaczął masować kciukiem mój polik, a ja po prostu stanęłam na palcach i złożyłam na jego ustach słodki pocałunek.
- po przemyśleniu tego przepraszam cię. Teraz rozumiem, ja byłam wtedy po prostu jeszcze pod wpływem emocji, wczorajszych emocji. Przepraszam skarbie, ja... ja obiecuję, że nie pokażę się u was przez najbliższy rok. - mruknęłam mu w usta na co on roześmiał się i wtulił mnie w siebie. Pokłóciliśmy się kilka godzin temu, a ja tak bardzo tęskniłam za tym zapachem, za dotykiem.
- przepraszam też za to co powiedziałem przed chwilą. W sumie to może i lepiej byśmy nie pokazywali się tam razem. Na razie przynajmniej nie. - szepnął i ponownie musnął moje usta. Poczułam się szcześliwa. Tak jak jeszcze wczoraj. Mimo tego, że poczułam się przez niego okropnie kocham tego chłopaka jak nikogo innego i nie pozwolę mu odejść. Co by się nie stało. Kiedy po raz kolejny się pocałowaliśmy usłyszeliśmy za sobą Valerie:
- awwwwwwwwwwwwwwww, jesteście słodcy. - uśmiechnęła się, oboje na nią spojrzeliśmy. - oj no co? Może i nadal jestem na ciebie zła, że ją tak potraktowałeś to jesteście na prawde słodcy!
Roześmiałam się, a zaraz po mnie Zayn, który objął moje drobne ciało ramieniem.
- dobra, dobra. Nie będę wam przeszkadzać, już idę no. - mruknęła pod nosem i wyszła z mieszkania całując mój polik na pożegnanie. Gdy usłyszeliśmy trzask drzwi spojrzałam na chłopaka, zarzuciłam mu ręce na szyje i splotłam swoje palce na jego karku.
- kocham cię, i raz jeszcze przepraszam za to co wtedy powiedziałam. To było głupię i ja też się nie dziwię, że mnie nie lubią...
- nie mów tak, wtedy to ja przesadziłem, i to ostro bo oni nie mają prawa cię nie lubić tak naprawdę, nie znają cię, a ja znam bardzo dobrze i kocham cię taką jaką jesteś. Może i nawet wariatkę, ale kocham. - szepnął wprost w me wargi. W moim brzuchu po raz kolejny pojawiło się stado motyli, a żołądek zaczął niesamowicie kłuć. Tak, kochałam go, jak żadnego innego.

Chapter Ten


Oczami Valerie

Czekałam na Lou ponad dwie godziny. Bałam się jak nigdy wcześniej, a winą nie obarczałam nikogo innego jak siebie. Nawet nie wiem, czy chłopcy wiedzieli, że tu jestem, wszyscy w sumie spali. A ja – jak u siebie – siedziałam na kanapie i czekałam aż wróci. Mówiłam sobie, że nie pójdę do domu dopóki nie wróci. Chociaż było mi głupio. Nie byłam u siebie i siedziałam sama. Ale tak strasznie się o niego bałam, że nie mogłam wysiedzieć. Wstawałam, chodziłam bezsensownie po salonie zanosząc się płaczem.
Nagle usłyszałam, otwieranie drzwi. Pełna nadziei, że to mój przyja... chłopak... spojrzałam na drzwi. Niestety rozczarowałam się, drzwi nadal były zamknięte. Spojrzałam więc w prawo – ktoś schodził z góry. Kto? Styles.
- czemu ty tu jeszcze jesteś? - usłyszałam jego zaspany, zachrypnięty głos.
- czekam na Lou. - usiadłam na kanapie.
- aha. - odparł przecierając oczy i sięgnął z lodówki mleko, które upuścił, przez co się wylało. - możesz to wytrzeć skoro siedzisz tu bez pytania.
Nie odpowiedziałam, nie chciałam wszczynać kłótni. Po chwili znowu usłyszałam otwieranie drzwi. Loczek tylko prychnął w moją stronę i poszedł na górę. Rozpieszczone dziecko, co ja w nim widzę? Boże, to takie głupie uczucie. Oddałabym za niego wszystko, chociaż jest taki wredny...


Poczułam, jak ktoś szarpie mnie za ramiona. Otworzyłam oczy i spojrzałam na ludzi dookoła.
- co jest? - spojrzałam na osobę która mnie wybudziła.
- twój książę się znalazł. - powiedział Harry. - jest w Doncaster, wróci za tydzień. Powiedział, żebyś się nie martwiła, i że cię kocha. - po tych słowach prychnął.
- przeprosiłeś go przynajmniej?
- kim ty jesteś żeby do mnie tak mówić? - znowu prychnął i usiadł na końcu kanapy, po czym włączył telewizor.
- nie no, po prostu wypadałoby. - wzruszyłam ramionami.
- to on obił mi całą twarz, nie będę nikogo przepraszał!
- a ty obiłeś mi! - zacisnęłam zęby. Nie liczyłam na przeprosiny, czy cokolwiek, po prostu chciałam, żeby Larry się pogodził.
- wczoraj przeprosiłem, myślisz, że zrobię to drugi raz? - prychnął ponownie.
- przestań prychać. - odparłam.
- bo co? Jestem u siebie. - rozwalił się na kanapie i położył mi nogi na uda. Czy on jest normalny?
Wyszłam z domu. Wychodząc, natknęłam się na Niall'a.
- wychodzisz? - zapytał.
- tak, ktoś tu nie chce mojego towarzystwa. - zmarszczyłam brwi. - ale to nic nowego, co tam?
- nic, kupiłem coś na śniadanie, nie zjesz z nami? - zapytał machając mi jakąś reklamówką przed oczami.
- nie, raczej nie. - uśmiechnęłam się. - pójdę już.
- jak chcesz, cześć. - odwzajemnił uśmiech.
- pa. - odparłam i odeszłam. Nie miałam gdzie iść, skoro Lou wyjechał. Postanowiłam iść więc do Vivienne, mimo że był u niej Zayn.
Znowu zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak mogłam palnąć, że też kocham Lou. Przecież go kocham jako przyjaciela, narobiłam mu tylko nadzieję. A co jest najgorsze? To, że to mój przyjaciel, a ja go oszukałam, podle oszukałam.
Zapukałam do drzwi. Nikt nie otwierał, mimo że pukałam dość długo. Drzwi były otwarte, więc weszłam.
- nie, to ty jesteś jakaś dzika, nie dziwię się, że cię nie lubią! - darł się Zayn w stronę Viv.
- nie krzycz na mnie... - odparła cicho.
- jesteś jakaś nienormalna! - wyszedł zdenerwowany z domu, potrącając mnie przy tym ramieniem tak, że o mało się nie przewróciłam. Spojrzałam na zapłakaną Vivienne, podeszłam do niej i przytuliłam ją.
- chodź, wszystko mi opowiesz. - powiedziałam i poszłyśmy na górę.

Chapter Nine


Oczami Vivienne

Drżącym ciałem weszłam do kuchni gdzie ujrzałam Blondyna wymierzającego cios mojemu facetowi, którego żyły zaczęły buzować. Wiedziałam, że źle się to skończy dla obojga z nich dlatego złapałam Niall'a za rękaw by go odciągnąć jednak nie zdążyłam. Zayn dorwał się do niego i zaczął okładać jego twarz pięściami.
- Zayn przestań! Uspokój się! - zaczęłam go odciągać jednak to nic nie dawało. Widziałam żądze mordu w oczach szatyna i strach u Irlandczyka.
- uderzył mnie, szmaciarz mnie kurwa uderzył! - krzyczał coraz mocniej bijąc Horan'a. Me ciało drżało, a poliki stawały się coraz bardziej mokre.
- błagam przestań... - załkałam na co on zatrzymał pięść przy twarzy Nialler'a. Przeniósł wzrok na mnie i nadal trzęsącymi się dłońmi wtulił mnie w siebie. Spojrzał ostatni raz z pogardą na swojego chyba już byłego przyjaciela po czym ciągnąc mnie za sobą wyszedł z domu.
- boję się Zayn, jest już grubo po drugiej w nocy... - szepnęłam na co on objął mnie mocno ramieniem i cmoknął w czubek głowy. Automatycznie poczułam się bezpieczna. Mimo, że on nadal się lekko trząsł czułam, że nic mi nie zrobi.
- już wszystko dobrze maleńka... - pocałował mnie w czoło, ułożył dłonie na mych pośladkach i ruszył w stronę mego domu. Także i moim zdaniem dobrym pomysłem było spędzić dzisiejszą noc u mnie, zdala od Harry'ego i Niall'a, jednakże miałam nadzieję, że to wszystko szybko się rozwiąże bo myśl, że skłóciłam One Direction męczyłaby mnie do końca życia. Fanki rozszarpałyby mnie na strzępy o ile sama bym wcześniej tego nie zrobiła.
- przepraszam, przepraszam za to co stało się u was w domu. - szepnęłam na co on spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- nic nie było twoją winą, to oni przesadzili. Dobrze wiedzieli jakim dażę cię uczuciem, dobrze wiedzieli też jak denerwują mnie ich głupie teksty, ale dziś już przesadzili. Nie pozwolę by ktokolwiek cię tak traktował, rozumiesz? - przyłożył nos do mojego policzka na co ja delikatnie pokiwałam głową i musnęłam te malinowe usta, które tak bardzo kochałam. Mulat uśmiechnął się do mnie po czym otworzył drzwi stawiając mnie na ganku.
- jest u ciebie ktoś w domu? - szepnął otwierając drzwi. Mieszkałam z rodzicami, mimo moich dziewiętnastu lat ja nadal z nimi mieszkam i nie wstydzę się tego bo są wspaniałymi ludźmi.
- nie, spokojnie. - uśmiechnęłam się delikatnie i otwarłam drzwi na szerz wpuszczając go tym samym do korytarza.
- miałem nadzieję na romatyczny wieczór we dwoje, a nie na jakieś bójki przez moich pseudo przyjaciół. - westchnął rzucając się na sofę. Wydęłam wargę i usiadłam na wolnym miejscu przy jego brzuchu układając dłoń na policzku chłopaka. Tak strasznie było mi go szkoda, może i nie starał się zbyt nad tym wieczorem fizycznie jednak widziałam, że psychicznie był poddenerwowany, zresztą jak zwykle gdy dochodziło między nami do jakichkolwiek zbliżeń. Nawet pocałunków.
- kocham cię, malutka. - usłyszałam szept dzięki któremu momentalnie uśmiech pojawił się na mojej twarzy, tak wspaniale było słyszeć to z jego ust.
- ja ciebie też kocham, Zayn. - lekko się nad nim nachyliłam na co on odpowiedział mi namiętnym pocałunkiem, który odwzajemniłam. Przełożył me ciało z łatwością przez siebie tak, że teraz on był nade mną. Ułożył swe dłonie po obu stronach mej głowy i stanął na czworakach okrakiem nad moim ciałem. Musnęłam palcami jego policzek przez co jego ciało zadrżało. Uśmiechnęłam się poprzez pocałunek, a on odsunął ode mnie delikatnie swoje usta i oparł swe czoło o moje.
- na prawdę cię kocham, kiciu. - zaśmiałam się przy czym musnęłam jego wargi.
- tak, ja ciebie też. A jak z tobą? Uspokoiłeś się? - zmarszczyłam brwi co miało oznaczać się martwię i on to doskonale wiedział bo pokiwał tylko głową i podniósł się, a po chwili także i mnie.
- co chcesz robić? - przyłożył usta do mej głowy gdzie zaczął składać delikatnie pocałunki, a ja przy każdym drżałam.
- nie wiem, chodźmy spać może, co? - roześmiałam się nerwowo, na co on mruknął krótkie "mhm" jednak żadne z nas nie miało zamiaru podnieść się z kanapy i iść do łazienki by wziąć choć krótki prysznic. Pocałunki Mulata przeniosły się na mą szyję. W tamtej chwili czułam, że nie wytrzymam za chwilę i po prostu się na niego rzucę dlatego szybko wstałam i ruszyłam do łazienki, ostatnie co usłyszałam to donośny śmiech Zayn'a. Potem odkręciłam kurek od wody.
Po około godzinie wróciłam do salonu, a to co tam ujrzałam przyprawiło mnie o uśmiech na twarzy. Znany na cały świat Bradford Bad Boi spał właśnie na mojej kanapie wtulony w misia. To było na prawde słodkie dlatego postanowiłam go nie budzić i sama udałam się na górę gdzie ułożyłam się w łóżku. Zaśnięcie nie zajęło mi za wiele czasu, nie minęło kilka minut kiedy Morfeusz zabrał mnie w swą krainę potocznie nazywaną snem.

Chapter Eight


Oczami Valerie

Weszliśmy do domu chłopców. Już wcześniej słyszałam jakieś wrzaski pochodzące stąd, ale byłam zbyt zajęta myśleniem nad moją głupotą niż nad krzykami.
- kochani jesteśmy! - krzyknął Louis. - gdzie oni są?
Poszedł na górę, więc poszłam za nim. Gorszego widoku chyba nie mogłam zobaczyć. Prawdopodobnie była tutaj jakaś bójka, gdyż Styles i Horan byli trochę zakrwawieni.
- co tu się działo? - spojrzał na Zayn'a, a po chwili na Vivienne. Natomiast ja czułam na sobie wzrok praktycznie wszystkich osób będących w tym pomieszczeniu.
- znowu przyprowadził tą szmatę. - syknął Harry.- widzę, że ty nie lepszy.
- zamknij pysk. - powiedzieli równo Louis i Zayn. Nie przewidywałam nic dobrego. Chłopaki zeszli na dół, natomiast ja zostałam z Vivienne.
- nic ci nie jest? - spojrzałam na dziewczynę, która tylko przelotnie obdarzyła mnie wzrokiem, schowała twarz w dłoniach i wybuchła spazmatycznym płaczem.
- nie wytrzymam tak dłużej. - mówiła szlochając.
- no już, nie płacz. - przytuliłam ją, tym samym pozwalając jej wypłakać się w ramię.
- oni wszystko zniszczą... - zanosiła się płaczem. - przecież ja go kocham, nie robię nic złego! Prawda?!
- spokojnie... - pogładziłam ją ręką po plecach. - jasne, że nie robisz, wręcz przeciwnie. Uszczęśliwiasz go, a oni robią te złe rzeczy.
Minęło trochę czasu, zanim Vivienne uspokoiła się, ale warto było czekać. Mogłyśmy w spokoju porozmawiasz.
- a co u was? - spojrzała na mnie. Nie powiem, zatkało mnie trochę. Nie ma przecież żadnych „nas”... Jest Louis i Valerie. Nie ma „nas”... - jesteście już razem?
- Viv, wiesz... w sumie to... mogę się ciebie poradzić? - spojrzałam na nią zmieszana.
- jeszcze pytasz? - zaśmiała się melodyjnie.
- bo w sumie to Louis to mój przyjaciel... i on dzisiaj zrobił coś cholernie nie na miejscu. - po tych słowach przyjaciółka spojrzała na mnie zdumiona.
- wy chyba nie ten... wy razem... spaliście? - mówiła szeptem.
- Boże, nie! - zaśmiałam się, mimo iż sytuacja wcale mnie nie bawiła. - on... wyznał mi miłość.
Vivienne kilka sekund siedziała cicho, jednak po chwili wybuchnęła szczęściem i rzuciła mi się na szyję.
- Valerie, to cudownie! - piszczała uradowana. Nie wiem, co ją tak radowało.
- nie, to nie cudownie. - spojrzała nam nie pytająco. - bo ja go kocham, ale jako przyjaciela... nikogo więcej, rozumiesz?
- ale powiedziałaś mu to? - uniosła brew.
- no... tak jakby nie... - zagryzłam dolną wargę.
- to co żeś ty mu nagadała?! - wstała i uniosła głos.
- nie krzycz, bo przyjdą! - przyłożyłam palec do ust, po czym spojrzałam na drzwi i z powrotem przeniosłam wzrok na przyjaciółkę. - no... że też go kocham...
Brunetka patrzyła na mnie jakby... zszokowana, zła i rozbawiona.
- jak to? - złożyła ręce na piersiach i przyglądała się mi.
- to było tak wiesz, pod wpływem chwili... - mówiłam gryząc wargi. - naprawdę mi na nim zależy i nie chcę, żeby cierpiał przez moje odrzucenie...
- nie rozumiesz, że teraz będzie cierpiał podwójnie?! - uniosła ton. Pewnie kontynuowałybyśmy rozmowę, gdyby nie przerażający huk z dołu. Spojrzałyśmy na siebie porozumiewawczo i zbiegłyśmy na dół. Co zastałyśmy?
- szmata! - wrzeszczał Styles, kiedy Tomlinson obkładał go pięściami. Horror.
- możesz tak mówić jak spojrzysz w lustro. - mówił Louis. Miałam wrażenie, że zaraz się rozpłaczę. I nie, nie przez Harry'ego. Przez to, że podle potraktowałam Tommo, postawił mnie teraz we wstrząsającej sytuacji.
- przestańcie! - warknęłam. - Louis, odejdź, przestań!
Nikt nie zważał uwagi na moje słowa. Tymczasem Vivienne poszła uspakajać Irlandczyka i Zayn'a, którzy właśnie wymieniali między sobą dość nieprzyjemne słowa.
- twoja sucz przyszła! - mówił Styles. Nie ruszały mnie jego słowa, co było bardzo dziwne, bo zazwyczaj bolały mnie te wyrazy.
- zamknij ryj! - uderzył go w twarz po raz kolejny. Wkroczyłam w akcje, stanęłam między nimi, co było nie najlepszym pomysłem. Dlaczego? Otóż już po kilku sekundach poczułam silny i mocny ból w lewym policzku. Spojrzałam na chłopaków. Tomlinson patrzył wręcz wściekły na Harry'ego. Zaciskał zęby, a jego ręce trzęsły się, jakby miał padaczkę. Loczek zaś patrzył na mnie przerażony z uchyloną buzią.
- Boże... przepraszam... - wydusił z siebie.
- zabiję cię skurwielu! - wydarł się Tomlinson, a ja ponowiłam próbę odciągnięcia go on 18-latka.
- Louis do cholery! - wrzasnęłam, a ten spojrzał na mnie wściekłym wzrokiem i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Gdy już przeniosłam wzrok z drzwi na Harry'ego, nie zobaczyłam nic nowego. Nadal patrzy przerażony, tyle, że teraz z rozwaloną wargą w  trzech miejscach.
- n-nic ci... nie jest? - patrzył na mnie, jak na zjawę.
- ciekawe, że pytasz. - uśmiechnęłam się sarkastycznie i poszłam do kuchni. Chwilę potrwało, zanim ktoś z tamtego pomieszczenia mnie zauważył, chociaż wolałabym, żeby jednak tak się nie stało.
- a tej co? - roześmiał się Niall. W tej samej chwili do kuchni wszedł Harry. Niall wyszczerzył szeroko oczy. - nie gadaj, że się biliście...
- można tak powiedzieć. - syknął i wyjął z zamrażalnika dwie mrożonki, po czym jedną przyłożył sobie pod oko, a drugą mi, co mnie zdziwiło. - przepraszam.
- daj sobie spokój. - zabrałam mu mrożonkę i poszłam do salonu. Usiadłam i zaczęłam wydzwanianie do Lou. Na marne, nie odebrał ani jednego z moim 50-ciu telefonów...

Chapter Seven


Oczami Vivienne

Złapałam pierwsze co miałam pod ręką. Owym czymś okazał się być telefon chłopaka. Ścisnęłam go w dłoniach, a Mulat jeszcze tylko raz wykonał mocne pchnięcie i oboje byśmy oboje opadli na łóżko spełnieni, a zarazem przemęczeni tym co się przed chwilą stało.
- matko, Zayn... - mruknęłam tylko rysując opuszkami palców kółeczka na jego przepoconych, nagich plecach.
- tak, ja ciebie też kocham Viv. - szepnął mi wprost do ucha, a ja zadrżałam jak za każdym razem gdy tak robił. W pewnej chwili doszedł do moich uszu dźwięk sms z jego telefonu.
- "skończyliście już?" - przeczytał na głos Zayn po czym wystukał krótkie "nie". Nadal we mnie będąc zaczął obrzucać moją szyję pocałunkami i delikatnie znów poruszać biodrami.
- misiu, kocham cię, ale nie dam rady jeszcze raz. - zaśmiałam się na co on wyszedł ze mnie i uśmiechnął się perliście. Nagle usłyszeliśmy trzask drzwi i jakieś krzyki.
- najgorsza impreza na jakiej byłem! - powiedział chłopak z irlandzkim akcentem.
- dziewczyny też jakieś takie... nijakie. - mruknął drugi zachrypnięty głos.
- Zayn! Lou! - po raz kolejny usłyszałam Blondasa. - jesteśmy!
- cholera... - poczułam oddech na swoich ustach.
- schowasz mnie w szafie jak w jakieś taniej komedii romantycznej? - roześmiałam się jednakże Mulatowi nie było do śmiechu. Podniósł się z łóżka i szybko nałożył na siebie jakieś bokserki i jeansy.
- trzymaj, załóż to. - rzucił we mnie jakąś koszulę.
- a coś pod spód?
Rzucił we mnie także po chwili jakimiś bokserkami, którymi chcąc czy nie dotałam w twarz. Zmarszczyłam delikatnie nos i nałożyłam je na siebie.
- Zayn! Lou!! Gdzie wy cholera jesteście?!
- MALIK!! TOMLINSON!! - zaczęli nawoływać, a ja poczułam że jestem coraz bardziej przerażona.
- jestem! czekajcie! - odkrzyknął mój facet i spojrzał na mnie. - mała, spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie wykręcając palce w każdą stronę świata.
- przestań się okaleczać. Będzie okej, przecież cię nie pobiją. - zaśmiał się po czym objął me drobne ciało swymi silnymi ramionami.
- fizycznie może i nie... - szepnęłam wtulając się w niego. Niestety w pewym momencie drzwi od pokoju Malik'a otwarły się i zobaczyliśmy tam Harry'ego.
- o kurwa, fu! Zayn bo jeszcze zarazisz się jakimś syfem! - zaczął wykrzykiwać, a mnie się oczy zaszkliły. - taka fajna koszula... Chciałem ją od ciebie pożyczyć, ale teraz to na spalenie...
- zamknij się Styles! Nie mów tak o niej! Wyjdź stąd! - oburzył się Zayn po czym zatrzasnął mu drzwi przed nosem. Potem tylko usłyszeliśmy ich rozmowę:
- i co? Znalazłeś któregoś? - pod drzwiami pojawił się także irlandczyk.
- mam Zayn'a, ale właśnie chyba pieprzył się z tą swoją dziwką. - w tym momencie złapałam Mulata za rękę bo szarpnął się do drzwi.
- znowu? Jak on się nie brzydzi?!
- o weź, Nialler... Na jego miejscu codziennie brałbym kąpałbym się w rozpuszczalniku. - mruknął, a Mulat wyrwał się z mojego uściku i otworzył drzwi by uderzyć lokowatego w twarz uprzednio zwijając dłoń w pięść.
- i nie waż się jeszcze raz powiedzieć coś takiego o Vivienne. - warknął grożąc mu palcem, który po chwili przeniósł na blondyna. -  ciebie też się to tyczy.
Czułam na sobie morderczy wzrok Horan'a. Podeszłam przerażona do najmłodszego z zespołu i zaczęłam wycierać krew z jego warki skrawkiem koszuli. Jednak gdy się ocknął odskoczył ode mnie.
- a weź! Nie dotykaj mnie!
- Harry. - powiedział zdenerwowany już do granic możliwości Zayn, który wsunął palce pomiędzy moje.
- przepraszam... Chciałam pomóc... - szepnęłam znów zabierając się za wyginanie swoich palcy.
- to wyjdź. - zaśmiał się Blondyn przez co wylądował na ziemi trzymając się za polik podobnie jak jego kumpel.
- Zayn przestań, nie warto...
- warto, nie pozwolę by ktokolwiek cię obrażał. - spojrzał na nich z pogardą po czym wprowadził mnie do pokoju. Widziałam jak jego żyły napieły się, a policzki nabrały czerwonego koloru.
- Zayn spokojnie... Nic takiego się nie stało... - szepnęłam na co on zaczął nerwowo oddychać przez nos.
- nic się nie stało?! Nic się cholera nie stało?! - zaczął na mnie krzyczeć kiedy usłyszeliśmy ponowny trzask drzwi.
- kochani jesteśmy! - wydarł się Tomlinson, a ja poczułam jak kamień spada mi z serca. Właśnie chyba zapobiegli niezłej awanturze.

Chapter Six


Oczami Valerie

Jak na polecenie, wyszłam z domu Vivienne. Dojście do domu chłopców zajęło mi niecałe kilka minut. Zapukałam i weszłam do środka. Tomlinson właśnie siedział na kanapie, jadł jakieś chrupki i oglądał telewizję.
- cześć. - powiedziałam z szerokim, mimo że nie do końca szczerym uśmiechem na twarzy. - co robisz?
- oglądam telewizję i jem chrupki. - spojrzał na mnie. - no i siedzę na kanapie.
- ciekawe zajęcia. - usiadłam obok niego. - przejdziemy się gdzieś?
- to znaczy? - oderwał wzrok od ekranu telewizora i spojrzał na mnie.
- kino? - zaproponowałam po chwili namysłu.
- porywasz mnie na randkę? - objął mnie ramieniem, zaśmiał się i uniósł jedną brew.
- nie, głupku! - walnęłam go z pięści w ramię. - po prostu muszę wyciągnąć cię z domu, bo Zayn i Vivienne... no wiesz.
- wiem. - zaśmiał się. - okey, pójdę się przebrać.
Wstał i zniknął za drzwiami swojego pokoju. Ja wstałam i oczywiście jak to ja – wścibska i bezwstydna Valerie – zaczęłam oglądać jego zdjęcia z albumu. Były tam głównie zdjęcia ze szczupłą brunetką o dość niewyjściowej twarzy.
- a jednak Harry nie kłamał z tą twoją wścibskością. - zaśmiał się i zabrał mi album ze zdjęciami, po czym spojrzał przelotnie na zdjęcie, zamknął go i odłożył do szafki.
Założyliśmy buty i wyszliśmy z domu. Szliśmy w ciszy. Chciałam go zapytać, kim ona jest, nie kojarzyłam jej, ale znowu wyszłabym na wścibską. Było to jednak silniejsze ode mnie.
- Lou? - mówiłam patrząc na moje buty. - mogę cię o coś zapytać?
- pytaj. - westchnął przeciągle i objął mnie ramieniem.
- była dla ciebie kimś ważnym? - spojrzałam na niego ze zmrużonymi oczami.
- kto? A, Eleanor? - po wypowiedzeniu tego imienia, tak jakby... zamyślił się. Wiedziałam jakim człowiekiem jest Louis. Szybko przywiązuje się do ludzi, dla osób które kocha, jest w stanie zrobić wszystko. - no wiesz, byliśmy razem przez... rok? Tak, jakoś około tego.
- a później? - kontynuowałam.
- później zerwaliśmy. - odparł.
- powiesz mi dlaczego? - patrzyłam na niego, mimo tego, że jego wzrok wlepiony był w ziemie.
- nie była taka, za jaką ją miałem. Przez kilka miesięcy była miła, kochała mnie... znaczy tak mi się wydawało, ale było to tak, że ona kochała mój portfel. Dopiero później pożałowałem, że spędziłem z nią rok czasu, kiedy uświadomiłem sobie, że powoli niszczę zespół, że się zmieniam, że zniszczyłem Larry'ego i zraniłem Harry'ego. No i oszukałem Anne, obiecałem jej, że go nie zostawię.
- przykro mi. - objęłam rękoma jego żebra. - mogłam nie pytać, przepraszam.
- nie szkodzi. - jego kąciki ust delikatnie uniosły się, na co ja również delikatnie się uśmiechnęłam.
Weszliśmy do kina. Louis postanowił wybrać repertuar, natomiast ja poszłam po popcorn oraz colę. W kocu udaliśmy się na seans. Zajęliśmy miejsce w sali i czekaliśmy, aż miną reklamy.


Film minął dość szybko. Niestety zbyt się na nim nie skupiłam, Louis chyba też. Ja myślałam nad jego zakończonym już związkiem z Eleanor, a on? Rzucał popcornem w ludzi. Wzięliśmy swoje rzeczy i wyszliśmy z kina. W międzyczasie napisałam do Zayn'a SMS, czy już skończyli, niestety dostałam przeczącą odpowiedź. No trudno.
- idziemy coś zjeść? Jestem potwornie głodna. - powiedziałam masując się po brzuchu.
- naprawdę nabrałaś apetytu oglądając film o zombie? - spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Tomlinson objął mnie ramieniem i weszliśmy do pizzerii.
- okey, więc ty idź zajmij stolik, a ja jakąś wybiorę. - ustałam w kasie, a Lou poszedł szukać stolika. Kolejka była ogromna, ogólnie w pomieszczeniu panował tłok. Ruchem ręki przywołałam do siebie przyjaciela. - w sumie to przez ten tłok odechciało mi się jeść.
- mi też... - skrzywił się lekko, po czym objął ramieniem i wyszliśmy z pizzerii. Jakoś się przemęczę, niech Zayn i Vivienne nacieszą się sobą.
Chodziliśmy z Lou po mieście. Był wieczór, a ja osobiście kochałam Londyn nocą. Było spokojnie, te wszystkie światła... nie to co w dzień. Przez rozmyślanie straciłam rachubę czasu i wiedzę, w jakim miejscu jesteśmy.
- gdzie ty mnie wyprowadziłeś? - zaśmiałam się. W tej chwili Louis złapał mnie w biodrach i wziął do góry, po czym posadził na murek. Teraz miałam widok na Londyn z góry. - wow... pięknie tu...
- jesteśmy prawie za miastem. Tu widać kawałek Londynu z góry. - uśmiechnął się, po czym wspiął po murku i usiadł obok mnie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy. Myślałam o Harry'm, to raczej nie była żadna nowość. Zastanawiałam się, dlaczego mimo tego wszystkiego co mi robi, ja nadal czuję do niego coś więcej, niż do kogokolwiek z przyjaciół. Na przykład taki Louis. To idealny przyjaciel, nie byłabym w stanie być z nim w związku, bo jest dobrze jak jest, a związek po prostu zepsułby to wszystko, a ja za nic w świecie nie chcę go stracić... - Valerie, chyba muszę ci powiedzieć coś, co powinienem powiedzieć już dawno...
- no mów. - ziewnęłam przeciągle i siedziałam machając nogami.
- bo ja wiesz... znasz takie uczucie, że... że ktoś znaczy dla ciebie więcej niż ktokolwiek? - zapytał i spojrzał mi w oczy.
- znam. Ty też znasz? - również patrzyłam mu w oczy.
- no... - objął mnie ramieniem i znowu patrzyliśmy na Londyn.
- kim ona jest?! - uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na niego.
- no wiesz... ty. - odparł. Wyszczerzyłam oczy i patrzyłam na niego zdziwiona, a zarazem przerażona. - ale skoro ty też znasz to uczucie, to odpowiesz mi na pewne pytanie.
- n-no... - wyjąkałam przerażona. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
- czy chodzi o mnie? - zapytał, a ja już po prostu odleciałam.
- no tak... - palnęłam, na co chłopak zbliżył się i delikatnie pocałował. Teraz to się wkopałam...

Chapter Five


Oczami Vivienne

Właśnie miałam rzucić w Zayn'a, który siedział na mym łóżku jakąś koszulką gdy do pokoju wbiegła roztrzęsiona Valerie.
- no cześć. - powiedziałam podając Zayn'owi koszulkę. Brunetka warknęła tylko rzucając się twarzą w poduszkę. Mulat jak i ja wpatrywaliśmy się w nią jak w nawiedzoną. - powiesz co z tobą?
- ten sukinsyn obgadywał mnie z jakąś pindą! - krzyknęła bardziej chowając twarz w poduszkę. Mój wzrok znacząco zatrzymał się na Zayn'ie, który westchnął tylko i pocałował me czoło po czym wyszedł, a ja sama usiadłam obok przyjaciółki.
- no mów. - podniosłam ją za ramiona i wtuliłam w swoje ciało.
- no Harry, a kto by inny? Kiedy byłam u Lou on przyszedł z jakąś plastikową blondynką, a potem obgadywali mnie u niego w pokoju. - głaskałam ją po włosach, a ona zaczęła po cichu szlochać.
- nie płacz, dobrze wiedziałaś jaki on jest... - szeptałam składając delikatnie pocałunki na jej głowie.
- wiedziałam, ale nie sądziłam, że jest aż tak wredny! - podniosła się z mego ciała po czym spojrzała na mnie, a ja wydęłam dolną wargę i wpatrywałam się w jej twarz. Jednak po dłuższym namyśleniu coś mi nie grało...
- a skąd ty w ogóle wiesz, że cię obgadywali skoro byli u niego w pokoju? - zaśmiałam się pod nosem. Widziałam jak rumienią się jej policzki.
- przypadkiem.
Roześmiałam się melodyjnie, a ona jeszcze bardziej się zakłopotała.
- no już, przecież cię nie zabiję. Ale nie płacz już. - zachichotałam i cmoknęłam ją w czoło. W tym samym momencie do pokoju wszedł Zayn.
- mogę?
- już tutaj jesteś, po co pytasz? - zarechotałam, a on z uśmiechem na ustach usiadł obok mnie.
- dzwonił Niall. - posadził mnie sobie na kolanach, a ja oplotłam ramionem jego kark. - wychodzą gdzieś razem z Harry'm, a Liam idzie do Danielle więc zostaje nam tylko Lou w domu.
Spojrzał wymownie na Valerie, która wywróciła tylko oczyma.
- dobra, pójdę gdzieś z nim! - roześmiała się, a Mulat starł kciukiem jej łzy. Uśmiechnęłam się pod nosem przy czym ułożyłam głowę na jego ramieniu. - dajecie mi jakieś ukryte znaki, że mam sobie iść?...
Sporzałam na nią i parknęłam niepohamowanym śmiechem.
- czy to, że się kochamy ma oznaczać iż wyrzucamy cię z pokoju? - powiedział całkiem poważnie Zayn, w którego szyję prawie płakałam ze śmiechu. Prawde mówiąc sama nie wiem co mnie tak rozbawiło, może ton dziewczyny? Nie wiem, napadła mnie jakaś głupawka, której całkiem nie mogłam się pozbyć. Powoli zaczęłam się zsuwać z kolan Pakistańczyka.
- teraz to ty mi powiedz co robisz?! - oboje patrzyli się na mnie jak na kretynkę, a ja leżałam na ziemi i śmiałam się chyba sama z siebie.
- nie wiem, czekajcie. - parsknęłam kolejną dawką śmiechu. Malik już chyba miał dość, ponieważ złapał mnie za skrawek koszulki dzięki, któremu mógł mnie do siebie przyciągnąć i wessać się w moje usta. Westchnęłam i odsunęłam się od niego z uśmiechem na ustach.
- okej, już jest dobrze.
- tak myślałem. - zaśmiał się, a chwilę po nim Valerie.
- Viv, to ja będę się zbierać żebym zdążyła wyciągnąć Louis'a z domu. - uśmiechnęła się do nas i wyszła z pokoju. Kilka minut potem słyszałam już trzask drzwi wejściowych. Ponownie przeniosłam wzrok na Zayn'a, który cały czas wpatrywał się we mnie.
- co? - zaśmiałam się pod nosem, a on objął moją talię i musnął mój brzuch. - no co?
- kocham cię.
Wydęłam delikatnie wargę po czym pomiziałam kciukiem jego polik, który po chwili ścisnęłam i pocałowałam chłopaka. Przeniosłam ciężar ciała na jego tors przez co oboje upadliśmy na łóżko. Żadne z nas nie zaprzestało całować, wręcz przeciwnie, to co między nami było coraz bardziej robiło stopień wprzód. Mulat właśnie wsuwał dłoń w mą koszulkę kiedy oprzytomniałam.
- przestań Zayn. - szepnęłam mu w usta, a on automatycznie zabrał dłoń z mojego ciała jednakże jego usta wciąż znajdowały się na moich.
- czemu? - mruknął obcałowując moją szyję, me ciało drżało, jednak ja odsuwałam go od siebie.
- bo nie mam ochoty, mógłbyś? - zaśmiałam się na co on tylko westchnął i odsunął się ode mnie. - dziękuję, kocham cię.
- tak, ja ciebie też. - szepnął i wydął zrezygnowany wargę.

Chapter Four


Oczami Valerie

Siedzieliśmy z Loui'm i w sumie to... nudziliśmy się. Ale nie przeszkadzało nam to szczególnie, leżeliśmy teraz na łóżku, do góry nogami z głowami wiszącymi w dół. Próbowałam skupić się na czytaniu (ponownie w towarzystwie Tomlinson'a), ale jakoś nie szczególnie dobrze mi to szło.
- znowu czytasz? - zapytał, a jego włosy śmiesznie opadały na dół.
- tak, ale nie mogę się skupić. - odparłam i zamknęłam książkę. - dokończę później, czy coś.
Teraz siedzieliśmy i patrzyliśmy w sufit.
- ty go lubisz, nie? - 21-latek spojrzał na mnie i zmrużył oczy.
- dlaczego ciągle o niego pytasz? - zaśmiałam się, mimo tego, że Louis miał bardzo poważną minę.
- bo ja cię lubię.
- więc dlaczego pytasz o niego? - zastanawiałam się o co mu chodzi. „bo ja cię lubię”... to miało znaczyć zwykłe „lubię”, czy coś więcej? W tej samej chwili do domu wszedł Harry z jakąś wysokonogą blondynką. Poczułam dziwne uczucie, jakby... zazdrość? Możliwe, mimo wszystko miałam ochotę podejść i wyrwać jej wszystkie tlenione włosy.
- miało cię nie być. - momentalnie z twarzy Styles'a zszedł uśmiech. - raczej... was.
- sam tu nie mieszkasz. - odparł Lou i usiadł normalnie. Zrobiłam to samo.
- musisz ją ciągle tu sprowadzać? Idźcie do niej, do kina, do parku, nie wiem, gdziekolwiek! - zaczął wymieniać, a ja tylko zmrużyłam oczy i wpatrywałam się w niego. - nie ważne. - machnął ręką i chwytając blondynkę za rękę, udał się do swojego pokoju.
- przepraszam za niego. - powiedział Lou, spuszczając głowę. Tak jakby... miał wyrzuty sumienia. Nie miał powodu do owych.
- to nie twoja wina, zresztą to jego sprawa, że mnie nie lubi. - uśmiechnęłam się delikatnie. Co prawda sztucznie, ale zawsze coś.
- chcesz coś do picia? - zapytał wzdychając.
- poproszę. - odparłam z uśmiechem, a on udał się do kuchni. W tej chwili... w sumie to nie wiem co się stworzyło w mojej głowie. Poszłam pod drzwi do pokoju Styles'a. To co usłyszałam wywierciło w moim sercu taką dziurę, że miałam ochotę umrzeć.
- ciągle ją tu sprowadza. - słysząc kroki, wnioskuję, że chodził po pokoju. - nie lubię jej, wręcz nienawidzę. Jest taka głupia! Robi z siebie idiotkę, nie lubię kiedy tu przychodzi. A do Lou nic nie dochodzi, co on w niej widzi? Ona mu się podoba, jak może takie coś podobać się mojemu przyjacielowi? Totalne bezguście.
- widziałeś jej włosy? - parsknęła śmiechem blondynka. Nie wytrzymałam. Mówiłam sobie, że będę tu tylko stać, ale po tym co usłyszałam, nie potrafiłam stać obojętnie i słuchać jak mnie obgadują. Wpadłam zdenerwowana, wręcz wściekła do jego pokoju.
- mógłbyś mi to powiedzieć prosto w twarz, a nie obgadywać z jakąś sztuczną lalą za plecami? Co tak właściwie przeszkadza ci mojego towarzystwo? Siedzę przecież z Lou, nie wchodzę nawet do twojego pokoju! - krzyknęłam zdenerwowana. - co ci zrobiłam? Za co ty mnie właściwie nienawidzisz? Potrafisz podać jakiś sensowny argument? Nawet mnie nie znasz!
Blondynka wyszła z pokoju ze spuszczoną głową, a Harry patrzył na mnie zdziwiony i jakby... z wyrzutami sumienia...
- przepraszam. - spuścił głowę. - naprawdę przepraszam. - po tych słowach oniemiałam. Zmrużyłam oczy, po czym uniosłam brwi do góry.
- co? - to słowo prawdopodobnie było nie na miejscu. Ale nie rozumiałam zachowania Styles'a. Obraża mnie i obgaduje z jakąś sztuczną dziewczyną, a teraz tak gdyby nigdy nic, pierwszy raz... przeprasza?
- no... przepraszam. - powtórzył.
- pójdę już. - odparłam i skierowałam się do drzwi wyjściowych. - Louis, nie rób mi tego picia, wychodzę.
- znowu Harry? - spojrzał na chłopaka wściekły.
- nie. Mam sprawę do załatwienia. - odparłam i wyszłam z domu.
Teraz to dopiero po mojej głowie chodziły różne myśli. On mnie przeprosił? Serio? Czy może mi się coś przesłyszało? Trudno było uwierzyć...
Idąc i myśląc, nie zorientowałam się nawet, że zaczął padać deszcz. Spojrzałam w górę i zaczęłam klnąć.
- naprawdę?! Teraz?! Kiedy mam do domu ponad cztery kilometry i ani grosza przy sobie?! - mówiłam do deszczu. Przechodnie patrzyli na mnie jak na nienormalną. Sama nie wiem, czy do takich należałam.
Nagle tak jakby mnie natchnęło. Wiedziałam co robić. Poszłam do mojej przyjaciółki Vivienne. Chyba tylko ona będzie mogła mi doradzić.

Chapter Three


Oczami Vivienne

Leżeliśmy z Zayn'em w parku i oglądaliśmy gwiazdy. Malik był niesamowitym romantykiem. Właśnie to było jednym z wielu rzeczy, które mnie w nim pociągały. Kochałam między innymi także jego dwudniowy zarost, który przy nawet najdelikatniejszym pocałunku drażnił mą delikatną skórę.
- Zayn? - szepnęłam odwracając głowę w stronę chłopaka.
- słucham cię piękna? - nie zaprzestał wpatrywania się w rozgwieżdżone niebo jednakże wiedziałam, że uważnie mnie słucha.
- dlaczego ty w ogóle ze mną jesteś? Tak na prawdę tylko ty i Valerie nie licząc mnie wierzycie, że cię kocham. Chłopcy stanowczo odradzają ci tego związku...
Roześmiał się, a mnie zrobiło się gorąco. Zresztą jak zwykle gdy to robił motyle w moim brzuchu miały ochotę wylecieć na powierzchnię i brutalnie obijały się o wewnętrzną stronę mego ciała.
- odpowiedź jest banalna. Po prostu cię kocham, kocham jak nikogo innego i nie obchodzi mnie co mówią chłopcy czy fanki. Tak, kocham je też, ale nie pozwolę by niszczyły coś dzięki czemu chce mi się żyć. - zbliżył swoją twarz do mojej i dotknął wargami moich ust.  Mruknęłam delikatnie pod nosem i uniosłam klatkę piersiową by nabrać powietrza, zazwyczaj gdy mnie całował traciłam oddech.
- kocham cię, Zayn... - szepnęłam i ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej. Kolejna fala ciepła, jego ciepły, rytmiczny oddech, powolne bicie serca i ten spokój który toważyszył wam cały wieczór. Wolałam go spędzić tak niż siedzieć na kanapie i wysłuchiwać bluźnierstw na swój temat od przyjaciół własnego chłopaka.
- hej, mała?  - odezwał się nagle Zayn chwytając w dłonie moje dwa palce.
- no co tam, słońce?
- mówiłaś, że twoi rodzice jadą dziś na jakiś ważny bankiet, prawda? więc jesteś sama w domu?
Już wiedziałam co chodziło mu po głowie, chciałam odmówić, ale gdy zatonęłam w jego brążowych tęczówkach nie byłam w stanie wypowiedzieć nic, nawet wyszeptać krótkie "nie". Nieświadoma swoich czynów pokiwałam tylko głową i przysunęłam swoją twarz do jego. Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Już po chwili nasze usta były złączone w słodkim, a zarazem namiętnym pocałunku. Nachylił się nad moją twarzą, a ja wsunęłam dłonie we włosy na tyle jego głowy.
- napaleniec. - mruknął w moją szyję po czym roześmiał się i cmoknął mnie w nos. On się ze mnie naśmiewał, a ja leżałam z ochotą wycałowania go na śmierć. Miałam ochotę po prostu go rozebrać i tutaj w tym parku poczuć go w sobie. To idiotyczne jednakże tak cholernie prawdziwe.
- to twoja wina.
- moja? A co ja robię? - zaśmiał się i podniósł do pozycji siedzącej pomagając w tym także mi.
- jesteś, po prostu jesteś. - roześmiałam się. - ale nie ważne, mów o co chodziło.
- chodzi o to byś nie spała sama, nocuj dziś u mnie... - posadził moje ciało u siebie na kolanach, a ja owinęłam rękoma jego żebra. Głowę ułożyłam na ramieniu mężczyzny i zaczęłam wzdychać.
- a muszę?
- nie musisz oczywiście, tylko powiedz czemu nie? - złapał mój podbródek i zaczął kciukiem miziać mój polik.
- dobrze wiesz czemu...
- chłopcy? - szepnął wprost w me usta, a ja zmrużyłam oczy i pokiwałam głową na co on objął mnie ramionami i wtulił w siebie.
- nie pozwolę by cię wyzwali, by cokolwiek o tobie powiedzieli, obiecuję. - mruczał mi do ucha, a ja coraz bardziej mu ulegałam, nie potrafiłam się długo mu sprzeciwiać.
- przyjdę... - szepnęłam i przylgnęłam do niego ciałem. Ułożyłam dłoń na karku Pakistańczyka po czym wessałam się w jego usta. Malik ułożył mnie delikatnie na trawie i zaczął obcałowywać mą szyję. Oddech stał się przyśpieszony, a klatka piersiowa zaczęła się coraz szybciej unosić.
- Zayn... - szepnęłam czując dłonie mężczyzny wsuwające się pod moją bladoniebieską koszulkę. - Zayn proszę cię... Nie możemy.
Gdy to powiedziałam on jakby na zawołanie odsunął się ode mnie i ułożył dłonie po obu stronach mej głowy.
- przepraszam, masz rację, zapędziłem się. - posłał mi lekki uśmiech i cmoknął mnie w usta. - chodźmy.
Podniosłam się z trawy i ruszyłam przodem kręcąc biodrami i śmiejąc się głośno, a krok w krok za mną szedł on mrucząc coś pod nosem i raz po raz muskając dłonią mój pośladek.

Chapter Two


Oczami Valerie

Siedziałam na wygodnym, brązowym fotelu, wczytując się uważnie w słowa zapisane w książce Nicholas'a Sparks'a „Ostatnia piosenka”. Czytałam to chyba 3-4 raz, miała w sobie coś szczególnego, przez co wzruszałam się za każdym razem, kiedy ją czytałam. Byłam właściwie przy momencie, kiedy Greg umierał...
- i wtedy Harry pocałował tą brunetkę... - z rozmyśleń wyrwał mnie Louis. Spojrzałam na niego zdziwiona, wręcz przerażona, na co on wybuchł ogromnym śmiechem. - wiedziałem, że tymi słowami oderwę cię od czytania!
- to nie było śmieszne! - zamknęłam książkę i delikatnie uderzyłam nią przyjaciela. - nie wiem o co ci chodziło...
- dobrze wiem, że coś pomiędzy wami jest. - spojrzał na mnie podejrzliwie. Co prawda Styles podobał mi się... od zawsze, chyba od chwili kiedy go pierwszy raz zobaczyłam. Ale niestety loczkowaty nie odwzajemnia mojego uczucia, jest wręcz przeciwnie. Nienawidzi mnie, zachowuje się podle, tak, jakbym zabiła mu rodzinę. A ja nic mu nie zrobiłam. W sumie nawet nie rozmawialiśmy normalnie. My w ogóle nie rozmawialiśmy...
- niby co? nawet z nim nie rozmawiam. - wzruszyłam obojętnie ramionami. Było mi głupio oszukiwać Lou, ale co miałam powiedzieć? „Tak, nie rozmawiamy ze sobą, ale jestem w stanie oddać za niego życie!”? Zrobiłabym z siebie większą kretynkę, niż jestem.
- nie wiem... patrzysz na niego tak jakoś inaczej, czasami podczas patrzenia na niego, zamyślasz się i nie można cię wybudzić. - zaczął wymieniać, co trochę mnie zdezorientowało.
- och, skończ już. - westchnęłam. - co robimy?
W tej samej chwili do domu wszedł roześmiany Harreh razem z pozostałymi chłopakami. Niestety jego mina zżędła, kiedy zobaczył, że tu jestem.
- znowu... - burknął pod nosem i poszedł na górę, do swojego pokoju.
- załatwię to. - westchnął Louis i wstał z kanapy.
- nie musisz, jest okey. - uśmiechnęłam się sztucznie. Oczywiście, że bolały mnie te wszystkie czyny Harry'ego. Gdyby chociaż miał pretekst do takiego zachowania... nawet nie chcę już o tym myśleć.
- jednak muszę. - uśmiechnął się. Był to uśmiech zmieszany z grymasem, ale pomińmy... Ich rozmowa zamieniła się bardziej w kłótnie. Poszłam na górę i ustałam pod drzwami.
- co ona znowu tu robi?! - krzyczał Harry. Nie należałam do ciekawskich, czy podsłuchiwaczy, ale chciałam wiedzieć, co o mnie mówią.
- a co ona ci przeszkadza? nie przyszła do ciebie, tylko do mnie! nie musisz zwracać na nią uwagi.
- ale to też mój dom!
W tej chwili dosłownie zepsułam sprawę. Niespodziewanie kichłam, a wzrok Harry'ego i Loui'ego spoczął na mnie. Tomlinson spuścił głowę, jakby miał wyrzuty sumienia, a Harry patrzył wściekły na moją postać.
- o ja już pójdę... - powiedziałam cicho i opuściłam miejsce zamieszkania moich przyjaciół... i Harry'ego.
Próbowałam zrozumieć logikę loczka i to, dlaczego nie porafi – albo może nie chce – mnie zaakceptować, czy polubić. Może Larry rzeczywiście jest prawdziwy, a jego zdaniem, po prostu go niszczę? Albo może... kogoś mu przypominam i celowo nie chce mnie zaakceptować? Teraz to chyba doszukuję się rzeczy nieprawdopodobnych. No ale cóż. Powiadają, że trudno zrozumieć kobietę... ale jak tu zrozumieć mężczyznę?

Chapter One


Oczami Vivienne

Zerknęłam na Mulata zniesmaczona. Nie ciągnęło mnie zbytnio by iść do nich do domu. Miałam dość tych wszystkich spojrzeń ze strony chłopaków. Niedawno jednak zaczęły się także wyzwiska, które już całkiem odrzucają mnie od tego miejsca. Nie rozumiem dlaczego oni mnie tak nienawidzą? Co ja im zrobiłam? Przecież oni mnie nawet nie znają... Może właśnie to im przeszkadza? Że nie wiedzą kim tak na prawdę jestem? Kim na prawdę jest Vivienne Somersby? Według nich wredną suką, która nic nie czuje do Zayn'a Malik'a, ale cholera prawda jest inna. Ten chłopak jest dla mnie najważniejszy na tym chorym świecie. Nie wydaje mi się by spotkało mnie coś lepszego niż on. Wszyscy mówili:
- skończ to.
- nie daj sobą pomiatać.
- postaw mu ultimatum, albo ty, albo oni.
Ale nie potrafiłam. Nie potrafiłam mu się postawić. Bałam się jego odpowiedzi, bałam się tego, że wybierze ich. A wtedy nie dałabym sobie rady z życiem. Sama ze sobą...
Zrozumiałam, że całkiem wyłączyłam się od świata kiedy Malik zaczął delikatnie szarpać moje ramię i prawie wykrzykiwać moje imię.
- co się stało? - szepnęłam wlepiając oczy w jego twarz.
- wolałbym o to samo zapytać ciebie, już któryś raz w tym tygodniu tak zatracasz się w myślach, o co chodzi?
- o nic, po prostu rozmyślam o życiu, przepraszam. - delikatnie dotknęłam ustami Jego nos i obdarowałam go lekkim uśmiechem. - coś mówiłeś.
- tak, pytałem dlaczego nie chcesz spotykać się z chłopakami. - usiadł na kanapie przede mną więc i ja spoczęłam obok niego.
- nie lubią mnie... nie przepadam za wyzwiskami skierowanymi w moją stronę, przepraszam... - mruknęłam bawiąc się palcami. Nie spojrzałam na niego, bałam się. Bałam się jego wzroku, zawsze patrzył na mnie jak na kretynkę kiedy to mówiłam, nie wierzył mi, ale ja wiedziałam swoje, przecież słyszałam to na własne uszy. Prawde mówiąc to nie tylko ja bo i Valerie słyszała. Valerie Vessline to moja przyjaciółka, najlepsza. Jest dla mnie jak siostra. Dosłownie bo potrafimy się też pokłócić przez co emocje biorą górę i wychodzi z tego niezła jadka. Potrafiła mnie zdenerwować jak nikt inny, a ja i tak ją kochałam, była dla mnie jak Zayn tylko w wersji żeńskiej.
- znowu to robisz. - usłyszałam przy samym uchu śmiech Pakistańczyka. - co z tobą? zaczynam się obawiać.
- nie no już, wybacz. - roześmiałam się. - co robimy?
- skoro nie chcesz zawitać w moje progi chodźmy do zoo, ostatni raz bylem tam jako dziecko...
- prawde mówiąc to ja też. - zmarszczyłam śmiesznie brwi. - chętnie wybiorę się z tobą do zoo. - uśmiechnęłam się słodko i złożyłam na jego wargach pocałunek.
- och, jakże czuję się szczęśliwy. - roześmiał się i podniósł moją głowę po czym wstał i wyciągnął do mnie dłoń, którą złapałam i z jej pomocą się podniosłam. Chłopak może i wyglądał na dojrzałego, ale w środku był dzieckiem, kochał chodzić na różne place zabaw, do wesołego miasteczka etc. To był jego mały raj. Zawsze opowiadał mi o swoich perypetiach za czasów dzieństwa kiedy tata zabierał go właśnie na taki plac zabaw. Będąc z nim w takim miejscu byłam szczęśliwa, szczęśliwa,  że mogę mu dać choć trochę szczęścia, którego nie zaznaje przez chłopców. Ciągle trują mu głowę o to by mnie rzucił... To boli mnie jak i jego.
- idziemy? - wyciągnął w moją stronę dłoń stojąc w drzwiach od naszego domu. Pokiwałam twierdząco głową i złapałam za rękę chłopaka.
Siedziałam właśnie na ławce obserwując jak Malik robi zdjęcia z fankami i rozdaje autografy. Cieszyło mnie to mimo tego, że te dziewczyny nienawidziły mnie. Kochałam je jak swoją własną rodzinę bo sama byłam Directioner. Nigdy nie przeszkadzało mi to, że potrafił zostawić mnie w czasie kiedy płakałam by dać autograf fance. Wręcz przeciwnie - byłam szczęśliwa bo wiedziałam, że nie jest zadufaną w sobie gwiazdką i myśli o fanach. Jak reszta zespołu, która niestety nie myślała o mnie...

piątek, 23 listopada 2012

Prologue


Vivienne -
Bycie sympatią, czy przyjaciółką światowego formatu gwiazdy nie jest takie proste, jak się wydaje. Ludzie wyzywają Cię bez względu na to, czy Cię znają, czy nie znają. Życie jest kompletnie inne, niż komukolwiek się wydaje. Nie jest jak w bajce. Ukochana osoba możesz poświęcić Ci góra ¼ swojego czasu. Dlaczego? Ciągłe trasy, spotkania z fanami, wywiady, sesje zdjęciowe. Jeszcze gorsza sytuacja, kiedy przyjaciele z zespołu Twojego chłopaka nie akceptują Cię i mają o Tobie złe zdanie, mimo tego, że prawie wcale Cię nie znają. Nie przyjemne uczucie. A teraz pomyśl. Nagle wszystko się zmienia. Pozostali członkowie polubili Cię, potraficie się dogadać. Wszyscy z wyjątkiem jednego, szczególnego chłopaka. Dlaczego szczególnego? Sama nie wiesz. Ma w sobie coś, czego nie mają inni. Prawdopodobnie pociąga Cię w Nim to, że jest, lub po prostu zgrywa niedostępnego, czy obojętnego. Tak, zdecydowanie Niall jest inny, taki szczególny. Sytuacja nabiera tempa oraz ciekawości, kiedy wokół ludzi zarządza stan emocjonalno-psychiczny, potocznie zwany miłością.


Valerie -
Dziwnym uczuciem nazwać można dużo rzeczy. Jednym z dziwnych uczuć jest to, że jest się popularnym dzięki swojej przyjaciółce... Która stała się rozpoznawalna i popularna dzięki swojemu chłopakowi. Jeszcze gorzej jest być akceptowaną przez wszystkich oprócz osoby, nad którą najbardziej Ci zależy. Zdecydowanie na Harry'm szczególnie mi zależało, choć komuś innemu zależało na mnie. Przeżyłabym to spokojnie, gdyby nie to, że tą osobą jest Jego najlepszy przyjaciel. Większe komplikacje zaczną się, kiedy usilnie próbując wszystko poskładać – jeszcze bardziej to psuję. Kiedyś się wszystko ułoży, bo przecież kiedyś musi...